Energię czerpał z modlitwy

SANTO SUBITO

Z ks. abp. Edwardem Nowakiem, wieloletnim sekretarzem Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W czym, zdaniem Księdza Arcybiskupa, przejawiała się niezwykłość Jana Pawła II?

– Moim zdaniem, opartym na doświadczeniu lat spędzonych w otoczeniu Sługi Bożego, była to ogromna otwartość na ludzi, których spotykał. W Rzymie jestem już ponad 45 lat. Przybyłem tu na studia w 1963 roku i miałem możność obserwować pontyfikaty: Jana XXIII, Pawła VI, Jana Pawła I, Jana Pawła II, a także obecny pontyfikat Benedykta XVI i muszę powiedzieć, że czas posługi Papieża Polaka był szczególny, wprost wyjątkowy. Jan Paweł II był całkowicie oddany Bogu, promieniował energią płynącą z modlitwy. Z tą Bożą energią wychodził do ludzi. Ta otwartość była akceptowana, ludzie się garnęli do Papieża. Poprzez małe gesty okazywał wielkie serce i wielką otwartość. W przypadku Jana Pawła II można mówić o charyzmacie komunikacji, porozumiewania się, co sprawiało, że ludzie do Niego lgnęli. Włosi, ale nie tylko oni z wielkim uczuciem wspominają Papieża Wojtyłę i to, jak potrafił ze wszystkimi rozmawiać. Przeżyłem to osobiście, można powiedzieć „na własnej skórze”. Od pierwszego spotkania z 1963 roku w Papieskim Kolegium Polskim, z okazji Soboru Watykańskiego II, kiedy zamieszkał na pierwszym piętrze budynku trzy pokoiki dalej od mojego mieszkania. Kilka razy codziennie przechodziliśmy obok siebie i za każdym razem było pozdrowienie, kilka słów i życzliwy uśmiech. Nie krępował, owszem, sam szukał ludzi.


Jan Paweł II był Papieżem, ale był przede wszystkim człowiekiem. Jakim był w prywatnych kontaktach?


– Przede wszystkim był człowiekiem o bardzo pogodnym usposobieniu. Miałem okazję wielokrotnie obserwować to podczas spotkań, np. w okresie Świąt Bożego Narodzenia. Po kolacji gasiło się światło, tylko choinka mieniła się kolorowymi światełkami, i wraz z siostrami prowadzącymi Dom Papieski rozpoczynaliśmy śpiew kolęd. I gdyby nie troska ks. Dziwisza o wypoczynek Papieża pewnie trwałoby to w nieskończoność. Każde takie spotkanie w papieskich apartamentach kończyło się kolędą „Oj Maluśki, Maluśki, Maluśki”. Ojciec Święty wstawał i wsparty na krześle, patrząc na poszczególne osoby siedzące przy stole, każdemu z osobna na poczekaniu wymyślał zwrotkę na melodię tej ludowej kolędy. Mam zapisane trzy takie osobiste kolędowe dedykacje Ojca Świętego. Żałuję, że nie zapamiętałem ich więcej. Jedna z nich powstała w kontekście przygotowań do beatyfikacji Ojca Pio, kiedy wszyscy w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych pracowaliśmy w wytężony sposób, by zakończyć proces. Brzmiała ona następująco: „Jak jo się pytam, jak jo się pytam o Ojca Pio, to Edziu Nowak, to Edziu Nowak mocno się wywijo”.


Wiele lat spędził Ksiądz Arcybiskup jako bliski współpracownik, a jednocześnie naoczny świadek życia i posługi Jana Pawła II. Kim dla Księdza osobiście pozostaje Sługa Boży?


– Był i wciąż jest punktem odniesienia w wielu sprawach. Osobiście wiele razy w zadumie, modlitwie zwracam się do Sługi Bożego, polecając Mu moje kłopoty, zmartwienia, trudne sprawy. To jest relacja opierająca się na dialogu, który wykracza poza grób, relacja, która wciąż trwa. Wierząc i ufając, że jest blisko Boga, można z Nim rozmawiać i polecać Mu sprawy i dylematy. Oczywiście oficjalnie to orędownictwo jest uznane przez Kościół dopiero w momencie beatyfikacji i kanonizacji. Ono musi być obecne już wcześniej, bo świadectwa poszczególnych ludzi dotyczące właśnie tego orędownictwa są warunkiem beatyfikacji.


Papież za przykład i wzór doskonałości chrześcijańskiej stawiał nam rzesze nowych świętych. Dlaczego ten kierunek był tak ważny dla Ojca Świętego?


– Ojcu Świętemu zależało, aby całemu światu pokazać, że także dzisiaj świętość jest możliwa do osiągnięcia w każdych warunkach i że każdy jest do niej powołany. Jan Paweł II pokazywał nam na każdym kroku, że świętość to nie jest przywilej średniowiecza, ale stan aktualnie i absolutnie możliwy do osiągnięcia w naszych czasach. Można być świętym przez wierność Ewangelii, Bożym przykazaniom i poprzez naśladowanie świętych, którzy niejednokrotnie żyli obok nas, w określonych warunkach, krajach, na różnych kontynentach w naszych czasach. Ojcu Świętemu chodziło o umocnienie chrześcijaństwa na każdym kontynencie przez pokazanie postaci, które w danych warunkach czy kulturze mogły wspiąć się na wyżyny chrześcijańskiej doskonałości.

Patrząc z perspektywy czasu, co z nauki naszego Papieża powinniśmy zapamiętać?

– Ojciec Święty dotykał wielu rzeczy, ale myślę, że to, co nam pozostawił i co zawsze będzie aktualne, to stosunek do Pana Boga i to, o czym już wspomniałem, a mianowicie stosunek do drugiego człowieka. Jan Paweł II pokazał nam, jak z modlitwy czerpać siły i motywację, by jak najlepiej traktować innych. To nic innego, jak miłość do drugiego człowieka.


Bóg zapłać za rozmowę.
drukuj