Bogaci w autentyczną mądrość

Z prof. dr. hab. inż. Januszem Kaweckim, kierownikiem Katedry Statyki i Dynamiki Budowli oraz dyrektorem Instytutu Mechaniki Budowli Politechniki Krakowskiej, członkiem Rady Naukowej Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Katarzyna Cegielska

Rozpoczynający się rok akademicki skłania do spojrzenia w przyszłość. Jak Pan Profesor ocenia sytuację finansową szkolnictwa wyższego?

– Trzeba zauważyć wyraźnie postępującą w ostatnich latach poprawę stanu wyposażenia aparaturowego uczelni, zarówno laboratoriów dydaktycznych, jak i badawczych. Niektóre z nich uzyskują prawo do używania znaku Polskiego Centrum Akredytacji laboratoriów badawczych. Zdecydowanie gorzej jest z wynagrodzeniami pracowników uczelni. I chociaż rozpiętość tzw. widełek przypisanych poszczególnym stanowiskom jest coraz większa, to wynagrodzenie sytuuje się bliżej dolnej granicy tych widełek.

Spójrzmy jeszcze na kadrę – jakie są w tym zakresie perspektywy? Formalnie rzecz biorąc, sytuacja jest dobra. Ostatnio analizowałem uprawnienia wydziałów do nadawania stopni naukowych doktora i doktora habilitowanego w budownictwie. Wydziały na politechnikach kształcące w tej dziedzinie mają prawo do nadawania stopnia doktora, a wiele z nich legitymuje się również tym drugim uprawnieniem. Od posiadanych przywilejów ważniejszy jest poziom prac naukowych składanych w trakcie starań o stopnie naukowe. W wielu dyscyplinach naukowych zauważa się obniżenie tego poziomu. Szczególnie dotyczy to rozpraw doktorskich, w których często rozważa się bardzo wąskie problemy, a sposób ich prezentacji świadczy o niewystarczającym opanowaniu przez kandydata warsztatu badawczego. Przeniesienie uprawnień do nadawania stopnia naukowego doktora habilitowanego do rad wydziałów stwarza warunki do obniżania poziomu wymagań.

Od kilku lat maturzyści „uciekają” od studiowania kierunków technicznych. Podejmuje się próby zaradzenia temu zjawisku przez dopłacanie do kierunków technicznych, ale tylko na wybranych uczelniach. Czy obecna forma się sprawdzi?

– Wśród przyczyn zmniejszania się liczby studentów na kierunkach technicznych chciałbym wymienić słabe przygotowanie większości maturzystów z matematyki. A przecież na studiach technicznych jest to wiedza fundamentalna. Zdarza się, że studenci przyjęci na kierunki techniczne mają na pierwszym roku dodatkowe ćwiczenia z matematyki i realizują program szkoły średniej, aby móc w pełni uczestniczyć w zajęciach kursowych. Ponadto warto zauważyć, że oferta kształcenia na kierunkach nietechnicznych jest obszerniejsza zarówno w szkołach publicznych, jak i niepublicznych. Szkoły niepubliczne uruchamiają głównie te kierunki techniczne, które łączą się z informatyką. Wówczas stosunkowo łatwo jest skompletować wyposażenie laboratoriów dydaktycznych, gdzie odbywają się niektóre zajęcia, i to już na studiach pierwszego stopnia. W przypadku innych kierunków kształcenia wymagania dotyczące wyposażenia laboratoriów są trudniejsze do realizacji, znacznie bardziej kosztowne. Nawet to świadczy dobitnie o potrzebie takiego oddziaływania na kandydatów, aby zechcieli kierować swe zainteresowania ku studiom technicznym. Ministerstwo zastosowało w tym zakresie rozwiązania ekonomiczne, m.in. wprowadzając dopłaty do studiów na wybranych kierunkach oraz podnosząc pulę stypendiów. O tym, czy taka formuła przyniesie oczekiwane efekty, przekonamy się po kilku latach. Warto jednak postarać się o zwiększenie zainteresowania maturzystów studiami technicznymi.

A co z kierunkami humanistycznymi? Rozumiem, że rozwój technologii jest obecnie bardzo ważny, ale cóż jest wart, jeśli nie idzie w parze z rozwojem humanistyki i z rozwojem osobowym każdego młodego człowieka?

– Inicjatywa, o której mówiłem, ma jedynie zwiększyć zainteresowanie kształceniem na niektórych kierunkach technicznych, tzn. na takich, gdzie odczuwany jest brak osób z wyższym wykształceniem. Do podejmowania tego rodzaju działań jest zobligowany rząd na mocy obowiązującej ustawy prawo o szkolnictwie wyższym. Co do kształcenia humanistów, to trzeba wyraźnie stwierdzić, że w Polsce potrzebni są zarówno dobrze wykształceni inżynierowie, jak i humaniści. Jedni i drudzy powinni być tak formowani na uczelniach, aby byli nie tylko kompetentnymi specjalistami w swych dziedzinach, lecz także wykazywali się autentyczną mądrością.

Minister Barbara Kudrycka projektuje konsolidację uczelni niepublicznych. Jak Pan Profesor ocenia ten zamiar?

– W historii były już różne okresy. Kiedyś przekonywano, że „małe jest piękne”, a duże jednostki organizacyjne dzielono. Następnie propagowano hasło: „Tylko duzi i silni coś znaczą”. I znowu, jak na komendę, następowało łączenie małych jednostek w wielkie. Tak było z przedsiębiorstwami, a teraz może dotyczyć to także uczelni. Wiadomo jednak, że najgorsze są w tych sprawach „działania na hasło”, często spowodowane względami ekonomicznymi ujmowanymi w różne algorytmy. Na ogół przynosi to opłakane skutki. Jeśli jednak połączenia wynikają z dobrego rozpoznania wszystkich argumentów za i przeciw, a ponadto nie są narzucane odgórnie, to mogą być korzystne dla środowisk, których dotyczą. Prawo powinno umożliwiać takie działania, ale nie może ich wymuszać. Co do uczelni i przywołanej przez panią propozycji zapisania w ustawie możliwości ich konsolidacji, to w przedstawionym projekcie założeń do nowelizacji ustawy są zapisy – moim zdaniem – za daleko idące. Ma być bowiem dopuszczona nawet tzw. konsolidacja niepubliczna, która dotyczyłaby uczelni publicznych i niepublicznych, a w jej wyniku będą mogły powstawać uczelnie niepubliczne. Tu przede wszystkim należy doszukiwać się zagrożeń. Nawet fakt, że taka perspektywa nie będzie obejmowała uniwersytetów, nie zmniejsza moich obaw. Czyżby więc miało dojść do doposażenia uczelni niepublicznych znacznym majątkiem politechnik?

Panie Profesorze, minęło 8 lat od dnia, kiedy Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu uzyskała prawo do prowadzenia studiów – najpierw dziennikarskich i politologicznych na poziomie I stopnia, a potem także studiów politologicznych II stopnia oraz studiów informatycznych i kulturoznawczych I stopnia. Do tego dochodzi cała gama studiów podyplomowych, kursów oraz nauczanie na odległość. To dużo czy mało, jak na tak krótki czas jej funkcjonowania?

– Od samego początku istnienia Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu jej założyciel i władze zadziwiają aktywnością w podejmowaniu wielu inicjatyw, a także w twórczym ich realizowaniu. Wspomniane projekty zostały wprowadzone w życie po pierwsze dzięki pozyskaniu kadry naukowo-dydaktycznej dla uczelni. Chodzi tu nie tylko o ludzi, którzy formalnie tworzą minimum kadrowe, lecz także o tych, którzy są związani z uczelnią i współtworzą klimat sprzyjający kształceniu i wychowywaniu przyszłej polskiej inteligencji. Ambicją szkoły jest stworzenie bazy dydaktyczno-naukowej oraz szczególna dbałość o warunki mieszkaniowe dla studentów. Przede wszystkim chodzi o całościowe ujęcie procesu edukacyjnego. I w tym zakresie WSKSiM w Toruniu jest dla wielu innych uczelni niepublicznych w Polsce niedoścignionym wzorem. Mam możliwość przy okazji różnych wizyt w Toruniu spojrzeć na tę uczelnię z bliska i obserwować realizowany w niej proces dydaktyczny, cieszyć się z organizowanych w niej seminariów specjalistycznych i konferencji. Szkoda, że rozwój ten nie jest popierany przez władze odpowiedzialne za szkolnictwo wyższe w Polsce. Co gorsza, uczelnia nieustannie boryka się z przeszkodami sztucznie przez nie stwarzanymi. W ostatnich latach takich ograniczeń było na tyle dużo, że zostały one zauważone przez inne środowiska akademickie w Polsce, które wspólnie występowały w obronie dyskryminowanej uczelni. Myślę, że owe trudności nie tylko nie osłabiły ducha uczelni, lecz także włączyły wiele środowisk do współodpowiedzialności za tę szkołę. Zapewne władze WSKSiM również to dostrzegają.

W tym roku WSKSiM pierwszy raz wzięła udział w rankingu „Perspektyw” i od razu zajęła wysokie 21. miejsce w Polsce i 1. w regionie wśród niepaństwowych szkół wyższych magisterskich. Renoma niewątpliwie przyciąga młodych, wpływa na wybór właśnie tej uczelni.

– Zaraz po opublikowaniu tego rankingu wiele osób spoza uczelni przekazywało środowisku WSKSiM wyrazy uznania. Ja też to zrobiłem. Teraz, przy okazji naszej rozmowy, ponawiam gratulacje słowami wieszcza: „Jeśli raz z biegnących dobyłeś się tłoku, pod karą wiecznej hańby nie cofajże kroku”.

W mijającym roku akademickim WSKSiM przeszła po raz drugi w historii swojego istnienia wizytację Państwowej Komisji Akredytacyjnej na kierunkach dziennikarstwo i komunikacja społeczna oraz na studiach politologicznych – w tym magisterskich. Nie dość, że uczelnia została oceniona pozytywnie, to akredytacja została wydana na możliwie najdłuższy z możliwych okres 5 lat. Czy jako ekspert PKA mógłby Pan Profesor powiedzieć, co oznacza taka decyzja dla uczelni oraz studentów i kandydatów, którzy zastanawiają się, czy warto podjąć naukę w WSKSiM?

– W latach 1993-1996 byłem członkiem Prezydium Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego i do moich zadań należało opracowywanie i wdrażanie systemu oceny jakości kształcenia w uczelniach. Były to prace pionierskie, mające na celu zaangażowanie środowisk akademickich w opracowanie obiektywnych kryteriów oceny jakości kształcenia. Parę lat później do ustawy wpisana została instytucja Państwowej Komisji Akredytacyjnej. Obecnie trwa jej trzecia kadencja. Od początku byłem przekonany o potrzebie istnienia takiego organu. Wynik kontroli kształcenia prowadzonego w WSKSiM w Toruniu jedynie potwierdza opinie wyrażane przez tych, którzy znają tę uczelnię z autopsji. Moją wypowiedź pragnę zakończyć słowami wieszcza, które odnoszą się do osób związanych z uczelnią: „I tym się nawet zniża, że wyżej nie sięga”. Życzę więc coraz wyżej podnoszonej poprzeczki i jej pokonywania. Szczęść Wam Boże!

Dziękuję za rozmowę.

drukuj