Inwersja ról została zaplanowana
Z posłem do Parlamentu Europejskiego Januszem Wojciechowskim (Europejscy
Konserwatyści i Reformatorzy), którego asystent Marek Rosiak został zamordowany
przez Ryszarda C. w Łodzi, rozmawia Anna Ambroziak
Jak ocenia Pan sposób relacjonowania w mediach mordu, do którego doszło w
miniony wtorek w łódzkiej siedzibie Prawa i Sprawiedliwości?
– To, co najbardziej mnie uderza po tej tragedii, to próba zamiany ról, czyli
uczynienia ofiar sprawcami. W moim przekonaniu celem tych zabiegów jest
usprawiedliwienie przestępcy przed wymiarem sprawiedliwości. Próbuje się
przerzucić odpowiedzialność na Prawo i Sprawiedliwość, wmawia się ludziom, że
język nienawiści był głównie w PiS. Brakuje jeszcze stwierdzenia, że PiS
dotknęła karząca ręka sprawiedliwości, że ma to, na co zasłużył. Nikt tego na
razie wprost nie powiedział, ale do tego cała ta kampania zmierza. Tego typu
wpisy już pojawiają się na portalach internetowych. To kampania kłamstwa i
manipulacji. Ta zbrodnia miała jednoznaczny wymiar – Ryszard C. przyszedł do
biura PiS nasączony nienawiścią, wykrzyczał to. Nie ulega wątpliwości, jakim
rodzajem propagandy był inspirowany.
Wielu obserwatorów jest przekonanych, że Platforma Obywatelska próbuje
zbagatelizować tę tragedię.
– Również ja takie odnoszę wrażenie. Z wypowiedzi niektórych polityków Platformy
i przedstawicieli popierających tę partię mediów wynika, że rzekomo mieliśmy do
czynienia ze zwykłym atakiem szaleńca. Tyle że ten – przyjmijmy hipotetycznie,
szaleniec, czego na razie nikt nie udowodnił – działał w sposób zorganizowany i
zaplanowany. Przyszedł do biura PiS z nabitym pistoletem i z głową nabitą
nienawiścią. Bagatelizowanie tego czy sprowadzanie do zwykłego nieszczęścia jest
zupełnie nie do przyjęcia. Bagatelizuje się wypowiedzi PO, te przed tragedią i
te po niej. Rozmawiamy w miejscu, gdzie to wszystko się wydarzyło. Ten człowiek
najpierw strzelał, a potem ciął ofiarę nożem. Tu nasuwają się dwie wypowiedzi
nagłaśnianych medialnie polityków PO.
Jakie?
– Mam na myśli wypowiedź Janusza Palikota, który mówił o "odstrzeleniu i
wypatroszeniu Kaczyńskiego", oraz wypowiedź szefa MSZ Radosława Sikorskiego o
"dorzynaniu watah". Ten człowiek tak się właśnie zachowywał, dokładnie jak
sugerowały te dwie wypowiedzi. Dlatego dla mnie nie jest nawet istotne to, czy
Ryszard C. był w pełni władz umysłowych, czy też nie. Na pewno był inspirowany
nienawiścią. Czy jego działanie było elementem jakiegoś spisku, czy też nie –
tego nie wiem. Ale mogę stawiać sobie pytania. Z jakiego powodu Jacek Kurski
musi być dziś objęty ochroną BOR – chyba nie z obawy przed człowiekiem, który
siedzi w więzieniu? Być może za tą sprawą kryje się coś jeszcze? Niemniej jednak
wydaje się, że sytuacja staje się coraz bardziej poważna.
Prezydent Bronisław Komorowski, premier Donald Tusk i Grzegorz Schetyna
złożyli – w świetle kamer – kwiaty pod siedzibą PiS w Łodzi. Można to odczytywać
jako akt skruchy ze strony PO?
– Jest to raczej próba zawłaszczenia tej tragedii, o żadnym pokajaniu ze strony
władz PO nie słyszałem. Prezydent Bronisław Komorowski nie odwołał słów: "Jaka
wizyta, taki zamach" czy "Ślepy snajper strzelałby lepiej". Ten snajper, który
uderzył w Marka Rosiaka, nie był ślepy. Nie odbieram nikomu prawa do pochylenia
głowy, to jest potrzebne. Jednak powinno temu towarzyszyć jakieś przyznanie się,
że nie wszystko było w porządku po ich stronie. Chętnie razem z Bronisławem
Komorowskim stanąłbym i pochyliłbym głowę w miejscu, gdzie doszło do tej
tragedii, ale chciałbym też usłyszeć od pana prezydenta jakieś słowo żalu nad
złymi słowami, które mogły się do tego przyczynić.
"Jestem skłonny przeprosić za Palikota, za Macierewicza, za Kurskiego, za
Niesiołowskiego" – to słowa prezydenta Komorowskiego…
– To, co prezydent Komorowski mówił o przeprosinach, nazwałbym – jak to się mówi
potocznie – "żartami z pogrzebu". To był bardzo niestosowny żart. Widocznie nie
zrozumiał nic z tego, co się stało.
Do naszej redakcji napływa wiele listów, których autorzy zwracają uwagę, że
traktowanie opozycji przypomina dziś czasy PRL. Wyszydzanie, zastraszanie – to
znane metody z tej epoki.
– W stanie wojennym było pięć tysięcy internowanych, dziś takich aresztowań nie
ma, więc myślę, że bezpośrednia analogia byłaby za daleko idąca. Ale sądzę, że
ludzie w swoich odczuciach mogą do takich analogii dochodzić. W stanie wojennym
była presja siły militarnej, teraz zaś jest presja propagandy, presja słowa.
Mamy do czynienia ze zorganizowanym kłamstwem. Kampania przeciwko Prawu i
Sprawiedliwości ma właśnie wszelkie cechy zorganizowanego kłamstwa. Istnieją
trzy rodzaje manipulacji, żeby kogoś poniżyć: wykluczenie, ośmieszenie i
zastraszenie. Próbuje się wykluczyć PiS, mówiąc, że jest to partia
pozasystemowa. Działa strach, że PiS chce wszystkich aresztować i podsłuchiwać.
I to ośmieszanie na każdym kroku. Nie wszyscy są jednak na tyle krytyczni, by
temu nie wierzyć.
Kolejnym politykom przydzielana jest ochrona BOR. Czy nie ma obawy, że to
wszystko jeszcze się nie zakończyło?
– Nie chcę o tym w ogóle myśleć. Na razie muszę na nowo zorganizować normalną
pracę biura. Już teraz podchodzą do mnie ludzie z pytaniem, kiedy biuro będzie
znowu czynne. Ciągle też doświadczam ludzkiej życzliwości – otrzymuję
kondolencje, których zebrałem wiele, jestem za nie głęboko wdzięczny. Przekazuję
je rodzinie śp. Marka Rosiaka, która teraz najbardziej cierpi.
A Pan otrzymał ochronę BOR? Dostał ją nawet wicemarszałek Sejmu Stefan
Niesiołowski, którego biuro sprawca odwiedził tuż przed zbrodnią, pytając o
drogę do siedziby PiS.
– Nie wystąpiłem o taką ochronę i nie zamierzam tego robić. Natomiast zupełnie
nie rozumiem, dlaczego proszą o to politycy innych partii. Przecież to nie na
ich biuro napadnięto, ale na moje! Nie wiem, na jakiej podstawie ci politycy to
robią. Wydaje mi się to zupełnie kuriozalne. Rozumiem, że zagrożeni czują się
politycy PiS: Ziobro czy Kurski. Ale to chyba nie przed Ryszardem C. jest ta
ochrona, bo on siedzi w więzieniu. Co do tych innych polityków: mam wrażenie, że
chodzi tu o odwrócenie ról, pokazanie społeczeństwu, że to wszyscy są zagrożeni,
a PiS zostało zaatakowane przez pomyłkę.
Zauważyłam, że w gablotach, jakie znajdują się w łódzkiej siedzibie PiS,
znajdują się artykuły z pierwszych stron "Naszego Dziennika" odnoszące się do
katastrofy z 10 kwietnia.
– To chyba nie dziwi. Państwa gazeta to jedno z bardzo nielicznych mediów, które
pisze prawdę. "Nasz Dziennik" informuje o sprawach trudnych, ignorowanych przez
innych żurnalistów. Nie boicie się stawiać trudnych pytań, często niewygodnych
dla rządzących. A w sprawie tragedii smoleńskiej to bardzo ważne.
Dziękuję za rozmowę.
