Gdzie się podziało 30 milionów?

Szpital w Białogardzie miał się wzbogacić o nowy pawilon Centrum Rehabilitacji, gdzie planowane było umieszczenie m.in. izby przyjęć i nowoczesnego bloku operacyjnego. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego obiecało staroście na ten cel 30 mln zł dofinansowania ze swojej rezerwy budżetowej. Co z tego, skoro pieniądze na konto powiatu nie wpłynęły, gdyż reprezentujący Skarb Państwa wojewoda zachodniopomorski Marcin Zydorowicz (PO) wycofał się z umowy ze starostwem. W efekcie szpital może zostać zamknięty, a pracę stracić prawie 300 osób.

Na razie białogardzki szpital powiatowy dysponuje jedynie przestarzałym blokiem operacyjnym, warunkowo dopuszczonym do eksploatacji do 2012 roku. Jeżeli do tego czasu jego standard nie zostanie ulepszony, stary blok operacyjny zostanie zamknięty, a szpital nie będzie mógł prowadzić oddziałów zabiegowych – w praktyce oznaczałoby to jego zamknięcie, ponieważ mało który pacjent mógłby tu być leczony. Sprawa jest więc pilna.
Na początku czerwca miała zostać podpisana umowa między wojewodą zachodniopomorskim a starostwem białogardzkim jako organem założycielskim szpitala. Wojewoda Marcin Zydorowicz odmówił jednak złożenia swojego podpisu pod dokumentem. W efekcie dotacje na rozbudowę Centrum Rehabilitacji nie zostały przyznane.
Decyzja jest ostateczna i nieodwracalna – zapewnia Agnieszka Muchla, rzecznik Zachodniopomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Szczecinie. – Starostwo otrzymało 118 mln zł na szpital w Białogardzie. Budowa placówki została zakończona – deklaruje Muchla i zaprzecza, jakoby wojewoda składał jakiekolwiek wcześniejsze deklaracje, iż podpisze umowę na nowy pawilon.
– Wojewoda przysłał pismo do MRR, w którym wyraża zapotrzebowanie na to, że należy przebudować blok operacyjny, ale to nie było wystąpienie o pieniądze, to była informacja o zapotrzebowaniu – deklaruje Muchla. Po konsultacji z urzędem marszałkowskim i oddziałem NFZ, które oceniły, iż Centrum nie ma 100-procentowego obłożenia, wojewoda poddał w wątpliwość, czy jego rozbudowa powinna odbywać się z funduszy budżetu państwa. – Co nie oznacza, że starostwo w Białogardzie nie może starać się o pozyskanie tych pieniędzy z innych źródeł – ocenia Muchla, sugerując, iż mogą być to środki unijne lub samorządowe. Jednocześnie pani rzecznik informuje, że wojewoda Zydorowicz zapowiedział wystosowanie pisma do MRR o przeznaczenie owych 30 mln zł na inne, niezbędne inwestycje w zakresie ochrony zdrowia w województwie zachodniopomorskim.
Sprawa bulwersuje starostwo powiatowe w Białogardzie. – To, co mówi wojewoda, to bzdury! Robienie ludziom zamętu w głowach, szukanie na siłę głupich argumentów. Podpisanie umowy zostało sprowadzone do problemu zasadniczego, a przecież to tylko czynność techniczna, która zapewniała finansowanie inwestycji, za którą odpowiada wojewoda i który uważa, że finansowanie jej leży w gestii powiatu białogardzkiego. A przecież to inwestycja centralna, której finansowanie jest po stronie budżetu państwa – odpowiada Krzysztof Bagiński, starosta powiatu białogardzkiego.
Starostwo dysponuje pismem z 8 maja br., w którym wojewoda Zydorowicz informuje podsekretarza stanu w MRR Krzysztofa Hetmana, iż brakujące środki (30 mln zł) planuje się wykorzystać na dokończenie prac budowlanych, zagospodarowanie terenu i budowę obiektu stanowiącego bazę zabiegową dla oddziałów rehabilitacyjnych. Jego brak nie pozwala zaś na zabezpieczenie wszystkich potrzeb Szpitala Powiatowego w Białogardzie. Przyznanie dofinansowania pozwoliłoby na oddanie budynku w 2010 roku. W odpowiedzi resort obliguje wojewodę zachodniopomorskiego do zawarcia stosownej umowy z powiatem białogardzkim. Do tej pory umowy jednak nie ma.
– Każdy normalny wojewoda taką umowę natychmiast by podpisał. Co zresztą wynikało z pisma, jakie otrzymałem od pana Marcina Zydorowicza 26 maja br. – komentuje Bagiński. Jego zdaniem, samorząd nie będzie w stanie sfinansować tak dużej inwestycji ze środków własnych. Problemem będzie też pozyskanie funduszy unijnych – jeszcze w 2006 r. powiat zabiegał o wpisanie całej inwestycji do projektów kluczowych w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego. Niestety, nie została ona wprowadzona na listę przez samorząd wojewódzki.
Całą sprawą są zbulwersowani pracownicy szpitala. – Nasz blok operacyjny ma warunkowe pozwolenie na działalność tylko do 2012 roku. Jeżeli do tego czasu jego standard nie zostanie ulepszony, zostanie zamknięty, a szpital nie będzie mógł prowadzić oddziałów zabiegowych. Teoretycznie 50 tysięcy osób z Białogardu i okolic zostanie pozbawionych pomocy medycznej. Chorych trzeba będzie wozić do Kołobrzegu i Koszalina. To spora odległość – tłumaczył dyrektor placówki Maciej Kiełbratowski. Jego argumentację wspierają pracownicy. – Obawiamy się zwolnień. Obecnie w szpitalu pracuje 300 osób. Jeśli szpital zostanie zamknięty, ludzie znajdą się na bruku, a gdzie oni znajdą pracę, jeśli bezrobocie w regionie sięga ponad 30 procent? – pyta Wiesław Haik, przewodniczący „Solidarności” w Szpitalu Powiatowym w Białogardzie. W ramach protestu przeciwko zwlekaniu urzędników z podpisaniem umowy pracownicy pikietowali kilka razy przed gmachem Zachodniopomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Szczecinie. Niestety, do wojewody nie zostali dopuszczeni.
W opinii starosty Bagińskiego, posłów PiS z regionu koszalińskiego oraz związkowców, cała sprawa ma wymiar polityczny. Do końca maja Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki nie wycofuje się z obietnicy zawarcia umowy ze starostwem. Sprawa komplikuje się po rezygnacji z funkcji burmistrza Białogardu Stefana Strzałkowskiego (PiS), który w czerwcu zajął w Sejmie miejsce tragicznie zmarłego posła PiS Mariana Golińskiego. W tej sytuacji na p.o. burmistrza zostaje wskazany Marek Lewandowski z PO, zostają także rozpisane nowe wybory (pierwsza tura – 20 września – nie przyniosła rozstrzygnięcia; w drugiej – 4 października – Lewandowski będzie walczył o głosy wyborców ze Zbigniewem K. Raczewskim z PiS). Ale jednocześnie wojewoda Zydorowicz odmawia wówczas podpisania umowy ze starostwem.
– Cóż za dziwna zbieżność! Chłopcy z Platformy Obywatelskiej pomyśleli sobie, że w kampanii wyborczej PiS będzie szermować hasłem, że wywalczyło te 30 milionów. Dlatego PO nie przyjęła tych pieniędzy. Jest to z wielką stratą nie tylko dla Białogardu, ale i dla całego regionu, który jest terenem o jednym z większych wskaźników bezrobocia – ocenia poseł Czesław Hoc (PiS), członek sejmowej Komisji Zdrowia. Opinię, jakoby decyzja Marcina Zydorowicza była polityczna, dementuje jego rzecznik Agnieszka Muchla. – Przecież to nie miałoby sensu. Wojewoda, odmawiając tych pieniędzy, działałby na niekorzyść ludzi, którzy startują pod szyldem Platformy. Tu chodziło tylko o względy racjonalne – zapewnia Muchla. – A jak oni mają się teraz tłumaczyć? Przecież muszą powiedzieć cokolwiek – komentuje poseł Hoc.
17 września br. posłowie PiS złożyli wniosek do premiera Donalda Tuska o odwołanie wojewody zachodniopomorskiego. Jak poinformowała nas Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, Tusk ma na rozpatrzenie dokumentu ustawowe 30 dni. W przedłożonym do szefa rządu piśmie posłowie postawili wojewodzie siedem zarzutów, m.in. łamania przepisów ustawy o zasadach prowadzenia polityki rozwoju, zgodnie z którym jeśli właściwy resort, w tym wypadku MRR, przyznaje dotację celową, to wojewoda ma obowiązek umowę podpisać.


Anna Ambroziak
drukuj