Katyń

W samym sercu Warszawy na placu Zamkowym, przy zbiegu ulic Senatorskiej i
Podwala, zostanie ponownie odsłonięty pomnik Katyński. Uroczystość odbędzie się
13 kwietnia o godzinie 17.00. Jeszcze kilka miesięcy temu obecne władze stolicy
nie zgadzały się, aby pomnik Katyński stał w tym miejscu, chciały go usunąć w
miejsce mniej godne.

Zdecydowana postawa opinii publicznej spowodowała, że monument ponownie
zostanie odsłonięty na placu Zamkowym. Pomnik odsłonił w 1998 roku w obecności
tysięcy ludzi pułkownik Ryszard Kukliński, bohater Polski i Ameryki, ostatni
skazany na śmierć przez komunistów oficer Wojska Polskiego. Jest on dziełem
Andrzeja Renesa, ufundowanym przez Polonię amerykańską (m.in. znaną z
patriotyzmu rodzinę Kulasów z Chicago), gdy okazało się, że kolejne rządy III RP
nie chcą albo nie mogą postawić w stolicy pomnika Katyńskiego. Inskrypcja na
pomniku głosi: "Katyń – pamięci oficerów Wojska Polskiego zamordowanych przez
komunistyczny totalitaryzm sowiecki na całym obszarze imperium zła po 17
września 1939 roku". Litera "T" w słowie Katyń jest zarazem krzyżem, co
nawiązuje do grafiki ulotki Armii Krajowej z kwietnia 1943 roku. Napis na
pomniku jak nigdzie w Polsce głosi prawdę o zbrodni. Zaczęła się ona nie w
Katyniu, ale natychmiast po 17 września 1939 po agresji Armii Czerwonej na
Polskę. Zbrodnia miała miejsce nie tylko w Katyniu, ale "na całym obszarze
imperium zła", a więc również w podbitej przez Stalina Polsce po 1945 roku.

Tradycyjne masowe rozstrzeliwania w Rosji sowieckiej miały miejsce zawsze na
wiosnę od początków kwietnia każdego roku. Jesienią i zimą NKWD w łagrach i
więzieniach gromadziło setki tysięcy aresztowanych. Niektórych z nich mordowano
strzałem w tył głowy w podziemnych katowniach więzień, ale masowa eksterminacja
nieszczęśników zaczynała się dopiero na wiosnę. Setek tysięcy ofiar nawet
ludobójcy z NKWD nie byli w stanie zabić w piwnicach więzień. To było możliwe
jedynie na otwartej dużej przestrzeni w lasach, tak właśnie jak w Katyniu pod
Smoleńskiem. Dlaczego w kwietniu? Bo właśnie wtedy odmarzała ziemia po ciężkiej
rosyjskiej zimie i można było kopać tzw. doły śmierci, które były niezbędne przy
masowym mordowaniu, aby następnie zakopać trupy, czasami nawet na sześć metrów w
głąb. Tak było właśnie w Katyniu, gdzie oprawcy z NKWD rozstrzelanych polskich
oficerów układali trzema, czterema, a nawet pięcioma warstwami trupów. Masowe
rozstrzeliwania trwały w Rosji od początków kwietnia przez wiosnę, lato, aż do
jesieni. Rok w rok w ten straszliwy ludobójczy scenariusz Rosja sowiecka wpisała
też rozstrzelanie tysięcy bezbronnych polskich jeńców. Pierwszą ich grupę NKWD
wymordowało w Katyniu 3 kwietnia 1940 roku, a następne egzekucje trwały przez
kwiecień, maj aż do czerwca 1940 roku. Prawda o Katyniu jest dużo gorsza i
bardziej straszliwa niż ta dotąd poznana, a liczba ofiar sowieckiej zbrodni i
ludobójstwa na bezbronnych Polakach być może przekracza 70 tysięcy! Wskazywał na
to prezydent Lech Kaczyński: "Lista ofiar zbrodni katyńskiej, począwszy od
odkrycia pierwszych grobów w kwietniu 1943 roku, stale rośnie. Zwłaszcza w
ostatnich latach wciąż przybywa informacji o kolejnych miejscach kaźni i
utajnionego przez lata pochówku naszych rodaków. Katyń pod Smoleńskiem,
Piatichatki pod Charkowem, Miednoje pod Twerem, Bykownia pod Kijowem, Kuropaty
pod Mińskiem – czas z całą pewnością dopisze tutaj nazwy kolejnych miejscowości.
Nigdy też nie będziemy dysponować kompletnym katalogiem zamordowanych". Do tego
straszliwego katalogu śmierci dopisany został Autor tych słów oraz wszyscy
pozostali, którzy 10 kwietni 2010 roku zostali ostatnimi ofiarami Katynia.

Józef Szaniawski

drukuj