Jestem gotowy zaskarżyć traktat
Z mecenasem Piotrem Łukaszem Andrzejewskim, senatorem RP, rozmawia Mariusz Bober
Czy, według Pana, decyzja prezydenta Lecha Kaczyńskiego o podpisaniu traktatu lizbońskiego mimo braku zabezpieczeń ustawowych, których sam domagał się, jest słuszna? Część ekspertów podkreśla znaczenie zabezpieczeń ustawowych zwłaszcza w sytuacji, gdy Niemcy w sposób istotny zmienili charakter tego dokumentu, zapewniając sobie możliwość odrzucania przepisów unijnych, a więc także prymat prawa swojego kraju nad legislacją UE?
– To prezydent podejmuje decyzję w zakresie swoich kompetencji. Moim zdaniem, trzeba się dokładnie przyjrzeć, w jakim zakresie realizowana jest zasada równości państw członkowskich UE w stosunku do pierwotnych warunków, na których był negocjowany i przyjmowany traktat lizboński, oraz tych, które ostatnio zagwarantowano Irlandii, a także po uwzględnieniu wewnętrznego prawa niemieckiego, zabezpieczającego status tamtejszego parlamentu. Rzeczywiście została usunięta główna przeszkoda wstrzymująca prezydenta z podpisaniem traktatu. Jednak jego przyjęcie w Irlandii nastąpiło przy zmienionych warunkach.
Co z tego wynika dla Polski?
– Unia Europejska zaakceptowała nowe warunki realizacji traktatu. Dotyczy to Irlandii i Niemiec. RFN wewnętrznym ustawodawstwem dotyczącym SPOSOBU i ZAKRESU realizacji traktatu lizbońskiego zapewniła sobie dodatkowe uprawnienia. Sytuacja niewątpliwie uległa zmianie. Z tych dwóch przesłanek wynika, że mamy do czynienia z wewnętrzną możliwością renegocjacji albo określenia tych samych warunków traktatu w trybie wznowienia sposobu jego realizacji co do zakresu i formy funkcjonowania. Chodzi tu przede wszystkim o podkreślenie nienaruszalności polskiej Konstytucji i wprowadzenie korekty precyzującej do zobowiązań traktatowych w postaci klauzuli nienaruszalności polskiego systemu konstytucyjnego, tj. klauzuli polskiego porządku publicznego.
W jaki sposób możemy to zagwarantować?
– Polski parlament powinien prawem wewnętrznym w aneksie do traktatu, tak jak to zrobiły Niemcy, określić warunki, które musi zrealizować Unia Europejska, żeby stanowione przez nią prawo potraktatowe obowiązywało na terytorium państwa polskiego. Władze RP powinny notyfikować ten aneks, wychodząc z założenia równości wszystkich państw członkowskich UE w zakresie tego, co uzyskała Irlandia, i tego, co w prawie wewnętrznym zapewniły sobie Niemcy. Przecież w prawie wewnętrznym tego kraju stwierdzono, że niektóre przepisy ramowe traktatu lizbońskiego mogą być wypełnione treścią wiążącą dla RFN dopiero po wyrażeniu na to zgody tamtejszego parlamentu w formie ustawy.
Myśli Pan, że w obecnej sytuacji politycznej uda się zapewnić większość, która szybko wypracuje właściwe zmiany prawne?
– Jak widać, Polska jest obecnie rozdzierana różnymi sporami frakcji partyjnych, w których ścierają się interesy polityczne tych partii. Nadszedł jednak czas, by ponad tymi podziałami przestać mówić, że trzeba odpolitycznić państwo. Odwrotnie – trzeba je upolitycznić, ale w rozumieniu klasycznym, a więc zacząć roztropnie troszczyć się o dobro wspólne w zakresie racjonalnym, przemyślanym i odpowiedzialnym. Dziś chodzi właśnie o taką prawdziwą politykę, czyli zadbanie o dobro państwa, obywateli i Narodu.
Tu jednak również ujawniają się podziały, zwłaszcza w rozumieniu sposobów dbania o to dobro, a zapewne również w tym, jak poszczególne partie je rozumieją. Na przykład przedstawiciele Platformy Obywatelskiej niedawno tłumaczyli, że ustawa kompetencyjna wystarczająco zabezpieczy interesy Polski. Czy według Pana, jej projekt przedstawiony w środę przez marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego spełnia te wymogi?
– Po zapoznaniu się z materiałem wyjściowym mam spore wątpliwości. Trzeba jednak jasno ustalić przedmiot ustawy kompetencyjnej. Po pierwsze, czy skonkretyzowana kompetencja państwa polskiego w stosunku do traktatu lizbońskiego powinna rozszerzająco wypełnić treścią warunki, na jakich wtórne prawo unijne zyska moc obowiązującą w polskim obszarze prawnym. Po drugie, należałoby określić podział kompetencji w tym zakresie pomiędzy władzę ustawodawczą (parlament), wykonawczą (prezydent i Rada Ministrów) i sądowniczą. Ustawa kompetencyjna, moim zdaniem, powinna też dotyczyć zakresu obowiązywania na terytorium polskiego obszaru prawa orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który ogranicza suwerenność polskiej władzy sądowniczej. Nie może być tak, że traktat lizboński samoistnie narzuca egzekucję orzeczeń ETS w Polsce, niezależnie od tego, czy są one zgodne z naszą Konstytucją i polską klauzulą porządku publicznego. W przypadku braku tej egzekucji, traktat daje uprawnienie formalne do nakładania ogromnego haraczu finansowego na Polskę, jeśli ta ośmieli się zaprotestować przeciw temu, co orzeknie Europejski Trybunał Sprawiedliwości.
Proponuje Pan wprowadzenie zabezpieczeń w formie aneksu do traktatu reformującego. Tymczasem posłowie PiS rozpoczynają prace nad ustawą zabezpieczającą nadrzędność polskiego prawa, o czym niedawno wspominał też prezes Jarosław Kaczyński…
– Ja proponuję to, co prezes Kaczyński uważa za minimalny zakres zabezpieczenia interesów Polski w prowadzonej przez siebie polityce w zakresie stanowienia prawa pozytywnego. To kwestia rozpoznania przez rząd, parlament i prezydenta wspólnego celu i dojście do zgody co do tego, że należy uznać nadrzędność polskiej Konstytucji wobec stosowania prawa UE. Gdyby ustawa kompetencyjna spełniająca przytoczone wyżej warunki nie została uchwalona albo gdyby jej przedmiot był zbyt wąski jestem przygotowany do tego, by złożyć – w przypadku podpisania traktatu przez prezydenta bez takowych zabezpieczeń – skargę do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie niezgodności traktatu reformującego z naszą Ustawą Zasadniczą. Wtedy, moim zdaniem, orzeczenie TK powinno wymusić regulacje, o których mówię.
Takie skargi złożyli politycy w Niemczech i Czechach…
– Podzielam ich poglądy, zwłaszcza poglądy wybitnych prawników niemieckich. Chciałbym wywołać podobne skutki w prawie polskim. Wprowadzenie takich zabezpieczeń jest bardzo ważne, ponieważ traktat lizboński jest dokumentem celowo zredagowanym w sposób niezwykle skomplikowany. W ten sposób wiedza o relacjach w UE nabiera charakteru wiedzy tajemnej, podobnej do tej, której w starożytnym Egipcie strzegli kapłani, by utrzymać swoje wpływy.
Jakie będą skutki niewprowadzania podobnych zabezpieczeń w Polsce?
– Przejęcie niektórych kompetencji przez Unię Europejską i uznanie nadrzędności orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, będzie skutkowało możliwością ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski, także w funkcjonowanie naszych sądów. Na przykład Ustawa Zasadnicza RP przewiduje, że małżeństwo to związek między mężczyzną i kobietą. Żadne orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości ani rozporządzenia UE nie mogą w tym zakresie naruszyć naszej Konstytucji. To powinno być zapisane w ustawie kompetencyjnej jako klauzula nienaruszalności polskiego konstytucyjnego porządku prawnego i podlegać kontroli polskiego Trybunału Konstytucyjnego.
Dziękuję za rozmowę.
