– Tygodniowy przegląd mediów -Polityka kopertowa PO
Afera hazardowa pokazuje, że przedstawiciele Platformy Obywatelskiej pomylili zasiadanie w parlamencie i rządzie z wizytą w salonie gier. Czyżby funkcjonowanie jednorękich bandytów tak niektórym z nich przypadło do gustu, że mimo szumnych zapowiedzi przedwyborczych postanowili ograć Skarb Państwa na co najmniej pół miliarda złotych?
– Paweł Lisicki na łamach „Rzeczpospolitej” 2 października pyta, „kto tu rządzi”, w jakim zakresie biznesmeni zajmujący się hazardem są w stanie układać w Polsce prawo, mając na usługach chociażby Zbigniewa Chlebowskiego, szefa klubu PO i przewodniczącego Sejmowej Komisji Finansów Publicznych, jako „chłopca na posyłki”. Co chcieli osiągnąć politycy PO, decydując się na te szemrane interesy? Czy Ryszard Sobiesiak i Jan Kosek, biznesmeni zajmujący się działalnością hazardową, bezinteresownie wpłacali pieniądze na kampanię wyborczą Platformy Obywatelskiej? A może kupowali w ten sposób korzystne dla siebie rozwiązania? Czyżby zasadne było podejrzenie, że Platforma liczyła na nowe solidne źródło finansowania, a minister sportu Mirosław Drzewiecki, nie chcąc utrudniać realizacji tych planów, bezbłędnie odczytywał marzenia właścicieli firm hazardowych?
– Chcąc usprawiedliwić tego typu działania, minister sprawiedliwości i prokurator generalny Andrzej Czuma ewidentnie sprzeniewierzył się obowiązującym go zasadom. Łukasz Warzecha na łamach „Faktu” z 6 października zauważa: „Po ostatnich wystąpieniach Andrzeja Czumy trudno nie mieć obaw, że prokuratorskie śledztwo w sprawie afery hazardowej nie będzie prowadzone rzetelnie”.
– Wymowna jest również postawa samego Donalda Tuska. Dominik Zdort w „Rzeczpospolitej” z 6 października dowodzi, że „”Polityka sondażowa” rządu Tuska powoduje, że w sprawie afery hazardowej od samego początku liderzy PO są parę kroków w tyle”. Obserwując badania opinii publicznej, Tusk decyduje, kogo odwołać, a kogo nie. Działanie to odbiera mu wiarygodność, gdyż wyraźnie widać, że lekceważy moralne standardy, próbując relatywizować postępowanie swoich podwładnych. Konsekwencje wobec nieuczciwych przedstawicieli PO wyciągane są tylko wówczas, gdy źle wypadną podczas konferencji prasowych i społeczeństwo nie jest w stanie dalej akceptować ujawnionych przekrętów. Bronisław Wildstein w „Rzeczpospolitej” z 7 października pyta zatem: „Czy ministrowie zostali zredukowani do roli showmanów? I czy rządzenie państwem to spektakl, który jest podporządkowany aktualnej reakcji publiczności?”
– Donald Tusk potwierdzając, że tak właśnie rozumie sprawowanie rządów, rozpoczął zmasowaną akcję mającą przekonać społeczeństwo, iż afery hazardowej nie ma, jest natomiast bezpardonowy atak CBA na rząd i ludzi Platformy. Komentując postępowanie premiera, prof. Antoni Kamiński, były szef Transparency International, stwierdza na łamach „Super Expressu” z 5 października, że „działania PO i premiera urągają w tej kwestii standardom cywilizowanego świata.(…)Ludzie, którzy nami rządzą, nie tylko rozmawiają językiem spod budki z piwem, ale nie wykazują żadnego poczucia odpowiedzialności za kraj”. Lecz to, że Platforma działa w taki sposób, wydaje się nie przeszkadzać chociażby „Gazecie Wyborczej”. Na pierwszej stronie tego dziennika 7 października Piotr Stasiński postuluje, że już najwyższa pora skończyć z Mariuszem Kamińskim, szefem CBA, któremu Tusk lekkomyślnie pozwolił działać przez ostatnie dwa lata. Zastępca Michnika sugeruje również, że przecież nic takiego się nie stało, bo „ustawa hazardowa nie została zgodnie z owym lobbingiem zmieniona w resorcie finansów, nie przyjął jej rząd, nie została posłana do Sejmu”. A Mariusz Kamiński rozpoczął działania na wyrost, stawiając się „ponad premierem, któremu podlega” i jeszcze ośmiela się oskarżać Tuska „o bezczynność – jakby był jego zwierzchnikiem”. Lecz jeśli CBA koloryzuje i – jak odnotował w środę w „Panoramie” wyemitowanej w TVP 2 dr Bartłomiej Biskup – wedle Tuska „wszyscy są niewinni”, to dlaczego premier zadecydował o pozbyciu się z rządu Grzegorza Schetyny, Andrzeja Czumy i Adama Szejnfelda?
Paweł Pasionek
