„Duch” odsiedzi jeszcze 19 lat

Międzynarodowy trybunał sądzący zbrodnie popełnione w Kambodży przez reżim
Czerwonych Khmerów skazał wczoraj Kainga Gueka Eava, znanego jako "Duch",
jednego z ich przywódców i byłego szefa więzienia-katowni, na 35 lat więzienia.
Na poczet kary zaliczono mu 16 lat, jakie do tej pory spędził w więzieniu.
Obywatele Kambodży, którzy domagali się dożywocia dla "Ducha", wyrok ten uznali
za "zwykłą kpinę".

Wyrok w sprawie "Ducha" jest pierwszym wydanym przez trybunał, który swoje prace
oficjalnie rozpoczął w lipcu 2006 roku. Transmisję telewizyjną z ogłoszenia
werdyktu w domach i kawiarniach oglądały tysiące ludzi.
Wspierany przez ONZ trybunał w Phnom Penh, w którym zasiadają sędziowie i
eksperci z różnych krajów, uznał, że "Duch" jako szef więzienia Tuol Sleng,
zwanego też S-21, przyczynił się do śmierci 14 tys. ludzi. Za morderstwa,
tortury i zbrodnie przeciwko ludzkości 67-letni były nauczyciel pozostanie za
kratkami jeszcze 19 lat, ponieważ trybunał zaliczył mu na poczet kary 16 lat,
które już spędził w więzieniu. Tym samym wyrok był mniejszy niż maksymalna kara
40 lat więzienia, jakiej domagał się oskarżyciel. Oburzenia w związku z wyrokiem
nie kryją obywatele Kambodży, a zwłaszcza rodziny ofiar, które domagały się dla
okrutnego kata dożywocia. – Nie ma żadnej sprawiedliwości. Chciałem dożywocia
dla "Ducha" – podkreślił z płaczem 47-letni Hong Sovath, którego ojca zabito w
więzieniu. – Mieliśmy nadzieję, że ten trybunał zdecydowanie uderzy w
bezkarność, jeśli jednak zabiłeś 14 tys. ludzi i odsiedzisz zaledwie 19 lat,
czyli 11 godzin za każdego zabitego człowieka, to co to jest? To jest jakiś żart
– podkreśla w rozmowie z agencją Reutera Theary Seng, którego ojciec także
został zabity w S-21. Trybunał natomiast tłumaczy, że nie zdecydował się na
dożywocie z kilku powodów, m.in. dlatego, że skazany "wyraził skruchę i
współpracował z sądem", oraz że przyszło mu żyć pod takimi, a nie innymi
rządami. – Trybunał zdecydował, że są to znaczące przesłanki dla złagodzenia
wyroku – podkreślił jeden z sędziów.
W trakcie rozprawy "Duch" przyznał, że nadzorował tortury i zabójstwa w
kierowanym przez siebie więzieniu Tuol Sleng. Twierdził jednak, że wykonywał
jedynie rozkazy, działał jako "posłuszna maszyna". – Musiałem zabić albo
zostałbym zabity – zeznawał.
Obywatele Kambodży, komentując ponadośmiomiesięczny proces "Ducha" i ostateczny
wyrok w jego sprawie, podkreślają z oburzeniem, że trybunał, który do tej pory
wydał ponad 78 mln USD, przez tyle lat osądził zaledwie jednego mordercę.
Rodziny ofiar boją się, że przy takim trybie postępowania osoby odpowiedzialne
za tę największą w kraju tragedię unikną kary, gdyż umrą jeszcze przed
zobaczeniem sali sądowej. Część ekspertów podkreśla, że winę za powolną pracę
sądu ponosi nie tyle nadmierna biurokracja, ile potężny, jednopartyjny rząd,
który nigdy w pełni nie poparł trybunału i który historycznie powiązany jest z
Czerwonymi Khmerami. Wielu aktywistów tamtego reżimu zajmuje obecnie wysokie
stanowiska w rządzie i – jak zaznaczają eksperci – z pewnością robią oni
wszystko, aby ograniczyć zakres przyszłych działań trybunału.
Czerwoni Khmerzy opanowali Kambodżę w 1975 roku. Mieszkańców miast wypędzili na
wieś, a kraj zamienili w wielki obóz koncentracyjny. Do końca lat 70., gdy do
Kambodży wkroczyły wietnamskie wojska, w wyniku zbrodni Czerwonych Khmerów, z
głodu, chorób i wycieńczenia zginęła prawie jedna czwarta ludności tego kraju,
czyli ok. 2 mln obywateli. Po śmierci w 1998 r. Pol Pota, głównego przywódcy
Czerwonych Khmerów, pozostali członkowie ugrupowania złożyli broń i formalnie
poddali się władzom.

Marta Ziarnik, Reuters, PAP

drukuj