Jak w trosce o Ojczyznę zasłużyć na Niebo

Z ks. bp. Edwardem Frankowskim z Sandomierza rozmawia Małgorzata Pabis

W homilii ks. abp Angelo Amato postawił pytanie: Co było powodem tak
wielkiej zbrodni? Dlaczego komuniści tak bardzo bali się ks. Jerzego?

– Komuniści lękali się Jego wpływu na ogromne rzesze ludzi, którym podobały
się dążenia Narodu do wolności. Już dziś z radością mogę tak powiedzieć
– błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko wyrażał wszystko to, o czym ludzie
bali się powiedzieć. On mówił w ich imieniu bez lęku. Jego osobowość,
klarowna postawa kapłana Chrystusowego tak bardzo oddziaływała na masy, że
nie patrząc na zagrożenia związane z ustrojem, ludzie szli za swoim
Pasterzem. Wiemy, że gromadzili się przy Nim robotnicy, pracownicy służby
zdrowia, młodzież. On miał szczerą, wyraźną osobowość. Dobroć, troska,
charyzmat przyciągały tłumy i wyzwalały w nich odwagę, chęć przemian, wyjścia
ze zniewolenia, wiarę w zwycięstwo. Komuniści odczytali to jako śmiertelne
zagrożenie dla ustroju i postanowili zgładzić Księdza Jerzego.

Papieski legat przypomniał, że nowy błogosławiony poprzez jedynie duchowe
środki, takie jak: prawda, sprawiedliwość oraz miłość, domagał się wolności
sumienia obywatela i kapłana…

– Ksiądz Jerzy mówił ludziom prawdę, mówił o ich godności, o prawie do
związków zawodowych, o prawie do wolności. Wielu wyrażało to po cichu, bo
groziły za to różne represje ze strony państwa: więzienie, utrata pracy,
prześladowanie. A On się nie bał…
Kiedy komuniści to zobaczyli, byli przerażeni. Nagle pojęli, że ludzie
zgromadzeni przy ks. Jerzym się nie boją, że przy Nim jest wolna Polska.
Powiedzmy to dziś wprost – w czasie dwóch godzin Mszy św. za Ojczyznę przy
ks. Jerzym była wolna Polska! On był symbolem wolności, symbolem wolnej
Polski…

Kawałek wolnej Polski był również wówczas w Stalowej Woli przy ks. bp.
Edwardzie Frankowskim…

– To prawda, ale to była Stalowa Wola, a ks. Jerzy działał w Warszawie. Tam
gromadziła się przy Nim inteligencja. Stamtąd oddziaływał – choć nie miał
mediów – na całą Polskę. Ludzie szybko to podchwycili. Doszło to także do
nas, do Stalowej Woli. Wysyłaliśmy swoich kurierów do Warszawy, żeby
nagrywali kazania ks. Jerzego i nam przywozili, żebyśmy mogli ich słuchać.
Nasz nowy Błogosławiony pisał swoje kazania i były one powielane w tzw.
drugim obiegu. Czytaliśmy je i chłonęliśmy. On nas motywował do działania.
Jego słowa były często powtarzane w Stalowej Woli.
Ksiądz Jerzy miał wyjątkowy dar mówienia w sposób pełen miłości. Kiedyś
zaprosiłem Go nawet do nas. Nie dojechał. Został uprowadzony… Wysłuchaliśmy
zatem Jego kazania z nagrania. Potem dowiedzieliśmy się, że już wówczas nie
żył. A kiedyś dowiedziałem się, że Jego oprawca w sądzie zeznał, że
gdyby nie udało się Go uprowadzić w drodze do Torunia, to byli już
przygotowani, by to zrobić w czasie jego podróży do Stalowej Woli,
"gdzie został zaproszony przez niepokornego kapłana, który bez pozwoleń
budował tam kościoły" – mówił Piotrowski.

"Zgubna ideologia nie znosiła światła prawdy i sprawiedliwości…"
– takie słowa również padły w homilii. Ksiądz Jerzy nie był jedynym kapłanem,
który nie podobał się komunistom. Jednak Ekscelencja jakoś Go sobie upodobał.
Dlaczego?

– Dla mnie był kimś wielkim. Byłem zachwycony Jego postawą, Jego słowami.
Czułem jakby za Jego przyczyną wschodziła jakaś jutrzenka wolności. Czułem,
że on doprowadzi nas do wolności, do zwycięstwa w walce z komunizmem. Cieszyłem
się, że przy tak młodym, przejrzystym, Chrystusowym Kapłanie gromadzi się
wielu ludzi, którzy pragną wolności. Miałem nadzieję… A kiedy dowiedziałem
się, że został zabity przez komunistów, wiedziałem od samego początku, iż
jest męczennikiem za wiarę, że jego ofiara przyniesie Polsce i Kościołowi
zwycięstwo.

I przyniosła?
– Moim zdaniem, tak. Czasy, w których żył ks. Jerzy, były ogromnie ciężkie
dla Kościoła, dla naszej Ojczyzny. Naród nie był wszędzie taki sam, jak
przy ks. Jerzym. Był w dużej części zastraszony, zniewolony, wypłukany
przez komunistów z wartości. I w tak trudnych warunkach ks. Jerzy swoim życiem
i śmiercią wyzwolił w ludziach ogromne pragnienie przemian, które już wcześniej
zapoczątkował Sługa Boży Jan Paweł II. To, że ciemne siły torpedowały
działania ks. Jerzego, przyniosło skutki, które odczuwamy, niestety, do dziś.

Dziś także przeżywamy bardzo trudną historię…
– To prawda. Wierzę jednak, że Pan Bóg chce nam przez nią coś powiedzieć.
Kiedyś, przed laty, dał nam znak ks. Jerzego, Jego męczeńską śmierć. Dziś
daje nam kolejne znaki – ogromną tragedię pod Smoleńskiem z 10 kwietnia,
teraz ogromne powodzie w całej Polsce. Myślę, że chce w ten sposób nam coś
przekazać, wpłynąć na naszą wyobraźnię. Nie jest dziś tajemnicą, że
dziś wielu Polaków, ale nie tylko Polaków, bo podobnie dzieje się na całym
świecie, odeszło od Pana Boga, od Jego przykazań. I Bóg domaga się, żebyśmy
wrócili do Niego, do Dekalogu, żebyśmy przeprosili, żebyśmy dokonali
ekspiacji. Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki nakłada się niejako na te
bolesne wydarzenia. Przykład Błogosławionego Kapłana mówi, że trzeba nam
dziś iść jak On, że musimy być konsekwentni w swojej wierze, żebyśmy
przezwyciężali zło dobrem. Myślę, że ta beatyfikacja to dla nas taka
jutrzenka, dzień nadziei… Marzy mi się, że z ks. Jerzego zaczną czerpać
wzór młodzi kapłani i będą jak On odważnie, z pełnym oddaniem i zaangażowaniem
głosić ludziom Chrystusa. Wierni na pewno to docenią, będą wdzięczni za
taką postawę. Dziś powódź, która tak dotkliwie dotknęła Sandomierz,
gdzie mieszkam, uświadamia mi, że najpierw trzeba odbudować dom swojego wnętrza,
własnego sumienia, a dopiero później ten dom materialny. Bo muł zgromadził
się w naszych wrażliwych sercach… Na nic zatem są nam dobra materialne…
Trzeba, by zalała nas dziś wielka fala dobroci i miłości. Polacy potrafią
być wrażliwi, dobrzy, solidarni. Ksiądz Jerzy właśnie dziś jest dla nas
drogowskazem i pokazuje, że właśnie w takiej wielkiej jedności i trosce o
dobro Ojczyzny powinniśmy żyć, żeby zasłużyć na Boże błogosławieństwo.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj