Kazachstan ma prawo do Miłosierdzia

W niedzielę obchodzimy VII Dzień modlitwy i pomocy materialnej dla Kościoła katolickiego na Wschodzie. Najcenniejszym darem polskiego Kościoła są kapłani i siostry zakonne, którzy opuścili nasz kraj, by nieść wieloraką pomoc Kościołowi w krajach byłego Związku Sowieckiego. Zechciejmy i my także wesprzeć te wspólnoty przez dar modlitwy i ofiarę złożoną do puszek, które będą wystawione w parafiach w całej Polsce. Kościół katolicki na Wschodzie potrzebuje tego wsparcia, by móc swobodnie działać i się rozwijać.

Rozmowa z s. Dominiką Pindral ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, pełniącą swą posługę w Kazachstanie

Jakie były początki pracy ewangelizacyjnej Siostry zgromadzenia w Kazachstanie?
– Pierwszą siostrą z naszego Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia, która przybyła do Kazachstanu, była s. Kinga Pietkiewicz, której przyjazd do Pietropawłowska był odpowiedzią na zaproszenie skierowane do naszych władz zakonnych przez redemptorystę o. Zbigniewa Kotlińskiego. Miała ona za zadanie rozeznać się w możliwościach pracy zgromadzenia w Kazachstanie. Siostra Kinga przyjechała na te tereny 4 sierpnia 1995 r. i stąd Pan Bóg powołał ją do siebie 12 września 1996 r. Miała wówczas 74 lata. Siostra została pochowana w Pietropawłowsku i właściwie to ona zapoczątkowała istnienie parafialnego cmentarza, który był dotąd częścią cmentarza prawosławnego. Obecną podczas pogrzebu ówczesną matkę generalną Paulinę Słomkę parafianie prosili, by z Polski przyjechały nowe siostry i kontynuowały pracę s. Kingi. W tym też duchu podczas homilii zostały wypowiedziane przez ks. Tomasza Petę, obecnego naszego arcybiskupa, następujące słowa: „i Kazachstan ma prawo do Miłosierdzia”. I tak od 22 czerwca 1997 r. datuje się historia naszej pietropawłowskiej wspólnoty. Tworzyły ją najpierw 3 siostry: s. Magdalena, s. Leonia („seniorka”, jeśli chodzi o pobyt w Kazachstanie – jest tutaj już 10. rok!) i s. Ewa. Potem, gdy s. Ewa wróciła do kraju, na jej miejsce dojechałyśmy ja i s. Daniela. Każda z nas odpowiedziała na prośbę matki generalnej skierowaną do zgromadzenia, gdy pojawiła się potrzeba uzupełnienia szeregów tutejszej wspólnoty.

Jak Siostra trafiła do Pietropawłowska?
– Pamiętam czas, kiedy matka generalna szukała siostry gotowej pojechać do Kazachstanu, gdyż tamtejsza placówka była młodym i nowym zadaniem w naszej rodzinie zakonnej. Ale ta sprawa była jakoś daleko ode mnie, nie czułam, że może ona mnie dotyczyć. Pewnego dnia w rozmowie matka wprost zwróciła się do mnie, iż potrzebne są misjonarki. Odpowiedziałam, że trzeba mieć najpierw powołanie misjonarskie, a ja siebie tam nie widzę. I wtedy Pan Bóg zaczął działać. Po prostu ta myśl do mnie bardzo często powracała. Modliłam się, pytałam Pana, trochę i wewnętrznie walczyłam, gdyż po ludzku patrząc, trzeba by było tyle zostawić. A Pan zapraszał… Gdy odpowiedziałam w końcu: „Dobrze, pojadę”, pojawił się pokój i radosna tęsknota, żeby już jechać. Zgłosiłam matce generalnej gotowość wyjazdu. Trochę jednak musiałam zaczekać, wypełnić pewne zadania, potem załatwić formalności i wreszcie 15 sierpnia 2001 r. stanęłam na kazachstańskiej ziemi.

Dom Sióstr znajduje się w szczególnym miejscu…
– Różnie można spojrzeć na tę „szczególność”. Przede wszystkim Kazachstan to ziemia męczenników, ludzi, którzy bronili wiary i polskości. W tym roku w czerwcu przeżywaliśmy 70. rocznicę zsyłek Polaków i innych narodowości na te tereny. To smutna rocznica, ale jej obchody się odbyły. Modliliśmy się za tych, którzy w przeróżny sposób tu cierpieli i zginęli. Żyją jeszcze m.in. nasi parafianie, którzy pamiętają, jak jako dzieci jechali wiele dni i z bydlęcych wagonów zostali wyrzuceni w step. To właśnie Polacy zesłańcy wybudowali nasz dom. Oczywiście, nie na nasze zamówienie. Wybudowali kiedyś szpital, w którego skład wchodziło kilka drewnianych z zewnątrz, a w środku tynkowanych domów. W ostatnich latach te domki stały opustoszałe. Jeden z nich wyremontowałyśmy i stał się on naszym klasztorem. Wcześniej mieściły się tu różne oddziały. Dowiedziałyśmy się, że jak w wielu miejscach, tak i tu dokonywano aborcji. Obecnie sąsiadujemy ze szpitalem onkologicznym i zdarza się, że ktoś z pacjentów do nas zajrzy, widząc krzyż umieszczony na dachu i grotę z figurą Matki Bożej, zechce porozmawiać, poprosić o modlitwę tak potrzebną w jego cierpieniu. Nasz klasztor jest więc znakiem przypominającym o Bogu, o wierze, o celu człowieka.

W Kazachstanie jest dużo Polaków? Jak wielu jest katolików?
– Kazachstan to kraj wielonarodowościowy (żyje tu ponad 100 różnych narodowości) i wielowyznaniowy. Religią dominującą jest islam, na drugim miejscu są członkowie Kościoła prawosławnego. Według spisu ludności przeprowadzonego w 1999 r., na mniej więcej 15 milionów mieszkańców kraju żyje jeszcze 47,2 tysięcy Polaków. Najwięcej, bo ok. 19 tysięcy, mieszka w obwodzie północnokazachstańskim, czyli tam, gdzie znajduje się Pietropawłowsk. Natomiast katolicy stanowią 2 proc. ogółu ludności, czyli ok. 300 tysięcy. Katolikami są nie tylko Polacy i Niemcy, lecz także Rosjanie, Koreańczycy i członkowie innych narodowości, wśród nich nawet Kazachowie.

Jakie dzieła apostolskie prowadzą Siostry w Kazachstanie?
– Szczególnym zadaniem naszego zgromadzenia jest pomoc dziewczętom i kobietom nieprzystosowanym społecznie, potrzebującym głębokiej odnowy moralnej, oraz głoszenie życiem i słowem prawdy o Bożym Miłosierdziu i wypraszanie go dla całego świata. W naszym zgromadzeniu żyła święta Siostra Faustyna, Apostołka Bożego Miłosierdzia. Dlatego staramy się wiernie wypełniać apostolstwo modlitwy w naszej zakonnej kaplicy i w kościele pod wezwaniem Bożego Miłosierdzia, w którym służą ojcowie redemptoryści. Tam właśnie każdego dnia podczas adoracji Najświętszego Sakramentu odmawiamy wraz z parafianami Koronkę do Bożego Miłosierdzia, a w trzecie piątki miesiąca czcimy Boże Miłosierdzie w czasie sprawowanej Eucharystii.
Nasze czynne apostolstwo realizujemy w pracy ze studentkami. Dla
8-osobowej grupy zorganizowałyśmy na terenie klasztoru maleńką bursę. Utrzymujemy kontakt z domem dziecka, w którym przebywa ok. 150 dzieci, przychodzą czasem do nas byli więźniowie, biedni, samotne matki. Poza tym na terenie parafii – we współpracy z ojcami redemptorystami – obejmujemy katechizacją dzieci i młodszą młodzież. Opiekujemy się zakrystią, dbamy o wystrój kościoła, prowadzimy śpiew w czasie nabożeństw i Eucharystii. Służymy też pomocą przez prowadzenie spotkań w dwóch więzieniach znajdujących się na terenie miasta. Razem z ojcami bierzemy również udział w wyjazdach misyjnych do naszych parafian żyjących we wsiach odległych o wiele kilometrów od miasta (najdalej położona wieś to Wazwyszenka – 160 km od Pietropawłowska). Tam także prowadzimy katechezy, śpiew, czasem indywidualne rozmowy, przygotowanie do przyjęcia sakramentów, wspólnie się modlimy podczas Mszy Świętej.

W Kościele w Polsce obchodzimy w niedzielę Dzień modlitwy i pomocy materialnej dla Kościoła katolickiego na Wschodzie. Czy mogłaby Siostra powiedzieć, jakie znaczenie ma ta inicjatywa dla osób, które pełnią zadania nowej ewangelizacji w krajach byłego ZSRS?
– Kościół cały jest misyjny, czyli każdy jest odpowiedzialny za szerzenie i umacnianie wiary. Jedni pracują więc bezpośrednio jako duszpasterze, misjonarze i tak jak my utrzymują się z ofiar dobroczyńców, inni wspierają dzieło misyjne Kościoła swoją modlitwą czy ofiarą. My żyjemy z ofiar, ponieważ tutaj nie zarabiamy. Z tych też funduszy wspomagamy biednych i potrzebujących. Bardzo prosimy o modlitwę, by nie brakowało misjonarzy i by tym misjonarzom nie brakło zapału i odwagi niesienia Chrystusa wszędzie tam, gdzie cierpi człowiek.
Na zakończenie pragniemy pozdrowić wszystkich rodaków w Polsce i poza granicami kraju i życzyć z racji zbliżających się Świąt Narodzenia Pańskiego Bożych łask i radości, gdyż Bóg jest pośród nas – wystarczy tylko z wiarą i miłością „dotknąć” serca drugiego człowieka. Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Maria Popielewicz
drukuj