Fabrykowane dokumenty
Z mec. Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem rodzin ofiar w śledztwie
smoleńskim, rozmawia Zenon Baranowski.
Dwa lata to dużo czy mało dla tego typu śledztwa?
– Zależy, jak na to spojrzeć. Z jednej strony nie można powiedzieć, aby śledztwo
trwało zbyt długo. Przy tego rodzaju katastrofie, w której na terenie obcego
kraju ginie 96 osób pełniących ważne funkcje w państwie, jest to okres dość
krótki. Wystarczy porównać śledztwo smoleńskie do sprawy CASY, która trwała dwa
lata, a była o wiele mniej skomplikowana i wydarzyła się w Polsce. Nie ulega
wątpliwości, że w tym czasie nie trzeba było oczekiwać rozstrzygnięcia sprawy i
nigdy nie spodziewałem się, aby po dwóch latach postępowanie zostało zakończone.
Z drugiej strony patrząc na jakość zgromadzonego materiału dowodowego, jest to
okres zbyt długi. Na tym etapie postępowania powinniśmy dysponować wieloma
dowodami i materiałami, które posuwają nas dalej. A my dopiero teraz słyszymy,
że dostajemy od strony rosyjskiej materiały dotyczące sekcji zwłok. Można więc
powiedzieć, że stoimy w miejscu, że w wielu elementach tego śledztwa nie
wykroczyliśmy poza wiedzę, którą śledczy dysponowali bądź powinni dysponować już
kilka miesięcy po katastrofie. I w tym sensie trzeba powiedzieć, że dwa lata to
zdecydowanie zbyt długo.
W ogóle tych materiałów przekazanych stronie polskiej jest niewiele,
raptem 52 tomy, polskich – ponad 300.
– Jest to znikoma ilość. Do tego wpływają dokumenty, które powinny zostać
przekazane już na wstępnym etapie postępowania, czyli właśnie dokumenty
sekcyjne, dokumentacja z oględzin miejsca zdarzenia. Biorąc pod uwagę rozmiar i
charakter katastrofy, to ta dokumentacja, jeśli byłaby rzetelnie sporządzona,
zajmowałaby kilkaset tomów – już dawno przekazanych stronie polskiej. Nic nie
uzasadnia tak długiego przetrzymywania dokumentów przez Rosjan, poza jedną
okolicznością – tych dokumentów po prostu w kwietniu 2010 r. nie było.
Zwyczajnie nie zostały sporządzone. I być może trzeba je było w jakimś sensie
"odtwarzać", a może wręcz fabrykować.
Wątek ewentualnego fałszowania dokumentacji ma zostać wydzielony do
prokuratury cywilnej, podobnie jak wcześniej organizacyjny. Słyszy się także o
zamiarach wydzielenia wątku szkoleniowego. To dobrze dla badania sprawy?
– Zasadniczo nie powinno się łączyć zbyt wielu wątków pobocznych w jednym
śledztwie. Osobną kwestią jest, czy powinno się wyłączać postępowanie dotyczące
przygotowania wizyty. Nie znam akt tego postępowania, ponieważ nie jesteśmy w
nim stronami. Ale mam wątpliwości, czy akurat w tym zakresie było to sensowne.
Moim zdaniem, chodziło tylko o to, żeby nas pozbawić uprawnienia, które
przysługuje pokrzywdzonym. Pozbawić możliwości zgłaszania wniosków dowodowych,
uczestniczenia w przesłuchaniach świadków, np. gen. Janickiego, premiera Tuska
czy ministra Sikorskiego.
Co do fałszerstwa, mamy uzasadnione podejrzenie, żeby formułować takie tezy. Bo
skoro jest tak, że my przez pierwszy rok nie jesteśmy w stanie doprosić się
podstawowych dokumentów śledztwa rosyjskiego, czyli tych dotyczących sekcji
zwłok czy oględzin miejsca zdarzenia, po czym po roku trafiają one do Polski, to
rodzi się pytanie – jeśli Rosjanie ich nie przekazali tak szybko, jak mogli, a
później przekazali dokumentację – jak wszystko na to wskazuje – nierzetelną,
rozbieżną ze stanem faktycznym, to musieli ją w jakimś sensie sfabrykować.
Wrócę do pytania. Czy to planowane wyłączenie odnośnie do
nieprawidłowości w dokumentacji będzie dobre konkretnie dla rodzin i
pełnomocników?
– Obawiam się, że w takim przypadku możemy zostać pozbawieni uprawnienia
przysługującego pokrzywdzonym, ponieważ chodziłoby tutaj o tzw. przestępstwo
przeciwko dokumentom. Pierwszym pokrzywdzonym w takim wypadku jest państwo
polskie, które swoje prawa realizuje poprzez prokuraturę. Nie wiemy, czy
prokuratura zechce nam przyznać status pokrzywdzonych. Jeżeli została
sfałszowana dokumentacja medyczna dotycząca danej osoby, to w mojej ocenie
rodzinie powinno przysługiwać takie uprawnienie. Zasadności samego wyłączenia do
odrębnego postępowania nie kwestionuję. To jest tzw. postępowanie wpadkowe.
Trudno w śledztwie dotyczącym przebiegu katastrofy prowadzić równolegle
postępowanie wpadkowe. Poza tym właściwa dla tego rodzaju sprawy byłaby
prokuratura cywilna, a nie wojskowa.
Zespół Antoniego Macierewicza przedstawia co jakiś czas opinie ekspertów
kontrujące dotychczasowe ustalenia. Prokuratura powołała własny zespół biegłych
w zakresie techniki lotniczej. Ma on kompleksowo zbadać okoliczności katastrofy.
Jak Pan ocenia jego szanse w świetle dostępu do dowodów?
– Cenię sobie pracę zespołu Macierewicza, dobrze, że są pokazywane kolejne
wątpliwości związane z prowadzonym śledztwem. Trzeba jednak pamiętać, że również
eksperci, z których korzysta zespół, zastrzegają, że nie dysponują konkretnymi
materiałami źródłowymi i w związku z tym bazują na pewnym, przyjętym przez nich
modelu. Gdybyśmy mieli dzisiaj w pełni zgromadzony materiał dowodowy i
przekazali ten materiał do badania biegłym, to mieliby oni szansę sporządzić
kompleksową opinię.
Natomiast jest jeden zasadniczy problem: brak pełnego dostępu do materiałów
źródłowych. Niestety, nie jest tak, że polska prokuratura dysponuje w pełni
zgromadzonym materiałem dowodowym, który pozwoliłby na rzetelną, uczciwą i
kompleksową opinię. Choćby protokoły oględzin miejsca zdarzenia, moim zdaniem,
urągają standardom, według których powinny być sporządzane tego typu dokumenty.
Często sporządzone są one w sposób chaotyczny, nierzetelny. Mam tu na myśli
protokoły oględzin miejsca katastrofy, brzozy, pobranie materiału z tego drzewa,
dokładne obfotografowanie wszystkich elementów. Co gorsza, części tych
materiałów w ogóle nie ma w aktach. To wszystko nie pozwala wprowadzić
odpowiednich danych, które pozwolą odtworzyć rzeczywisty przebieg zdarzenia.
Na pewno pomogłoby namacalne badanie wraku, najlepiej w Polsce.
– Rzeczywiste badanie wraku jest jedną z niezbędnych czynności, która powinna
zostać przeprowadzona w ramach śledztwa. Wrak powinien zostać rzetelnie
przebadany. Jest tylko problem, że duża jego część nie znajduje się na płycie
lotniska w Smoleńsku. Jego fragmenty albo już są w Polsce, albo w szopach
mieszkańców okolic Smoleńska. Zatem trzeba sobie jasno powiedzieć, że pełnej
rekonstrukcji wraku po tylu zaniedbaniach nie da się dokonać. Jestem przekonany,
że po próbie rekonstrukcji okaże się, iż ogromnych fragmentów samolotu po prostu
brakuje.
Na razie były badania w Rosji. Te materiały już wpłynęły do Polski?
– Zgodnie z wiedzą, którą posiadam, przed około 3 tygodniami jeszcze w
dostępnych aktach śledztwa tych materiałów nie było. Warto jednak podkreślić, że
nie da się dokonać oględzin wraku w ciągu kilku dni. Do rzetelnej opinii
potrzebne są oględziny praktycznie każdego fragmentu i porównanie z oględzinami
miejsca zdarzenia, jak zostały uszkodzone poszczególne elementy, czy zostały one
ścięte, uderzone czy rozerwane. Należało ustalić, jak te badane fragmenty
rozłożyły się na miejscu – czy wbiły się w ziemię, czy może doszło do ich
rozsadzenia. To wszystko można ustalić, jak się ma kompleksowy materiał. Ale
tego materiału nie ma i obawiam się, że nie będzie. Skoro Rosjanie ich do tej
pory nie przekazali, to najprawdopodobniej ich nie mają.
Zważywszy na brak materiałów, czy prokuratorzy będą mieli podstawę do
zakończenia śledztwa w jakiejkolwiek formie? Seremet mówi o roku.
– W normalnej sytuacji powiedziałbym, że rok to jest realny termin zakończenia
tego śledztwa. Ale prokuratura może zawiesić postępowanie, ponieważ nie
otrzymała części akt. Tak może być.
Rodziny i pełnomocnicy chyba by protestowali?
– Oczywiście, że byśmy protestowali. Ale trzeba mieć świadomość, że taka decyzja
byłaby wynikiem braku woli współpracy po stronie rosyjskiej, a prokuratorzy
referenci nie mają realnego wpływu na zmianę postawy Rosjan. Tu błędy popełniono
na zupełnie innym, wyższym, szczeblu.
Chyba bardziej prawdopodobne jest, że będą kolejne etapy przedłużania
śledztwa, prokuratura może tak długo.
– Ale jeśli wykona wszelkie czynności, które miała wykonać, a dalsze będą
uzależnione od materiałów rosyjskich, to takie zawieszenie postępowania jest
wręcz wymagane przepisami kodeksowymi. Druga kwestia, o której już wspomniałem.
Skoro Rosjanie nie przekazali części materiałów, to prawdopodobnie ich nie ma. I
to postępowanie nigdy w całości oparte na pełnym materiale nie będzie. I są
poważne obawy, że rozstrzygnięcie końcowe, czy to będzie akt oskarżenia w
stosunku do kogoś, już nie mówię, że to będą Rosjanie, co stwarza poważne
trudności proceduralne, czy to będzie umorzenie, nie będzie kompletne.
Dziękuję za rozmowę.
