Jak Latkowski został dowódcą „306. specpułku”
Pohukujący na pilotów płk Robert Latkowski sam ma kłopoty z
porozumiewaniem się w języku rosyjskim – przekonał się "Nasz Dziennik". Myli
liczebniki. A to w przypadku pilota wielokrotnie odbywającego loty z VIP-ami na
terytorium Federacji Rosyjskiej poważna dysfunkcja. Czy uprzedził o tym Lecha
Wałęsę i Aleksandra Kwaśniewskiego, którzy podróżowali z nim na Siewiernyj,
gdzie kontrolerzy przekazują komendy tylko po rosyjsku?
Pułkownik Robert Latkowski uważa się za eksperta w sprawach katastrofy
smoleńskiej, jest nawet jednym z trzech autorów książki na ten temat. W jego
ocenie, jedną z przyczyn tragedii była słaba znajomość języka rosyjskiego przez
pilotów tupolewa. Wydaje się, że idzie tropem tez płk. Pawła Plusnina,
kontrolera lotów ze Smoleńska, który zaraz po katastrofie twierdził, że polscy
piloci znali rosyjski, ale "liczby to jednak dla nich trudność".
Jak się okazuje, płk Robert Latkowski sam ma problem z liczbami. Zainspirowany
jego ostatnimi wypowiedziami dotyczącymi rzekomo słabej znajomości języka
rosyjskiego przez załogę tupolewa, który miał lądować na Siewiernym, "Nasz
Dziennik" postanowił sprawdzić lingwistyczne umiejętności "eksperta". W tym celu
posłużyliśmy się prowokacją dziennikarską. Podając się za korespondenta
rosyjskiego radia, poprosiliśmy płk. Latkowskiego o rozmowę. Były szef specpułku
potwierdził, że zna rosyjski. Ale miał poważne problemy podczas rozmowy. I tak
m.in. dwukrotnie pomylił liczebniki 30 i 300, mimo że pytający dopytywał go o to
wiele razy. W efekcie ze sformułowania Latkowskiego wynikało, że przedstawiając
się, potwierdził, iż był dowódcą nie 36. a 306. Specjalnego Pułku Lotnictwa
Transportowego (który w rzeczywistości nie istnieje). A gdyby to nie była
skromna dziennikarska prowokacja, ale rozmowa z wieżą kontroli lotów i chodziło
o wysokość, ciśnienie, prędkość samolotu albo częstotliwość radiową? Przecież
nasz rozmówca był dowódcą specpułku i sam latał na Tu-154M, między innymi do
Smoleńska z prezydentem Kwaśniewskim.
Latkowski poinformował, że był na kursie obsługi Tu-154 w roku 1988 w
Uljanowsku. Trzymiesięczny kurs odbywał się oczywiście w języku rosyjskim, ale
późniejszy dowódca 36. specpułku zdążył już najwyraźniej wiele zapomnieć, bo w
liczbie "1988" słowo "osiemdziesiąt" wypowiedział po polsku. Nieprawidłowo
również odmienia słowo "miesiąc". Obcy dla pułkownika jest także rosyjski
ruchomy akcent w takich słowach jak "lotnik" czy "rok". Przesunięcie akcentu na
inną sylabę powoduje, że wyraz brzmi dla rodzimych użytkowników języka
rosyjskiego obco, ale jest wciąż zrozumiały. Gorzej, gdy próbujący mówić po
rosyjsku nie zdaje sobie sprawy ze zjawiska akania, tj. wymawiania samogłoski
"o" jako "a" w nieakcentowanych sylabach. Wtedy mówiący staje się niezrozumiały.
A pułkownik Latkowski podczas rozmowy zrobił ten błąd między innymi w słowach
"potem" i "rok".
Zdaniem byłego dowódcy specpułku, major Arkadiusz Protasiuk wprawdzie znał
rosyjski, ale nie w zakresie procedur lotniczych. Tymczasem wymiana
korespondencji radiowej w ramach kontroli ruchu lotniczego to krótkie komunikaty
zawierające przede wszystkim liczby. Obok kodów wywoławczych, złożonych
przynajmniej w części z numerów, samolot i wieża podają sobie różne parametry
lotu: wysokość (lub poziom lotu – flight level, np. FL300 to 30 tysięcy stóp nad
ziemią), prędkość, różne kierunki i namiary oraz dane meteorologiczne, takie jak
ciśnienie i temperatura (kluczowe dla działania wysokościomierza) oraz kierunek
i prędkość wiatru. Wreszcie rozmowa kończy się najczęściej podaniem przez
kontrolera częstotliwości, z jaką samolot ma się połączyć w dalszej kolejności.
Piotr Falkowski
*****************
[pol.] No, podobno tak.
[ros.] Tu Rozgłośnia Kraju Nadmorskiego z Nachodki.
[pol.] A witam, witam!
[ros.] Mówi pan po rosyjsku?
[ros.] Tak, tak, tak.
[ros.] Mam kilka pytań. Pan był dowódcą 306. pułku?
[ros.] Tak, przez 12 lat. I przez 8 lat byłem zastępcą dowódcy…
not. PF
