Europa i „człowiek”
Jak wiadomo, deklaracja berlińska, opracowana przez niemiecką prezydencję Unii Europejskiej, zawiera stwierdzenie, że „Centralnym punktem odniesienia dla naszych wartości jest człowiek. Jego godność jest nienaruszalna. Jego prawa są niezbywalne. Prawa kobiet i mężczyzn są równe”. Jest interesujące, że także ostatni Zjazd Gnieźnieński przebiegał pod hasłem: „Człowiek drogą Europy”.
Kiedy Jan Paweł II głosił, że „człowiek jest drogą Kościoła”, było wiadomo, że człowiek jest kimś, kogo Bóg stworzył, Chrystus odkupił i Duch Święty wprowadza w pełnię życia Bożego w sakramentalnym środowisku Kościoła. Podobnie adhortacja „Ecclesia in Europa” mówi, że wyjście z kryzysu europejskiego jest możliwe pod warunkiem ponownego przyjęcia Chrystusa i Jego Ewangelii. Przemawiający w Gnieźnie przedstawiciele Stolicy Apostolskiej zawarli swoje wypowiedzi w tej samej perspektywie.
Nowoczesny humanizm
Nie można przeoczyć faktu, że przywódcy polityczni UE czynią wszystko, aby Europa definitywnie odrzuciła wciąż przecież aktualne więzy z chrześcijaństwem, szczególnie z Kościołem katolickim. Próba skoncentrowania wszystkich tak zwanych wartości wokół „człowieka” nie jest czymś całkowicie nowym. Jest nową postacią starego „humanizmu”, który usiłował zamknąć człowieka w wewnętrznej przestrzeni swego człowieczeństwa rozumianego płasko, ograniczonego do horyzontu świata widzialnego. Wieki nowożytne są świadkami coraz to nowych prób sformułowania takiego „humanizmu”, który tłumaczy sam siebie: już to w oparciu o filozofię świadomości, już to w oparciu o filozofię społeczną, już to w oparciu o wszelkie formy materialistycznego determinizmu i ewolucjonizmu. To, co jest charakterystyczne dla tych koncepcji nowoczesnego „humanizmu”, to fakt, że przybiera on formę nowej religii, ma swoich kapłanów, proroków, ma autorytety, które pragną zawładnąć sumieniami szarych jednostek ludzkich, aby poddać wszystkich mieszkańców ziemi jakiemuś tajemniczemu, globalnemu „kościołowi”.
Gdyby jednak zapytać, co to za człowiek stoi w owym centrum świata wartości, nie potrafilibyśmy odpowiedzieć. Jeszcze za czasów „miłościwie panującej partii”, która nieustannie przekonywała lud, że czerwona rewolucja dzieje się w interesie człowieka, że socjalizm ocala i wywyższa istotę ludzką, stosunkowo łatwo było zidentyfikować tego człowieka, wokół którego kręcił się świat: był to albo generalissimus Stalin, albo Bierut, albo Gomułka, albo Gierek czy inny pierwszy sekretarz. Jedynie Kościół katolicki stawał w poprzek tym wierzeniom i pamiętam, jak pewien zdolny kaznodzieja w kazaniu na Środę Popielcową stwierdził, że „odkąd człowiek wyzwolił energię atomu, odległość między człowiekiem a prochem wyraźnie się zmniejszyła. Powinien o tym pamiętać zarówno pierwszy sekretarz, jak i katolik”. Nieco wcześniej Europa mogła słyszeć głośno wypowiadane hasło, że tym „nowym człowiekiem” jest „niemiecki człowiek”, czyli uebermensch, a przede wszystkim Adolf Hitler.
Niejeden uebermensch przeminął, niejeden humanizm okazał się antyludzki i ludobójczy, ale wyznawcy marksizmu, tego „kulturalnego”, z „ludzką twarzą”, tego ze szkoły frankfurckiej i tego z „Gazety Wyborczej”, nie przestawali się trudzić w przekonywaniu nieoświeconej masy ludzkiej, że prawdziwy humanizm jest laicki i marksistowski. Osobliwe, że ten prąd dotarł także do Ameryki i znalazł podatny grunt na tamtejszych uniwersytetach. Przestrzegają jednak przed tą zarazą bardziej myślący publicyści. Jeden z nich, Lee Duigon, w artykule zatytułowanym „Samobójstwo naszej cywilizacji” [1], przytacza przestrogę pewnego pisarza sprzed 120 lat, który napisał: „Tak jak wierzę w Chrystusa, tak jestem przekonany, że integralny i scentralizowany system państwowej edukacji, oderwanej od religii, który obecnie się proponuje, okaże się groźnym systemem propagującym antychrześcijańską i ateistyczną niewiarę, antyspołeczną i nihilistyczną etykę w zakresie życia jednostki, społeczeństwa i w polityce, której poddany grzechowi świat jeszcze nie widział” [2]. Te słowa okazały się prorocze; przecież nie mógł sobie wyobrazić, że w roku 2007 w publicznych szkołach będzie się z zapałem promować nie tylko sodomię, ale także wszelkie zboczenia seksualne, jakie tylko można wymyślić (tamże).
Humanizm czy antyhumanizm
Ostatnio odbiło się echem w mediach nazwanie aborcji i eutanazji „terroryzmem”. Ktoś obrażony tym ostrym słowem prosi doktora Renzo Puccettiego (sekretarza Komitetu „Scienza e vita”) o wyjaśnienie powodów takiej surowej oceny wspomnianych zjawisk. Doktor odpowiada: „Często snuję refleksję nad tym określeniem […] które rezerwuje miłość dla śmierci, w przeciwieństwie do zachodniej kultury uważanej za miłującą życie. Ale czy zawsze tak jest? Czy nie brzmią może jako hymn do śmierci zachodnie apologie wolności narkotyków, aborcji, eutanazji, manipulacji na embrionach i ich degradacji do materiału biologicznego dla eksperymentów? Czy nie jest to jądro tubylczej myśli „dżihadystycznej”, która wyłania się z etycznego relatywizmu i zwraca się przeciw samym fundamentom naszej cywilizacji? Nie sposób nie podzielać sądu potępiającego wyraźnie nie tylko „przerażający terroryzm samobójców” (kamikadze), lecz także ten „z ludzką twarzą”. Być może autor tego hasła miał w pamięci obraz Zachodu jeszcze chrześcijańskiego, skutecznie zakochanego w radości życia, w którym skomponowano kantyk na cześć stworzenia, wznoszono urzekającą architekturę i w malarstwie ukazywano piękno człowieka i stworzenia. Natomiast na Zachodzie poddanym sekularyzacji proponuje się taką wizję życia, które przestaje być rozumiane jako zrodzone, natomiast staje się czymś wyprodukowanym, z pełnym systemem kontroli jakości i eliminacją nieudanego produktu całego procesu laboratoryjnego. Na tym upadłym Zachodzie osiąga się korzyści z produkcji abortywnej pigułki RU-486, którą profesor Lejeune określił mianem „pestycydu ludzkiego”. Najnowsza historia pokazuje, że ludzie rzeczywiście używali pestycydu wyprodukowanego dla zwalczania owadów właśnie przeciwko ludziom: był to cyklon B, który jako gaz dozowano przez specjalne otwory. Dziś także i embrion ma swój cyklon B, pestycyd pochodzący z zatrutego serca kobiety, niekiedy też z jej ciała” [3]. Nie będę przytaczał dalszego ciągu znakomitego wywodu, w którym doktor Puccetti upomina się o prawdę małżeństwa, protestuje przeciw „katastrofie pedagogicznej” (według wyrażenia ks. kard. Caffarry?ego) i dowodzi, że „społeczeństwo pozbawione etyki miłości zdolne jest jedynie do jednej etyki: etyki przetrwania systemu – systemu produkcji i konsumpcji” (tamże).
„Obyśmy zdrowi byli”
W ten kontekst zarysowany przez dr. Puccettiego wolno wpisać notatkę PAP z 12 czerwca 2007 roku. Dowiadujemy się z niej, że do Polski przyjechał pan Paul Hunt, specjalny sprawozdawca ONZ ds. prawa do zdrowia. A przyjechał nie z motywu osobistego zainteresowania sprawami zdrowia w Polsce, lecz na zaproszenie Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Pani Wanda Nowicka przy okazji zaproszenia poważnie oskarżyła nasz kraj, twierdząc, że „Polska nie wywiązuje się ze swoich międzynarodowych zobowiązań w zakresie przestrzegania prawa do zdrowia”. Czytając takie oskarżenie na temat nierespektowania prawa do zdrowia, można by pomyśleć, że pan Hunt będzie próbował wyjaśnić bolesny paradoks tkwiący w fakcie, że w Polsce choruje nawet sam minister zdrowia, a co dopiero szarzy obywatele, emeryci, renciści, bezrobotni, bezdomni, matki wychowujące liczne potomstwo, gdzie brakuje pieniędzy nie tylko na lekarstwo, ale nawet na normalny chleb z masłem i gdzie wiele dzieci żyje w stanie chronicznego niedożywienia. Ale nie, pan Hunt nie ma z tym nic wspólnego: on nie jest od tego normalnego zdrowia, on jest od „zdrowia reprodukcyjnego”, z tym, że według pana Hunta, nie jest czymś najważniejszym sama „reprodukcja”, lecz tak zwane zdrowie seksualne. Według pana Hunta i pani Nowickiej, ten problem „zdrowia seksualnego” dotyczy głównie kobiet (dlatego właśnie istnieje Federacja na rzecz Kobiet), tak jakby mężczyźni nie odczuwali potrzeby „zdrowia seksualnego”. Jest to więc problem dość zagadkowy, który uzyskuje nieco światła na podstawie dwóch szczegółów obecnych w notatce PAP. Otóż, po pierwsze – całe zaproszenie wystosowane do tak wysokiej osobistości ONZ-owskiej wynikło z obaw pani Nowickiej, że rząd polski może odwołać się od wyroku Trybunału w Strasburgu w sprawie Alicji Tysiąc, a które – jak wiadomo – złożył. Należało więc „zadziałać” i dlatego przyjechał do Polski pan Hunt „aż” z ONZ. Drugi szczegół pokazuje wyraźniej jeszcze, na czym polega sposób myślenia pani Nowickiej o „zdrowiu seksualnym”: polega on na tym, żeby każda kobieta miała prawo do zabicia dziecka, które się poczęło w jej łonie, co zalicza nie tylko do tak zwanych „świadczeń zdrowotnych”, ale także wymaga, aby takie „prawo” było wpisane w Konstytucję. Pani Nowicka uważa bowiem, że cała debata parlamentarna, która miała miejsce w kwietniu bieżącego roku, dotyczyła „możliwego wprowadzenia zakazu aborcji do Konstytucji”, tak jakby ówczesna dyskusja dotyczyła tego, czy w Konstytucji ma się znaleźć norma zezwalająca na aborcję, czy norma jej zakazująca. Tymczasem istota debaty toczyła się na zupełnie innym poziomie, który okazał się nieosiągalny dla pań z Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Chodziło o to, jaka jest natura prawa konstytucyjnego z punktu widzenia stosunku do życia osoby ludzkiej, której przysługuje fundamentalne prawo do bezwarunkowej ochrony prawnej i to właśnie na poziomie Konstytucji. Nie była to więc dyskusja na temat aborcji, lecz na temat istoty Konstytucji. Ale co się dziwić paniom z Federacji, skoro nawet niektórzy wysoko stojący politycy tego aspektu nie dostrzegli.
Jest czymś tragicznym, że dla pewnych kobiet cały problem „zdrowia seksualnego” zamyka się w dylemacie: „zabić – nie zabić”. Nastąpiło całkowite odwrócenie paradygmatu rzutującego na integralny system pojęć dotyczących relacji „człowiek – miłość – życie”. To, co w planie Bożym zostało pomyślane jako źródło życia, obecna cywilizacja zamieniła na laboratorium śmierci i to w imię kultu zdrowia. Co to za „świadczenia zdrowotne”, których istota polega na niszczeniu płodności zakodowanej genetycznie w osobie ludzkiej, aż do zabicia owocu łona kobiety? Co to za „planowanie rodziny”, które sprowadza się do planowego i systematycznego niszczenia ludzkiego wymiaru płodności wpisanego w małżeństwo? Co to za usługi „na rzecz kobiet” polegające na wepchnięciu kobiety w bagno antykoncepcji, sterylizacji i aborcji? Co jeszcze zostanie dla tych nieszczęśliwych kobiet, którym podstępnie przez perfidną filozofię „zdrowia reprodukcyjnego” zabrano wszystko, co mogło być podstawą dumy i radości kobiety stworzonej przez Boga jako kwiat niosący nadzieję życia? Działalność pani Wandy Nowickiej i jej Federacji powinna być uznana za przestępczą i przynoszącą hańbę Polsce, a nawet całej cywilizacji godnej tego miana.
Europa przeciw życiu
Interesujące informacje zawiera artykuł Samanthy Singson [4] na temat prób Parlamentu Europejskiego, aby do raportu na temat Milenijnych Celów Rozwoju wpisać wyraźnie, że jednym z elementów tego „rozwoju” jest oficjalna legalizacja i promocja aborcji. Jest to próba narzucenia dokumentom ONZ-towskim nieuprawnionej interpretacji wykraczającej poza właściwe znaczenie tekstu. Wiadomo – o czym pisał niejeden raz prof. Michel Schooyans – że różne agendy i organizacje działające w cieniu ONZ usiłują za osłoną tej organizacji uprawiać własną politykę, której celem jest – jak stwierdził Schooyans i o czym już pisałem – zniszczenie rodziny, co może pochodzić jedynie z inspiracji „księcia tego świata”.
To może być powód, dla którego pewne dokumenty ONZ nawet o bardzo szlachetnych tytułach mają w treści istotne braki wynikające z błędnej filozofii praw człowieka. Agencja Zenit przytoczyła krytykę jednego z takich dokumentów poświęconych ochronie osób niepełnosprawnych. Krytyka pochodzi od stowarzyszenia pod nazwą „Cristiani per servire”. Otóż okazuje się, że poza słusznymi sformułowaniami wymagającymi równego traktowania wszystkich osób bez względu na stan zdrowia w dokumencie znalazły się punkty odnoszące się do „reprodukcji” i „planowania rodziny” przewidujące promocję antykoncepcji, aborcji, politykę ograniczenia płodności także przez sterylizację, jak też zakłada się, że aktywność seksualna nie wymaga moralnej odpowiedzialności. Według opinii przewodniczącego owego stowarzyszenia, niektóre sformułowania nie wykluczają możliwości eksperymentów biomedycznych i praktyk eugenicznych. Stąd władze państwowe, promulgując taki dokument, powinny dołączyć własne przepisy wykonawcze, aby było oczywiste, że człowieka nie można traktować w sposób podobny do zwierząt. [5]
„Humanizm ewolucyjny”
Linda Kimball, pisarka, która zajmuje się analizą filozoficzną współczesnej kultury, zadaje sobie pytanie: „Czy Ameryka przeżyje epokę ewolucyjnego humanizmu?” [6]. Pytanie odnosi się konkretnie do Ameryki, ale merytorycznie obejmuje swoim zasięgiem także Europę, ponieważ dotyczy tego typu cywilizacji (dokładnie: humanizmu), który wywodzi się ze źródeł Oświecenia i jego prądów myślowych zbiegających się w pewnej syntezie, której jądrem krystalizacji jest socjalizm ewolucyjny. Jest to filozofia przeniknięta dogłębnie materializmem, który w miarę jak wyklucza odniesienie do transcendencji, przeobraża się w osobliwą postać religii immanentnej, w której człowiek, pod pretekstem afirmacji wolności, zostaje de facto sprowadzony do zera. Nie ma tu sposobu, aby przytoczyć całą plejadę autorów, którzy pracowali nad ugruntowaniem w kulturze zachodniej mitu człowieka, który zostaje konsekwentnie pochłonięty przez mit ewolucji. Przytoczę tylko niektóre idee rzucające światło na cały proces. Darwin w swojej „Autobiografii” napisał: „ktoś, kto odrzuca Boga, może jako zasadę życia upatrywać impulsy i instynkty, które uważa za silniejsze lub wydają mu się najlepsze” (Fatal Fruit, Tom DeRosa, p. 7). Inna myśl: „Gdyby istniała moralność wypisana gdzieś na niebie, lecz nie byłoby Boga, który by jej dawał autorytet, nie widzę racji, dla której mielibyśmy być jej posłuszni. Człowiek może i sam tworzy dla siebie prawo” (Understanding the Times, Dawid Noebel, s. 138-139). Inna myśl: „Człowiek musi być sprowadzony z poziomu duchowego na poziom animalny. Musi myśleć o sobie jako o zwierzęciu zdolnym do jedynie animalistycznych reakcji. On nie powinien myśleć o sobie jako istocie zdolnej do duchowego trwania lub do szlachectwa. Przez animalizację człowieka jego umysł może być poddany sterowaniu i zniewoleniu” (Russian Textbook on Psychopolitics; Degradation and Shock, Charter VIII). Darwin podobno także zapowiedział, że: „W którymś przyszłym okresie cywilizowana rasa ludzka zostanie niemal zupełnie wyniszczona i zastąpiona przez dzikie rasy, ponieważ człekokształtne małpy nie znikną” (The Descent of Man and Selection In Relation to Sex; II wyd., s. 183). Z przytoczonych tekstów (na czterech stronach drobnym drukiem) wynika, że cytowani myśliciele nie tylko szczerze wierzyli w „ewolucję”, która de facto jest degradacją i ponownym zejściem na pułap animalny, ale gorliwie pracowali nad tym, by ten proces dehumanizacji świata osiągnął swój „sukces”. Chyba nie brak w naszym świecie dowodów, że „humanizm ewolucyjny” jest totalną dehumanizacją świata.
Nadzieja: człowiek rodzący się
Żeby nie kończyć w atmosferze pesymizmu, rzućmy na nasz horyzont promień nadziei: są jeszcze na świecie rodziny, które są żywym świadectwem błogosławieństwa Bożego danego światu „na początku”. Oto w Arkansas, w Stanach Zjednoczonych, rodzina Duggarów przygotowuje się na przyjęcie, w lipcu, swojego 17. (słownie: siedemnastego) dziecka. Wszystkie panie z Federacji na rzecz… krzykną: horror, tragedia, przemoc, eksploatacja kobiety itd. Tymczasem rodzina oczekuje z radosnym napięciem tej chwili. Pani Duggar mówi, że czuje się świetnie w czasie tej ciąży, choć już nie jest tak młoda, pierwsze dziecko rodziła w wieku 21 lat. Pomimo upływu lat jest pełna energii. Mówi: „Wraz z każdym dzieckiem Pan Bóg dawał mi łaskę i siły, aby iść naprzód. Czuję się jak moje najstarsze, 20-letnie dziecko, choć zdaję sobie sprawę, że mój organizm już ma więcej niż 20 lat. Już nie mogę grać (w gry sportowe) tak intensywnie, jak zwykłam to robić kiedyś i staram się być nieco bardziej ostrożna”. Pani Duggar mówi o swoim mężu, że był członkiem Izby Reprezentantów USA i kandydatem do Senatu. Oboje z mężem każde nowe narodziny przeżywają jak prawdziwą przygodę, jako niespodziewaną nowość. Państwo Duggar mają swoją domową szkołę zajmującą powierzchnię 7 tys. stóp kwadratowych. Ponieważ małżonkowie widzą każde dziecko jako błogosławieństwo od Boga, pani Duggar twierdzi, że oboje pragną, o ile to będzie możliwe, przyjąć każde dziecko, które zostanie im dane. „Tak, rzeczywiście, naszym głębokim pragnieniem jest przyjmować dary i błogosławieństwa, których Bóg pragnie dla nas; kocham dzieci i nie wyobrażam sobie życia bez malucha raczkującego w domu”. Starsze dzieci uczestniczyły w ostatnim porodzie w szpitalu, a dwie dziewczynki marzą o pełnieniu roli położnej lub pielęgniarki. Chociaż już mają 16 dzieci, pani Duggar twierdzi, że każde dziecko jest tak różne (odmienne indywidualnie), że niekiedy czuje, iż prawie nic nie wie o rodzicielstwie. „Jestem matką z 17. dzieckiem „w drodze” i wielu ludzi sobie myśli: „o, wy już osiągnęliście pełną liczbę”. Ale ja się stale uczę i próbuję na nowo liczyć i to mi nie wychodzi”.
Ostatniego zdania nie potrafiłem dokładnie przetłumaczyć; ale domyślam się, że w wypowiedzi tej wspaniałej matki zawiera się świadomość pewnej dialektyki pojawiającej się na granicy matematycznej wielości i nieskończoności, dopominającej się o uznanie tajemnicy człowieka: każdego człowieka, który nie może być poddany tyranii matematyki. Osoba ludzka istnieje w wymiarze tajemnicy, czyli tego, co jedyne i niepowtarzalne, a zarazem uczestniczy w tym, co nieskończone i dlatego nie może być przedmiotem żadnej nauki obracającej się w zakresie tego, co wymierne. Tragedią tego „humanizmu”, o którym wspomniałem wyżej, jest to, że o tej prawdzie zapomniano i dlatego prawda o człowieku jest tam nieobecna.
1 Our Civilizations Suicide, MichNews, 3 maja 2007
2 Autor wypowiedzi: Archibald Alexander Hodge, 1887
3 Aborto, eutanasia e „il day after morale”, Zenit, 6 maja 2007
4 Parliamentarian Attacks New EU Report that promotes Abortion, MichNews, 21 czerwca 2007
5 Nessun limite al. diritto alla vita nella Conventione ONU sui diritti delle persone disabili. L?appello dell?associazione „Cristiani per servire”; Zenit, 19 czerwca 2007
6 Can America Survive Evolutionary Humanizm?, MichNews, 19 czerwca 2007
