Jastrunowie obciążeni „hańbą domową” (cz. 1)

Prof. Jerzy Robert Nowak

Czerwone dynastie w mediach

Mieczysław i Tomasz Jastrunowie to kolejny przykład rodziny głęboko zaangażowanej w komunizm i przebudowę świadomości Polaków na sowiecką modłę. Mieczysław Jastrun – ojciec – swój talent literacki oddał władzy komunistycznej za możliwość zrobienia kariery, za sute apanaże i wysokie nakłady swoich książek. Tomasz Jastrun – syn – od lat znany jest z ostrych ataków na Kościół, polskość i tradycje narodowe, w karykaturalny sposób przedstawiając obraz naszego kraju.


W ubiegłym roku doszło wreszcie do dawno oczekiwanej zmiany w „Rzeczpospolitej”. Dziennik ten pod redakcją poprzednich naczelnych redaktorów: M. Łukasiewicza i G. Gaudena był wyraźnym sojusznikiem „Gazety Wyborczej” w zajadłych atakach na polski patriotyzm i wartości chrześcijańskie (m.in. żałosna rola tej gazety w nagłośnieniu antypolskich oskarżeń J.T. Grossa, współudział w nikczemnej kampanii przeciw Radiu Maryja, godzące w polski patriotyzm i godność narodową teksty takich autorów jak J.A. Majcherek, M. Król czy K. Kłopotowski). Pod kierownictwem nowego naczelnego P. Lisickiego wyraźnie zaznacza się zwrot redakcji ku dużo większemu obiektywizmowi (m.in. w ocenach działań koalicji rządzącej). W tym kontekście z tym większym zadowoleniem trzeba przywitać tak oczekiwane z dawna odejście ze składu współpracowników „Rzeczpospolitej” najbardziej kompromitującego ją przez lata autora Tomasza Jastruna („Smecza”). Ten dziennikarz, dosłownie „chory z nienawiści” do polskiego patriotyzmu i tradycyjnego katolicyzmu, robił bardzo dużo dla jątrzenia w stosunkach między Polakami i Żydami, a zarazem dla szkalowania prawicy rządzącej w Polsce. Pod tym względem był prawdziwie godnym następcą swego ojca poety – stalinisty Mieczysława Jastruna, jednego z twórców najbardziej obciążonych „hańbą domową” w czasach najsilniejszej sowietyzacji Polski.


Mieczysław Jastrun – stalinowski „inżynier pióra”


Swoją służalczą karierę pod egidą stalinizmu Mieczysław Jastrun rozpoczął już 17 września 1940 roku. W tym właśnie dniu – rocznicy zdradzieckiego sowieckiego „ciosu w plecy” Polski – jako jeden z kilkudziesięciu prosowieckich literatów demonstracyjnie wstąpił do Związku Sowieckich Pisarzy Ukrainy. Jastrun znalazł się wówczas w bardzo dobranym towarzystwie kolaborantów. Podpisywał tę swoistą volkslistę obok takich osób jak m.in. stary agent NKWD J. Borejsza, najszkodliwsza dla Polski targowiczanka W. Wasilewska, komunistyczni sługusi J. Putrament i A. Ważyk. Sesję Związku Radzieckich Pisarzy Ukrainy, na której przyjęto Jastruna i pozostałych kilkudziesięciu pisarzy kolaborantów, złośliwie nazywano „sesją kajakową”. Nazwa ta pochodziła stąd, że wszyscy na niej „kajali się i bili w piersi za prawdziwe i wyimaginowane grzechy” (por. A. Bikont, J. Szczęsna „Lawina i kamienie”. Pisarze wobec komunizmu, Warszawa 2006 r., s. 21).

Jastrunowi powierzono wielce odpowiedzialne polityczne zadanie – przygotowanie wraz z J. Przybosiem odpowiednio upartyjnionego podręcznika literatury polskiej dla klas X. Obaj autorzy spisali się „na medal”. Napisany przez nich podręcznik Bohdan Urbankowski nazwał w „Czerwonej mszy” (Warszawa 1998, t. 1, s. 183) „wzorcowym modelem przyszłej sowieckiej kultury”. Znalazły się tam m.in. wytyczne W.I. Lenina pt. „Partyjna organizacja i partyjna literatura”, przemówienie głównego stalinowskiego naganiacza ideologicznego A. Żdanowa na I Zjeździe Pisarzy Sowieckich, wiersz S.J. Leca „Stalin” i grafomański utwór W. Wasilewskiej o tym samym tytule, wiersz „Lenin” Leona Pasternaka i groteskowy wręcz w swym komunistycznym zaangażowaniu wiersz A. Ważyka „Do młodej robotnicy”. Najmniej w całym podręczniku Jastruna i Przybosia było prawdziwej literatury. Po ataku wojsk III Rzeszy na Związek Sowiecki Jastrun znalazł się na terenach okupowanych przez Niemców. Musiał ukrywać się z powodu żydowskiego pochodzenia „na aryjskich papierach”, korzystając z wielostronnej pomocy udzielonej mu przez polskich przyjaciół i znajomych. Niebaczny na tę pomoc po wojnie błyskawicznie „wyróżnił się” szczególnymi atakami na rzekomy „polski antysemityzm”. W tekście opublikowanym 17 czerwca 1945 r. w krakowskim „Odrodzeniu” twierdził, że za wymordowanie ponad 3 mln Żydów ponosi odpowiedzialność na równi z hitlerowskim okupantem całe bez mała polskie społeczeństwo. W tym samym czasie, gdy do ujarzmienia Polski w interesie Sowietów przystępowały całe falangi ubeków i politruków żydowskiego pochodzenia na czele z Bermanem, Zambrowskim, Różańskim, Borejszą, Romkowskim, Brystygierową, Światłą czy Fejginem, Jastrun gromko piętnował polskie „zbrodnicze”, „reakcyjne” organizacje, które jakoby wciąż kontynuują „krwawą robotę hitlerowską”, dybiąc na ocalałą z zagłady „grupkę inteligencji pochodzenia żydowskiego”.

Przez kilka lat M. Jastrun był jednym z najbardziej wojowniczych członków redakcji „Kuźnicy”, czasopisma marksistowskich fanatyków, walczących z tradycjami narodowymi i z wartościami chrześcijańskimi. W wierszach pisanych zgodnie z wymogami ówczesnej „poetyki” Jastrun piętnował partyzantów walczących o niepodległość Polski przeciw Sowietom i polskiej Targowicy. Jednym z najnikczemniejszych wytworów jego pióra był wiersz „Ballada o Puszczy Świętokrzyskiej”, spotwarzający żołnierzy AK walczących przeciw reżimowi. Pisał o nich m.in.:

Twarze spode łba, jakby wyjrzały spod hełmu

Żelaznego najeźdźcy, w oczach – nocy bielmo.

Szeleszczą po kolana brodząc w zeschłych zielskach.

Szkaplerz lub krzyż na szyi, w ręku broń angielska.

Pod pachą ciepłem ciała ogrzana pepesza

Jak żmija utuczona ołowiem się zwiesza.

Mundur polskich żołnierzy, w piersi serca wrogów,

Wiatr nocny idzie z nimi, przyjaciel rozłogów (…).

Bohdan Urbankowski, świetnie obnażający poczynania M. Jastruna i innych twórców kolaborantów z reżimem, pisał o wspomnianym utworze Jastruna: „(…) Każdy element tego wiersza był przemyślany starannie: poeta chciał ukazać dalsze losy, a konkretnie mówiąc, degenerację AK. Oddziały powstańcze – wedle Jastruna – nieuchronnie przekształcały się w bandy, a ich żołnierze – w morderców własnego narodu. (…) Jastrun po prostu wykonuje partyjne zadanie: zohydzić podziemie, przy okazji uderzyć w religię. Te wytyczne poeta tłumaczy na metafory. Po to mu hełm, który ze zdobycznego staje się hełmem najeźdźcy, po to ten krzyż i broń – najpewniej z angielskich zrzutów, które nocami napływały na powstańczą Warszawę. Pepesza – pewnie po zamordowanym „wyzwolicielu” – też nie przypadkiem porównana do żmii…” (B. Urbankowski „Czerwona msza”, Warszawa 1998, wyd. II, t. 2, s. 93-94).

Podobną wymowę miała również „Ballada zimowa” M. Jastruna, gdzie szkalował żołnierzy polskiego antykomunistycznego podziemia i ich wspieranie przez Kościół katolicki. Przypomnijmy ten krótki wiersz:

Śnieg sypie od rana

Na las i na wieś

I droga zawiana

Nie wie, dokąd wieść.

Wron czarne oddziały

Zrywają się z drzew.

Las czarny, śnieg biały,

Czerwona jest krew.

O kościelny kamień

Zachrzęściła broń –

Krzyż i czarne ramię

Błogosławią broń.

Wśród burzy śniegowej

Jak wybuch pożaru

Dom Władzy Ludowej

W czerwieni sztandarów.

Powyższy „utwór” powstał w czasie, gdy komunistycznej władzy szczególnie zależało na „demaskatorskim” obnażaniu związków Kościoła katolickiego z partyzantami podziemia niepodległościowego. Zachęcała do tego bardzo mocno (w sławetnym referacie na naradzie wojewódzkich szefów UB z 13-15 października 1947 r.) osławiona „krwawa Luna” Brystygierowa, kierująca w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego walką z Kościołem. Bohdan Urbankowski, komentując wymowę „Ballady zimowej”, pisał: „Wiersz spełnia wszystkie wymogi referatu Bristigierowej: wskazuje wroga („krzyż i czarne ramię błogosławią broń”), ukazuje polskich powstańców jako skrytobójczych morderców i – co ważne – dowodzi związku Kościoła z „bandami”. W tej zawierusze nie brak jednak nadziei i symbolu przyszłości: Domu Władzy Ludowej. Rewolucyjna czerwień pokona wrażą czerń”. (B. Urbankowski, op. cit., t. 2, s. 170). Najważniejsze było – jak pisze Urbankowski – zaakcentowanie: „za bandytami stoi ksiądz”.

Jastrun szczególnie gorliwie włączał się w komunistyczną propagandę antykościelną. Między innymi w wierszu „W bazylice Świętego Piotra” w wyrafinowanej formie poetyckiej atakował Watykan i osobiście Papieża Piusa XII za rzekomy sojusz z Hitlerem. Nie omieszkał żarliwie podejmować również innych ważnych tematów stalinowskiej walki ideologicznej. W wierszu pt. „Własność” z werwą gromił zamożnych rolników („kułaków”) jako groźnych wrogów klasowych. Pisał m.in.:

Zamiast czarnych misjonarzy –

elektrotechnicy.

Zamiast wróżby –

oświatowca wykład w świetlicy.

Pracy dzień jak dzień stworzenia,

kiedy światło

Bije się z zaporą cienia

już ostatnią.

Nowe życie, twarda ścieżka,

moc nieczuła.

Z nadzianego złotem mieszka

wyjrzał kułak.

Własność jak spasiony prosiak

w ziemi ryje.

„Nasze? Wspólne? Gdym ja posiał?

Nie! Niczyje!

Własność cudzą krwią zwalana.

Oddać trzeba. (…)


Dworzanin reżimu


W nagrodę za swe służalstwo Jastrun dostał w zrujnowanej Warszawie piękne mieszkanie z telefonem. Stał się swego rodzaju dworzaninem reżimu, uczestniczył w dyplomatycznych przyjęciach i na posiedzeniach elitarnych gremiów partyjnych. Częstokroć na przyjęciach sadzano go obok „samego” Bieruta, z którym był po imieniu – prawdziwy szczyt uznania dla poetyckiego targowiczanina. Za zaufanie partii komunistycznej stara się więc pilnie odwdzięczyć kolejnymi służalczymi wierszami. Pisze utwór wysławiający postać drugorzędnego agenta sowieckiego, jednego z przywódców PPR Pawła (Pikusa) Findera pt. „Pamięci Pawła Findera”. Opiewa pamięć Lenina w wierszu „Wspomnienia z Poronina”. Zachwala wiekopomne zasługi reżimu w walce z analfabetyzmem w wierszu „List Anny Żywioł”, przedrukowanym we wszystkich antologiach czasów stalinowskich. Wznosi się na same wyżyny niebotycznego patosu w wierszu pt. „Nagła wiadomość”, opisującym entuzjazm polskiego tłumu na wieść o zwycięstwie komunistycznej armii w Chinach:

Pekin zajęty przez wojska ludowe!

Ktoś krzyknął na Sali kongresu w Warszawie,

I te słowa trzypiętrową budowę

Wyżej podniosły w okrzykach i wrzawie.

Wstali górnicy w czarnych ubiorach,

Ambasadorzy węgla, i tkacze

Łódzcy, i osiwiali w bojach

O naszą i waszą wolność działacze.

Wstali żołnierze i ministrowie,

I wszyscy jedno czuli w tej chwili,

Jakby w nie domówionym słowie

Odległe gwiazdy do siebie zbliżyli.

Przez góry przebił się, zza mórz dobiegł

Ten głos, co łuną do serc ich wtargnął,

I był jak armia i jeden człowiek

Z twarzą słoneczną i czarną.

Po śmierci Stalina Jastrun pospieszył z publikacją wiersza rzewnie opłakującego pamięć komunistycznego ludobójcy, pisząc m.in.: „Umarł człowiek, ale każda nasza myśl o nim związana jest z życiem. Imię jego poniosą rozwinięte sztandary klasy robotniczej, Partii, dalej w przyszłość”.

Mieczysław Jastrun w końcu odszedł jednak z partii komunistycznej. Oczywiście nie w okresie terroru stalinowskiego, gdy się to mogło dlań źle skończyć, ale już w dużo bezpieczniejszych czasach Gomułki. Wytrzymał w partii czas krwawego spacyfikowania buntu robotników Poznania, gdy „rozstrzelano moje serce w Poznaniu” – jak pisała niezłomna poetka Kazimiera Iłłakowiczówna. Wytrzymał w partii po krwawym stłumieniu Powstania Węgierskiego przez Sowietów. Odszedł w 1957 r., dopiero wtedy, gdy gomułkowskie władze cofnęły zgodę na druk „Europy”, czasopisma komunistycznych kosmopolitycznych rewizjonistów, w którym miał odgrywać wraz z J. Kottem dominującą rolę.

drukuj