BOR ochraniał trzy ciała
Z mjr. Dariuszem Aleksandrowiczem, rzecznikiem prasowym Biura Ochrony
Rządu, rozmawia Karolina Goździewska z TV Trwam
Funkcjonariusze BOR byli pierwsi na miejscu katastrofy prezydenckiego
Tu-154M 10 kwietnia w Smoleńsku?
– Byli jako jedni z pierwszych.
Może nie pierwsi, ale jako jedni z pierwszych. Szkoda, że nie udało się
porozmawiać o tym artykule [„Naszego Dziennika” – przyp. red.], bo to nie jest
zły artykuł, tylko są w nim pewne nieścisłości. Oficerowie nie musieli używać
broni. Poza tym nie zostali zawieszeni, wręcz przeciwnie – ich zachowanie
zostało dostrzeżone i zyskali uznanie kierownictwa i kolegów. Normalnie pracują,
nie są w żaden sposób zawieszeni ani ukarani.
Na miejscu tragedii oficerowie byli przed Rosjanami czy Rosjanie
pojawili się pierwsi?
– To są szczegóły, o których ze względu na
dobro śledztwa nie mogę mówić.
Funkcjonariusze BOR byli na miejscu przed pojawieniem się dźwięku
syren, jak to wyglądało technicznie?
– Ze względu na dobro śledztwa
nie mogę o tym mówić.
Jeśli oficerowie zostaną wezwani przez komisję sejmową, odpowiedzą na
pytania dotyczące tej akcji?
– Ależ oczywiście. Przed każdą komisją
są w stanie udzielić pełnych informacji, jakie tylko posiadają, zgodnie z ich
wiedzą, doświadczeniem i stanem faktycznym. W żaden sposób nie zasłaniają się
tajemnicą czy innymi procedurami, wręcz przeciwnie – stają na każde wezwanie
każdej komisji prowadzącej ich postępowanie.
Pan minister Jerzy Miller mówił w wywiadzie o trzech ciałach, które
ochraniali funkcjonariusze BOR.
– To mogę potwierdzić, to były trzy
ciała, w pierwszej kolejności.
Dziękuję za rozmowę.
