Dotacja na biznes antykoncepcyjny

Z prof. dr. hab. n. med. Bogdanem Chazanem, dyrektorem Szpitala
Ginekologiczno-Położniczego im. Świętej Rodziny w Warszawie, przewodniczącym
Rady Fundacji MaterCare International, rozmawia Mariusz Kamieniecki
.

Z nowej listy leków refundowanych zniknęła część medykamentów
ratujących ludzkie życie, natomiast budżet wciąż dokłada do antykoncepcji
hormonalnej…

– Tak rzeczywiście jest i szkoda, że to się dzieje. Pieniądze podatników, które
są przeznaczone na opiekę zdrowotną, mają chronić ludzkie życie i zdrowie,
pomagać chorym i cierpiącym i nie ma tu dyskusji. Natomiast wydawanie środków
publicznych, żeby w taki lub inny sposób ochraniać czy też wspierać
nieodpowiedzialne zachowania seksualne, jest nieporozumieniem. Człowiek ma wolną
wolę, ma również rozum i powinien zdawać sobie sprawę z tego, że stosunek
płciowy nierzadko łączy się z poczęciem dziecka. Wyprodukowane zostały preparaty
farmakologiczne, których stosowanie pozwala uniknąć ciąży, zakładane są do
macicy w tym samym celu kawałki plastiku owinięte miedzianym drutem. Cena, jaką
płacą kobiety za ten "postęp", jest czasem wysoka. Płaci też całe społeczeństwo,
ponieważ pośrednio prowadzi to do coraz trudniejszej sytuacji demograficznej w
Polsce. Odkładanie poczęcia na późniejsze lata życia to jedna z najczęstszych
przyczyn niepłodności. Tak więc najpierw wydajemy pieniądze podatników, by
odłożyć u kobiet ciążę na później, a potem mamy znowu jako społeczeństwo płacić
za leczenie konsekwencji zdrowotnych takiego postępowania.

Preparaty antykoncepcyjne mają w medycynie także inne zastosowania.
– Rzeczywiście środki antykoncepcyjne są obecnie zalecane do stosowania w wielu
problemach ginekologicznych, chociażby takich jak nieregularny cykl
miesiączkowy, bolesne miesiączkowanie czy endometrioza. Rzecz polega tylko na
tym, że stosowanie tego typu preparatów najczęściej nie jest przyczynowym
leczeniem problemu, lecz w dużej mierze służy jedynie usuwaniu objawów, podczas
gdy problem pozostaje nierozwiązany. W leczeniu stosowane są też progestageny,
jeden ze składników środków antykoncepcyjnych. Także estrogeny – drugi składnik
dwuskładnikowych hormonalnych środków antykoncepcyjnych, są stosowane np. do
hormonalnej terapii zastępczej u kobiet w okresie menopauzalnym czy po
menopauzie. Zarówno progestageny, jak i estrogeny mają szerokie zastosowanie w
ginekologii. Ale te same lub podobne związki chemiczne w innej kombinacji
preparatu, dawki i czasu stosowania mogą spowodować efekt antykoncepcyjny czy
przeciwdziałać zagnieżdżeniu zarodka w macicy matki. Moralna ocena zależy od
intencji. Jeżeli intencją lekarza i intencją kobiety jest wyłącznie leczenie
poważnej choroby ginekologicznej, a nie przeciwdziałanie zapłodnieniu, to
prawdopodobnie nie ma w tym nic złego. W każdym przypadku pacjentka musi być
jednak poinformowana przez lekarza o mechanizmie działania preparatu i to do
niej należy decyzja, czy stosować dany lek, czy też nie. W każdym razie sprawa
jest bardziej skomplikowana, niż się na ogół myśli.

Jaka jest zależność między stosowaniem antykoncepcji a liczbą aborcji?
– Dane z publikacji naukowych oparte na informacjach z niektórych krajów mówią,
że zwiększenie częstości stosowania środków antykoncepcyjnych w danym kraju czy
na danym obszarze nie spowodowało zmniejszenia liczby aborcji, a wręcz
przeciwnie – czasem doprowadzało do zwiększenia jej częstości. Kiedy środek
antykoncepcyjny zawodzi, a to się przecież zdarza, wówczas sama motywacja do
stosowania antykoncepcji, jak również ich podejście do spraw płci i nowego życia
podsuwa użytkownikom środków antykoncepcyjnych jako rozwiązanie aborcję. Zatem
niepowodzenie antykoncepcji w wyniku bądź to niewłaściwego stosowania, bądź
nieprecyzyjnego mechanizmu działania, bo przecież nie są to środki skuteczne w
stu procentach, powoduje, że w przypadku poczęcia dziecka aborcja jawi się jako
właściwe wyjście. Wyjście niejako pasujące do powodów zastosowania
antykoncepcji, odpowiednie do pewnego klimatu, pojmowania życia czy systemu
wartości.

Często słyszy się, że od środków antykoncepcyjnych w dzisiejszych
czasach nie ma odwrotu. Rzeczywiście tak jest?

– Odpowiedź na to pytanie nie jest wcale łatwa. Jeżeli spojrzeć na ten problem
od strony masowości stosowania antykoncepcji i jak bardzo środki tego typu
wpłynęły na życie i mentalność ludzi, na małżeństwo, na rodzinę, na sytuację w
zakresie demografii – to wydawałoby się, że rzeczywiście od antykoncepcji nie ma
odwrotu. Jednak prędzej niż później dojdzie do powszechnego obudzenia i
spojrzenia na tę sprawę w bardziej przytomny i ludzki sposób – i zrozumienia, że
stosowanie tego typu środków nie godzi się z wizją człowieka jako osoby, że nie
jest też zgodne z imperatywem poszanowania życia ludzkiego od momentu poczęcia.
Podobnie jak niektórzy uważają, że in vitro zakończy swoją erę, tak samo
antykoncepcja również zostanie porzucona. Zanim to jednak nastąpi, konieczna
jest przemiana sposobu i racjonalizacja myślenia. Mam nadzieję, że ludzie zaczną
wreszcie myśleć w sposób bardziej rozumny, że dojdą do wniosku, że tak dalej być
nie może, że stosowanie tzw. środków antykoncepcyjnych nie służy dobrze zarówno
losom ludzkim w aspekcie indywidualnym, losom rodzin, jak i losom całych
społeczeństw. Warto tu powiedzieć jeszcze raz, że z jednej strony państwo
funduje środki antykoncepcyjne, a z drugiej, kiedy w swoim czasie powstał
program działania Krajowego Zespołu Promocji Naturalnego Planowania Rodziny, to
ostatecznie nie uzyskał on finansowania, a sam Zespół został zlikwidowany.

Mógłby Pan przypomnieć bliżej tę inicjatywę?
– Program został przygotowany w porozumieniu z Ministerstwem Zdrowia kilka lat
temu. Przekazałem do resortu zarówno proponowany skład Zespołu, jak i program,
który miał być realizowany. Ale w końcu został odrzucony. Sadzę, że przyczyniła
się do tego postawa niektórych mediów.

Jaki był cel programu?
– Program zakładał m.in. dofinansowanie organizacji, które zajmują się edukacją
ludzi młodych, działalności poradni naturalnego planowania rodziny, pomocy
edukacyjnych. W planach było również finansowanie ośrodka edukacyjnego, który
miał powstać. Program ten mógłby być realizowany z powodzeniem także dzisiaj –
oczywiście po uprzedniej modyfikacji. Pojawiła się np. naprotechnologia jako
naturalna metoda diagnostyki leczenia niepłodności, która stanowi alternatywę
dla sztucznego zapłodnienia in vitro i która także zawiera elementy edukacyjne.
Nie jest ważne, czy będziemy stosować wśród metod naturalnego planowania rodziny
metodę Creightona zawartą w metodzie naprotechnologii, czy metody Billingsów,
czy metodę wielowskaźnikową, to można uznać za sprawę wtórną. Chodzi o to, żeby
osoby, rodziny, małżeństwa, które nie akceptują antykoncepcji, a jednocześnie z
ważnych powodów chciałyby kontrolować powiększanie swojej rodziny, miały do tego
odpowiednie, nieszkodliwe i skuteczne narzędzie. Co również istotne, koszty
promocji naturalnego planowania rodziny nie byłyby duże, za to efekt bardzo
korzystny dla całego społeczeństwa. Wszystko po to, żeby pomóc zwłaszcza młodemu
pokoleniu, które dopiero wchodzi w życie i jest zainteresowane budzącą się
płodnością. Takim ludziom trzeba przekazać wiedzę, podsunąć odpowiednie
rozwiązania, które będą mogli stosować w momencie, kiedy rozpoczną życie
małżeńskie. Ci ludzie mają do tego prawo. Z pewnością istnieje alternatywa dla
antykoncepcji.

Dlaczego promowanie naturalnych metod planowania rodziny wciąż nie jest
codziennością?

– Lekarze ginekolodzy mają duży wpływ na swoje pacjentki i nie informują ich o
metodach naturalnego planowania rodziny, chociaż mają taki obowiązek. Zwykle
mało o nich wiedzą, polskie podręczniki ginekologii niewiele o tym piszą – w
przeciwieństwie do zagranicznych. Porada dotycząca planowania rodziny nie
powinna być dyrektywna. Lekarz ma obowiązek informowania pacjentki o
wczesnoporonnym mechanizmie działania środków "antykoncepcyjnych" i tego zwykle
też nie robi. Natomiast producenci środków antykoncepcyjnych bardzo dbają o swój
biznes, bez ich finansowego wsparcia nie mogą się odbywać konferencje naukowe.
Ich reklamy znajdują się w prawie wszystkich naukowych czasopismach. Nierzadko
też "zdobią" ściany poradni dla kobiet – tam gdzie powinno się promować zdrowie
kobiety.

Dziękuję za rozmowę.

 

drukuj