Głowa państwa musi wyjść z roli partyjnego lidera
Z dr. Przemysławem
Wójtowiczem, politologiem, wykładowcą w WSKSiM w Toruniu, rozmawia Paweł
Tunia
Wyniki sondażowe pokazują, że zwycięzcą wyborów
prezydenckich został Bronisław Komorowski. Czy to oznacza, że Jarosław
Kaczyński popełnił więcej błędów, skoro przegrał?
– Analizując te
wyniki na gorąco, moim zdaniem, trudno to, co robił sztab Jarosława
Kaczyńskiego i on sam w kampanii, nazwać błędami. Według mnie, o błędach
można mówić raczej w cudzysłowie. Może w niewłaściwy sposób rozłożono
akcenty, to znaczy skoncentrowano się w kampanii prezesa PiS na
wyjątkowej osobowości – tak pewnie zdecydował sztab. Kampania tego
kandydata była jednak stonowana. Trzeba pamiętać, że miała miejsce w
obliczu wciąż trwającej żałoby po tragedii smoleńskiej. Natomiast druga
strona postawiła bardziej na atak i wyciąganie spraw związanych z
przeszłością, z czasami, kiedy Jarosław Kaczyński był premierem. Tutaj
poszukiwałbym powodów i przyczyn wyjaśnienia sondażowych rezultatów
wyborów.
Jak to – Komorowski tyle mówił o zgodzie,
pojednaniu, a okazuje się, że wygrał dzięki atakom?
– O wyniku
decyduje kwestia społecznego poparcia, to oczywiste. Możemy podejrzewać,
że jednak polskie społeczeństwo woli bardziej agresywny sposób
prowadzenia kampanii, a bez wątpienia agresywniejszą kampanię stosował
sztab Bronisława Komorowskiego. Ostre kampanie są znane w
społeczeństwach Europy Zachodniej, w Stanach Zjednoczonych. Jak widzimy,
na naszym gruncie tego typu kampania także się sprawdza.
Różnica
w liczbie zdobytych głosów między oboma politykami okazuje się bardzo
niewielka, rzędu 2-6 procent. Co takiego robił Bronisław Komorowski, że
przyciągnął większą ilość wyborców?
– Według mnie, odegrało tu
rolę utrzymujące się na wysokim poziomie poparcie dla partii politycznej
stanowiącej zaplecze tego kandydata, a więc dla Platformy
Obywatelskiej. To przełożyło się na poparcie dla reprezentanta tej
partii w zakończonych właśnie wyborach. Przynajmniej niektórzy Polacy
prawdopodobnie posłuchali tego apelu, który został wygłoszony i przez
premiera Tuska, i przez Komorowskiego. Prosili w nim o kilkaset dni
spokoju i współpracy, co miałoby zaistnieć pomiędzy rządem i prezydentem
wywodzącym się z tego samego obozu politycznego. Teraz będziemy mogli
obserwować, co z tego wyjdzie.
Były jakieś szczególne,
nietypowe elementy kampanii przed drugą turą wyborów?
– Obydwaj
kandydaci prowadzili swoje kampanie w nowoczesnym stylu. Ich cechą
charakterystyczną był silny akcent na bezpośredni kontakt z wyborcą. To
jest zgodne z zasadą, która mówi, iż każde uściśnięcie dłoni podnosi
prawdopodobieństwo uzyskania głosu danej osoby. Stąd duża liczba podróży
po całym kraju, a nawet poza jego granice, by spotykać się z ludźmi.
Często zdarzało się, że jednego dnia kandydaci potrafili odwiedzić kilka
miejscowości. Wracając do kampanii Jarosława Kaczyńskiego, trzeba
stwierdzić, że była ona stonowana. Niewątpliwie wpływ na to miało
uszanowanie trwającej wciąż żałoby po tragedii smoleńskiej.
Zabrakło
w kampanii jakichś tematów ważnych dla elektoratu kandydata PiS, czy
można powiedzieć, że jako prezydent nie zajmowałby się tymi sprawami?
–
Z racji specyficznych okoliczności, o których wspomniałem wcześniej,
kandydaci unikali tematów drażliwych. Potwierdzeniem takiego
postępowania może być przebieg obydwu debat telewizyjnych. Sztaby
kandydatów uzgodniły ich niekonfrontacyjną formułę polegająca na
kolejnym odpowiadaniu na pytania prowadzących dziennikarzy. Z pewnością
gdyby zaistniała możliwość wzajemnego zadawania pytań, sytuacja mogłaby
się zaostrzyć. Zresztą Bronisław Komorowski starał się za wszelką cenę
kontrkandydata sprowokować. Uważam, że dobrze się stało, że Jarosław
Kaczyński nie dał się wciągnąć. Pokazał w ten sposób swoje opanowanie,
co jest cechą pożądaną dla głowy państwa. Nie oznacza to, że zmienił
radykalnie poglądy polityczne, chociażby w takich sprawach, jak:
lustracja, polityka historyczna itp.
Co może oznaczać, że
jego sztab i on sam nie poruszali np. sprawy zlikwidowanych stoczni, nie
wspominano o aferze hazardowej? To mogło zniechęcić do Komorowskiego…
–
Myślę, iż była to przemyślana taktyka. Wybory prezydenckie mają
zupełnie inną specyfikę niż wybory parlamentarne. W tym przypadku
bardziej liczy się wizerunek kandydata i prezentacja cech jego
osobowości. Sztab Jarosława Kaczyńskiego przede wszystkim na tym skupiał
uwagę. Chodziło o to, aby pokazać, że może on być osobą spokojną i
rzeczową. Może wznieść się ponad dotychczasową rolę lidera partyjnego i
być godnym reprezentantem społeczeństwa. Starano się w ten sposób
przełamać jego dotychczasowy medialny wizerunek. Było to konieczne, aby
pozyskać ewentualne głosy niezdecydowanego elektoratu. Afera hazardowa i
sprawa stoczni wiążą się z rządem Platformy Obywatelskiej i Donaldem
Tuskiem. O wiele lepiej do tego wrócić przy okazji kolejnych wyborów
parlamentarnych przypadających na jesień 2011 roku.
Dziękuję
za rozmowę.
