Białorusini nie wierzą w demokrację

Z prof. dr. hab. Zdzisławem Julianem Winnickim, zastępcą dyrektora
Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, rozmawia Marek
Zygmunt

Alaksandr Łukaszenka zapewniał ministra spraw zagranicznych Radosława
Sikorskiego podczas spotkania w Mińsku, że zaplanowane na 19 grudnia br. wybory
prezydenckie spełnią demokratyczne standardy.

– Tamtejszy system polityczny, w tym standardy, o jakie pan pyta, mają swoją
specyfikę związaną ze stanem świadomości narodowo-obywatelskiej, która wynika z
zaszłości postsowieckich, struktury społecznej oraz determinant cywilizacyjnych.
Tam nadal władza jest postrzegana jako swoiste "sacrum", któremu należy się
szacunek, a zatem i poparcie. Dotyczy to zwłaszcza tzw. Białorusi
wiejsko-kołchozowej oraz szerzej – wschodniej. Na zachodzie kraju, a zatem w
obszarze silnych tradycji cywilizacji zachodniej (Polacy, katolicy), jest
inaczej. Przeciętnemu Białorusinowi demokracja kojarzy się z "bałaganem", który
może zakłócić minimum egzystencji, jakie aktualnie posiada. Poza tym Białoruś
nie zna współczesnego modelu demokratycznego, bo praktycznie nigdy w nim nie
funkcjonowała. Do standardów europejskich nie można więc wtłaczać tutejszej
tradycji, trzeba czekać, aż Białorusini opowiedzą się za jedną z możliwych
orientacji: prorosyjską albo proeuropejską. Dobrze więc będzie, gdy na obecnym
etapie opozycja uzyska nieskrępowany dostęp do udziału w wyborach, a komisje
wyborcze będą rzetelnie liczyły wyniki głosowania.

Polska jako sąsiad Białorusi powinna być zainteresowana tym, by kraj ten
przestrzegał m.in. prawo międzynarodowe. Jakie działania powinna podjąć nasza
dyplomacja?

– Polska, w przeciwieństwie do większości krajów UE, zachowuje powściągliwość w
metodach wpływania na reżim. W Polsce wiemy znacznie więcej o mentalności i
tradycyjnych zaszłościach w tamtym regionie. Mamy także historyczne (kulturowe)
i współczesne (polska mniejszość narodowa oraz bezpieczeństwo, stabilizacja w
regionie) interesy na tym obszarze, co w szczególności przejawia się w trosce o
to, by Białoruś utrwaliła swą suwerenność. Powinniśmy przekonywać Białorusinów o
takim właśnie stanowisku RP. W obrębie historycznej Rzeczypospolitej Białorusini
żyli już razem z nami w systemie wartości zachodnich. Trzeba o tym przypominać i
zwalczać jednocześnie narosłe w okresie zaborów i za czasów sowieckich
białoruskie kompleksy antypolskie. Wizyta polskiego ministra spraw zagranicznych
i wznowiony dialog z władzami Białorusi to dobry krok. Ten dialog należy
konsekwentnie kontynuować.

O tym, że prawa mniejszości polskiej nie są w tym kraju przestrzegane, wiemy
doskonale chociażby na przykładzie nieuznawania Związku Polaków na Białorusi i
sytuacji Domu Polskiego w Iwieńcu…

– W związku z rozpoczętym dialogiem na najwyższym szczeblu należy
zintensyfikować działania komisji polsko-białoruskiej ds. "problemów trudnych",
w tym w szczególności sytuacji ZPB. Minister Sikorski chyba to rozumie, gdyż
właśnie to on już trzy lata temu był o krok od uzyskania kompromisu, notabene
zaproponowanego przez władze białoruskie. Sprawa "zjednoczenia" ZPB upadła po
przeciekach do prasy polskiej i wskutek stanowiska tzw. nieprzejednanych.
Obecnie działacze ZPB lansują projekt zalegalizowania swojej organizacji obok
ZPB prorządowego. To błędna koncepcja, bo jej konsekwencją będzie ostateczna
utrata 18 Domów Polskich, bez których trudno sobie wyobrazić pracę
kulturalno-społeczną w terenie. Potrzebny jest kompromis, a w razie wspomnianej
legalizacji podział majątku (Domów Polskich). Lepszym rozwiązaniem byłoby tzw.
nowe otwarcie, czyli nadzorowany przez obserwatorów, np. "Wspólnotę Polską",
wspólny zjazd ZPB w myśl modnej obecnie koncepcji pojednania. Ciekawą propozycję
w tej sprawie przedstawił w czerwcu br. na konferencji naukowej w Białymstoku
pierwszy prezes ZPB dr Tadeusz Gawin. Warto zainteresować się tą koncepcją.
Konieczne jest także, by politycy zajmujący się tymi kwestiami zasięgali opinii
badaczy problematyki, a nie ograniczali się tylko do grona "walczących" – w
słusznej co prawda sprawie, ale nieskutecznymi metodami. Czas biegnie, a liczba
świadomych Polaków w Republice Białorusi topnieje w oczach. To oni przecież są w
tej rozgrywce najważniejsi, a nie takie czy inne zarządy.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj