Faryzejski syndrom Platformy Obywatelskiej

"Gdy ktoś mnie spyta, co jest w życiu najważniejsze, odpowiadam: odwaga" –
twierdził Bronisław Komorowski w swoim spocie wyborczym. Najwyraźniej jednak sam
ma z tym problem. Otóż z wypowiedzi zarówno polityków Platformy Obywatelskiej,
jak i nowego prezydenta RP wynika, iż przeszkadza im wzniesiony przez harcerzy
przed Pałacem Prezydenckim krzyż upamiętniający ofiary katastrofy lotniczej pod
Smoleńskiem. Skoro znajduje się on na dziedzińcu Pałacu, to decyzja w tej
sprawie należy do Kancelarii Prezydenta RP. Dlaczego zatem nie zdecyduje ona o
usunięciu krzyża?

Postawa polityków Platformy Obywatelskiej w tej kwestii przypomina postawę
przedstawicieli ewangelicznych faryzeuszy i nauczycieli Pisma, którzy orzekli o
zgładzeniu Pana Jezusa, lecz zrobili wszystko, by w oczach opinii publicznej
wykonawcą wyroku był ktoś inny. Świadczy o tym nie tylko wypowiedź rzecznika
rządu Pawła Grasia, który powiedział w niedzielę, że w sprawie krzyża przed
Pałacem Prezydenckim oczekuje "zdecydowanej reakcji hierarchii kościelnej".
Dowodzą tego również słowa Bronisława Komorowskiego, który w sobotnim wywiadzie
dla "Gazety Wyborczej" absurdalnie stwierdził, że krzyż zostanie "we
współdziałaniu z władzami kościelnymi przeniesiony w inne, bardziej odpowiednie
miejsce". Skoro znajduje się on na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego, tak
naprawdę decyzja w sprawie należy do Kancelarii Prezydenta RP, a władze
kościelne nie mają w tym wypadku nic do powiedzenia, gdyż krzyż nie stoi na
terenie własności należącej do Kościoła katolickiego. Po co więc ten kamuflaż?
W powyższej sprawie postawa polityków PO również z innego powodu przypomina
postawę przedstawicieli żydowskiej starszyzny z Ewangelii. O ile ci ostatni
wydali wyrok na Pana Jezusa z przyczyn religijnych, przyprowadziwszy Go do
Piłata, w oskarżeniu przedstawili motyw polityczny. Obecnie mamy do czynienia ze
zjawiskiem odwrotnym. O ile politycy PO "wydali wyrok" na krzyż przed Pałacem
Prezydenckim z przyczyn politycznych, o tyle próbami "wciągania" w to biskupów
obłudnie usiłują przekonać opinię publiczną, że mamy do czynienia z kwestią
czysto religijną, którą "powinien zająć się Kościół"…
Chyba jedyną rzeczą, którą w tej sprawie powinien "zająć się Kościół" mogłoby
być przypomnienie słów ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, który stwierdził kiedyś,
że "świat bardziej potrzebuje naszej odwagi i męstwa wyraźnego przyznania się do
Chrystusa aniżeli politykowania Ewangelią i Kościołem".
Warto przy tym również pamiętać, że krzyż, który stoi na dziedzińcu Pałacu
Prezydenckiego, nie znalazł się tam w wyniku takiej czy innej decyzji
politycznej, lecz jako efekt spontanicznej potrzeby serca Polaków w jednym z
najtrudniejszych momentów w historii naszej Ojczyzny, na którego przeżywanie z
podziwem patrzył cały świat. Nie mamy żadnych powodów, by się tego wstydzić.

Sebastian Karczewski

drukuj