Kamera mu nie przeszkadzała
Santo subito
Z ks. dr. Jerzym Rasiakiem, dyrektorem Ośrodka Audiowizualnego przy Kurii Metropolitalnej we Wrocławiu rozmawia Mariusz Kamieniecki
Od wielu lat z pasją dokumentuje Ksiądz życie Kościoła. Był Ksiądz też jedną z pierwszych osób, jeżeli nie pierwszą, która filmowała przyszłego Papieża. Jak do tego doszło?
– Pierwszy raz zetknąłem się z ks. bp. Wojtyłą jako harcerz w 1959 r. w Krościenku nad Dunajcem podczas nabożeństwa w kościele. Później, już jako kleryk wrocławskiego seminarium spotykałem Go, kiedy odwiedzał późniejszego ks. kard. Bolesława Kominka i ks. bp. Andrzeja Wronkę, z którymi się przyjaźnił. Powodowany pasją i zauroczony osobowością biskupa krakowskiego pewnego dnia postanowiłem, że będę nagrywał materiały związane z Jego osobą, a także z życia wspólnoty seminaryjnej. Spotkało się to z aprobatą moich przełożonych i tak się zaczęło. Na początku nagrywałem wykłady, które wygłaszał dla kleryków seminarium. Sprzęt nie był wprawdzie najlepszy, ale dokument pozostał. Z czasem dostaliśmy bardziej profesjonalną kamerę. Naszą działalność można dziś określić jako początki filmu tzw. niezależnego. TV państwowa przygotowywała tendencyjne, a nawet ośmieszające relacje, pokazywano znudzone twarze albo starsze babcie, pomijano zaś młodzież i tłumy wiernych. Było to fałszowanie rzeczywistości. Tymczasem ta zatrzymana przez nas w kadrze była zupełnie inna. Na przykład IPN dostrzegł, że istnieje inna niż pozostawiona w archiwach komunistycznych dokumentacja, która pokazuje prawdziwy, niezmanipulowany obraz uroczystości kościelnych. Dotyczy to chociażby pogrzebu ks. kard. Kominka z udziałem ks. kard. Wojtyły, kiedy dziesiątki tysięcy wrocławian żegnały swego pasterza, a propagandowa TV pokazała zaledwie garstkę ludzi. Warto podkreślić fakt, który miał miejsce na KUL podczas uroczystości z udziałem ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski, i ks. kard. Karola Wojtyły. Podszedł do mnie jeden ze świeckich filmowców i powiedział: „mimo całej dostojności i zasług ks. Prymasa radzę księdzu filmować kard. Wojtyłę, którego jeszcze nie wszyscy doceniają, a to wielka osobowość”. Czas pokazał, że miał rację.
Dzięki tej pasji powstał szereg filmów o ks. kard. Wojtyle i Janie Pawle II…
– Towarzyszyłem ks. kard. Wojtyle, a później Papieżowi dosłownie gdzie się tylko dało. Na przykład na Monte Cassino, kiedy jeszcze mało kto rejestrował te wydarzenia. Później były pielgrzymki Papieża do Polski i kolejne kilometry taśmy. Tak powstało kilkanaście filmów, m.in.: „Totus Tuus”, „Pierwsza podróż Jana Pawła II do Polski”, wspomniany już film „Jan Paweł II na Monte Cassino”, „Panno Święta, co Jasnej bronisz Częstochowy”, „Jan Paweł II w Lourdes”, a także szereg innych, m.in. filmów o kolejnych podróżach papieskich do Polski. Wahałem się, czy zrobić film o Jego odchodzeniu do Domu Ojca. Ostatecznie zrezygnowałem… W moich filmach Ojciec Święty jest pełen życia, energii i taki już pozostanie. Pewne ujęcia archiwalne mojego autorstwa, nigdy dotąd nie emitowane, znajdą się także w filmie „Świadectwo”, którego światowa premiera odbędzie się 16 bm. w Watykanie.
Czy ks. kard. Wojtyła – Jan Paweł II lubił być filmowany?
– Szczerze mówiąc, nie zwracał zbytnio uwagi na obecność kamery. Nigdy też nie przeszkadzał nam. Wręcz przeciwnie, kiedy wyczuł obiektyw skierowany w swoją stronę, pomagał nam, a nawet zachęcał nas do pracy. Dzięki temu powstały niezapomniane ujęcia. W przeciwieństwie do wielu innych osób był zawsze spokojny, opanowany, skoncentrowany na tym, co robi, a kamera mu nie przeszkadzała. Przy tym był fotogeniczny i miał osobowość wprost stworzoną dla kamery. Były to wprawdzie początki TV, ale już wówczas biskup, a potem kardynał, doceniał znaczenie środków masowego przekazu i ich rolę w ewangelizacji. Potwierdził to zresztą po wyborze na Stolicę Piotrową, gdy nie stronił od mediów, ale wykorzystywał je jako narzędzie w głoszeniu Ewangelii.
Zbliża się 30. rocznica wyboru kard. Wojtyły na Papieża. Podobno był Ksiądz osobą, która przewidziała ten fakt?
– Było to w maju 1978 r. podczas uroczystości zakończenia peregrynacji Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w Poznaniu. Ksiądz Prymas głosił kazanie, a ks. kard. Wojtyła przewodniczył Mszy Świętej. Filmując, szukałem jakiegoś ciekawego ujęcia, w pewnym momencie zauważyłem nad głową ks. kard. Wojtyły napis „Papież”. Był to wprawdzie fragment jakiegoś cytatu Pawła VI, ale kadr z napisem „Papież” wypadł dokładnie nad głową Wojtyły. Kiedy pokazałem ten fragment na KUL, spotkałem się z krytyką. Poradzono mi, żeby tego nie pokazywać i nie robić pośmiewiska z kardynała. Odłożyłem więc taśmę na półkę, ale – jak się okazało – nie na długo. Kilka miesięcy później, 16 października, ks. kard. Wojtyła został Papieżem.
Bóg zapłać za rozmowę.
