Rząd luzaków
Oprócz smoleńskiej katastrofy lotniczej szeroko wkracza w tę tragedię
dodatkowo smoleńska katastrofa prawna, która jest wynikiem tego, że "rząd
luzaków" nie umiał i nawet nie wiedział, o co Rosjan pytać, czego twardo żądać i
gdzie jest granica kompromisu, który chroni nasze interesy państwowe, po prostu
polską rację stanu.
Od katastrofy pod Smoleńskiem minęło ponad pół roku. Polski rząd otrzymał
projekt raportu Rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (teraz musi
sporządzić istotne uwagi do jego treści). Tymczasem wiedza Polaków o tym, co
wydarzyło się 10 kwietnia na lotnisku Siewiernyj, jest mniej niż
fragmentaryczna. Jako parlamentarzysta zaangażowany w wyjaśnienie okoliczności
tragedii i były minister transportu muszę odnieść się do najbardziej
bulwersujących spraw związanych ze śledztwem. Należy nieustannie wskazywać na
kwestie elementarne, na które do dzisiaj rząd boi się udzielić odpowiedzi (co
świadczy o przyjętej polityce nieinformowania obywateli o kwestiach
elementarnych). Taka taktyka to niewątpliwie wyraz rosnącego strachu ekipy
Donalda Tuska przed konsekwencjami, jakie mogą przynieść nie tylko najbliższe
miesiące, ale i lata dla składu tego rządu i ugrupowania, które jest jego
politycznym zapleczem.
Wybrali rolę petenta
Jak nazwać sytuację, w której premier Tusk oraz ministrowie: Jerzy Miller,
Radosław Sikorski i Bogdan Klich, nie mogą do dziś uzgodnić, którego dnia i w
jakim trybie doprowadzono do uzgodnienia ze stroną rosyjską rozwiązania
prawnego, w którym nasz kraj nie jest współgospodarzem śledztwa? Wiele wskazuje
również na to, że Rada Ministrów w ogóle nie omawiała po 10 kwietnia kwestii
ukształtowania pozycji prawnej Polski w dochodzeniu przyczyn bezprecedensowej
katastrofy, w której zginęli prezydent Rzeczypospolitej, posłowie i senatorowie,
szefowie instytucji państwowych, a także – co podkreślam – również wszyscy
dowódcy Wojska Polskiego. W ponadtysiącletniej historii naszego państwa nie było
przypadku, aby jednocześnie śmierć ponieśli wszyscy dowódcy armii, a rząd uznał,
że rola petenta i obserwatora jest dla niego odpowiednią pozycją w dochodzeniu
przyczyn tragedii. Decyzja o strzeleniu sobie w piętę, bo tak należy określić
rezygnację z roli współgospodarza tego historycznego postępowania, jest czymś,
czego nie rozumieją i nie przyjmują do wiadomości miliony Polaków. Zwracam na te
kluczowe aspekty szczególną uwagę, gdyż w nich zawiera się również istotna część
prawdy o źródłach i przyczynach tej katastrofy – polityka PR zastępująca realną
odpowiedzialność oraz lekceważenie elementarnych wymogów bezpieczeństwa względem
przedstawicieli władzy nadal nam towarzyszą. Polityka pogardy trwa – słowa i
czyny rządzących skierowane w stronę parlamentarnej opozycji są tego wymownym
przykładem. To system naczyń połączonych – "rządu luzaków" z przemysłem pogardy.
Gdzie jest państwo?
Czy państwo jeszcze istnieje? Czy mamy rząd? Czy państwo ma siłę i honor? To
pytania, które są stawiane dziś w polskich domach, na ulicach. Nie są one
oderwane od faktów, od polityki, która poprzez działania rządu nadaje kształt
relacjom polsko-rosyjskim. Podam przykład – w kwestii niszczejącego wraku
tupolewa rzecznik rządu, minister Paweł Graś stwierdził we wrześniu, że sprawa
jego ochrony (ogrodzenia i przykrycia) wynika bardziej z kwestii honorowych niż
prawnych. Mógłby ten biedny człowiek zajrzeć do treści konwencji chicagowskiej,
którą odnalazłby nawet w internecie, do przepisu mówiącego o prawnych
obowiązkach nałożonych na państwo, na którego terenie doszło do katastrofy
lotniczej. Te obowiązki to: niezawodna ochrona wraku samolotu, zabezpieczenie go
w taki sposób, aby jego stan nie uległ pogorszeniu, aby nie doszło do dalszych
uszkodzeń. Ten banalny przykład pokazuje, że "rząd luzaków" nie korzysta z
informacji, które w ciągu ostatniego półrocza sprawdziły setki tysięcy naszych
obywateli. Ta tragifarsa polega również na tym, że ten sam rząd jednocześnie
kreuje się na orędownika internetu w każdej gminie. Ochrona niszczejącego wraku
jest także nakazem etycznym, jeśli przyjmiemy za obiektywny fakt, że jest na nim
krew dziesiątek uczestników tragicznego lotu na uroczystości w Katyniu. Nie wie
o tym tylko rzecznik polskiego rządu! Idźmy dalej stylem pracy "rządu luzaków".
Pytania o legitymizm raportu
Premier Donald Tusk i jego ministrowie słowem nie skomentowali podstawowych
informacji przekazanych w ostatnich tygodniach przez Edmunda Klicha,
akredytowanego przedstawiciela w Moskwie, że do chwili obecnej Polska nie
otrzymała od władz Federacji Rosyjskiej obowiązkowych – w świetle załącznika nr
13 konwencji chicagowskiej – informacji dotyczących statusu lotniska w
Smoleńsku, aktów i procedur normatywnych dotyczących zarządzania ruchem
lotniczym w Rosji, a także precyzyjnej i wiarygodnej analizy efektywności pracy
urządzeń nawigacyjnych w czasie zaistnienia katastrofy. Są to przecież kwestie,
które jeśli zostaną pominięte przez władze rosyjskie, wprost prowadzą do
złamania konwencji chicagowskiej, gdyż projekt raportu jest wówczas niezgodny z
jego obowiązkowym zakresem i metodologią, a treść jego jest niekompletna. Czy
słyszeliśmy, żeby "rząd luzaków" odniósł się do tych budzących najwyższe
zaniepokojenie informacji i podjął jakiekolwiek działania? Nic z tych rzeczy, bo
ten rząd – jak wszystko na to wskazuje – nie zastrzegł sobie nawet polskiego
tłumaczenia projektu raportu, który otrzymał w języku rosyjskim i który musi we
własnym zakresie przetłumaczyć.
Te przykłady są tylko wierzchołkiem góry lodowej, która zanurzona jest w morzu
braku celów, programów i działań ekipy Tuska. Od szeregu miesięcy pilnie śledzę
to, co działo się przed, a następnie po 10 kwietnia. Bez żadnych wątpliwości
mogę stwierdzić, że "działania" rządu i prokuratury wojskowej w śledztwie
stanowią jedynie dodatek do biur tłumaczeń języka rosyjskiego. Działań własnych
jak na lekarstwo, za to dużo afirmacji wolno spływających i niepełnych
dokumentów prokuratury rosyjskiej, a w ostatnich dniach od rosyjskiego MAK. Ale
jak można oczekiwać od "rządu luzaków" walki o siłę i honor państwa?
Jerzy Polaczek
Autor jest posłem na Sejm RP, członkiem Klubu Parlamentarnego Polska Plus;
pełnił funkcje ministra transportu i budownictwa w rządzie Kazimierza
Marcinkiewicza oraz ministra transportu w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.
