„Biada światu dla zgorszenia…” (Mt 18, 7)
Już
dotknąłem tego zagadnienia w artykule krytykującym niesprawiedliwych sędziów,
skazujących szlachetnego człowieka za prawdę ("Nasz Dziennik", 14-15.06.2006).
Jednak nie tylko pewne zacne osoby, proszące, by wrócić do tematu, lecz także "coś" każe
mi jeszcze raz zabrać głos w sprawie żywotnej dla Narodu. Pragnę przede wszystkim
zauważyć, że konkretne wydarzenie, w którym ktoś czuje się "zgorszony" (nie
wchodząc na razie w ocenę moralną jednej czy drugiej strony), zawiera w sobie
głęboki sens antropologiczny, względnie ujawnia ten sens poprzez samą treść
przykrego doświadczenia.
Doświadczenie zła
Wskażmy na elementarną strukturę tego doświadczenia: osobnik "A" dokonuje
jakiegoś czynu złego, osobnik "B" czuje się tym wewnętrznie dotknięty,
niekiedy głęboko zraniony. I ten ból wewnętrzny jest pierwszym składnikiem
tego przeżycia, któremu nadajemy nazwę "zgorszenie", "skandalon" (z
języka greckiego). Obydwie osoby, A i B, pozostają w relacji neutralnej w stosunku
do siebie, gdyż nie chodzi tu o przypadek, kiedy osoba "A" popełnia
zło wobec osoby "B", lecz niezależnie od aktualnej relacji do osoby "B".
Jednak osoba "B" czuje się zraniona, po prostu skrzywdzona wewnętrznie
przez osobę "A". Na przykład: idąc ulicą pewnego szlachetnego miasta
(był to Wielki Piątek, pamiętam dobrze), widzę pewnego człowieka, który idzie
środkiem ulicy, aby go widziano, i spożywa ostentacyjnie kiełbasę. Zrobiło
mi się smutno. Nie tylko z motywów religijnych. Było mi smutno, że człowiek
upadł moralnie. Niektórzy nie przejmują się tym, że ktoś postępuje niemoralnie,
ale jest to zjawisko świadczące o zaniku wrażliwości sumienia u wielu ludzi.
Ale nie wszyscy tracą tę wrażliwość ludzką. Dzwonił do mnie pewien znajomy
pan spod Giewontu, który zwierzał się, jak bardzo boli go, że młodzi Polacy
niszczą swoje zdrowie i charakter przez uleganie na przykład nałogowi palenia.
Nie mogąc być obojętnym, nawiązuje z nimi rozmowę i próbuje ich przekonywać
– nieważne, z jakim skutkiem. Ważne jest to, że normalny człowiek, o niewypaczonym
sumieniu, nie potrafi obojętnie patrzeć na zło, które niszczy człowieka.
Fundamentalna solidarność
Ale co sprawia, że człowiek będący jedynie biernym świadkiem, a nie uczestnikiem
zła przeżywa wewnętrznie to doświadczenie jako ranę i smutek duszy? A więc
przeżywa to zło tak, jakby ono pojawiło się w jego wnętrzu, tak jakby jego
samego dotykało i obciążało, i prowokowało, aby zajął wobec niego właściwe
stanowisko; co jest tego przyczyną? Można to wytłumaczyć tylko tym, że żyjąca
ludzkość stanowi pewną duchową, niewidzialną jedność, która daje znać o sobie
w tych spontanicznych, przedrefleksyjnych reakcjach. Ma to miejsce nie tylko
w dramatycznych sytuacjach, kiedy ktoś odruchowo rzuca się na ratunek tonącemu
lub wyrywa bezbronnych z domu opanowanego przez pożar. To współodczuwanie
i współprzeżywanie dotyczy po prostu wszelkich codziennych zdarzeń, które
uzyskują swoje ludzkie znaczenie przez to, że pewne osoby uczestniczą w ich
dokonywaniu na gruncie wcześniejszej, danej antropologicznie jedności międzyosobowej.
Ten fundament jedności międzyosobowej otrzymujemy już w wyposażeniu nazywanym
naturą ludzką, która jest wspólna i z której spontanicznie rodzi się potrzeba
i odruch solidarności. Stąd wynika pragnienie tworzenia dobra, które jest
dobrem wspólnym nie tylko przez to, że jest wspólnie tworzone, ale także
przez to, że dzięki swej uniwersalności jest dobrem każdego człowieka. Ta
wspólna podstawa antropologiczna, z której rodzi się ruch ku tworzeniu dobra
wspólnego (stąd przecież rodzi się państwo), jest źródłem tego impulsu duchowego,
który można zrozumieć jako odruch samoobrony przed złem, zagrażającym nie
tylko konkretnie tej czy innej osobie, ale w ogóle człowiekowi, czyli każdemu
człowiekowi, niekoniecznie ujętemu w rejestry ewidencji ludności.
Stąd każdy uczciwy, wrażliwy moralnie człowiek, doznaje smutku, kiedy dzieje
się jakaś publiczna krzywda czy to jednej osobie, czy jakiejś wspólnocie, czy
całemu narodowi i państwu. Każdy (normalny i uczciwy) człowiek czuje się zgorszony,
kiedy w kraju szerzy się złodziejstwo, korupcja, bandytyzm, kłamstwo, prześladowanie
szlachetnych jednostek, kiedy pewne siły polityczne przy pomocy sprzedajnych
mediów mobilizują różne ciemne elementy do wzbudzania chaosu, do niszczenia
autorytetu rządu, do siania rebelii i do krytykowania wszystkiego, co może
być dobre moralnie i przyczynić się do odrodzenia Narodu zepchniętego przez
rządy antypolskie do nizin moralnego upadku. Smutne jest to, że Polacy nie
działają w jedności, że nie czynią wszystkiego, aby zmobilizować wszelkie siły
patriotyczne, by ocalić wszelkie dobro, zwłaszcza to zakrzyczane, bezbronne
i niewinne, nieuciekające się do tupetu i propagandowego hałasu. Smutne to,
że w Polsce jest wciąż tylu ludzi zdemoralizowanych, moralnie zgangrenowanych,
którzy nie zrezygnowali z planów niszczenia rodziny, profanacji małżeństwa,
wulgaryzacji "miłości", propagowania zboczeń i wszelkiej zgnilizny
moralnej. Trudno tę całą sytuację opisać w szczegółach, ale jest to wielki
problem i wielki powód do smutku, do prawdziwego bólu sumienia, tego greckiego "skandalon".
Zło uwodzące człowieka
Ale zjawisko zgorszenia, mające swój fundament w tajemniczej jedności natury
ludzkiej, ma jeszcze smutniejsze oblicze. Polega na tym, że zło popełnione
przez kogoś nie pozostaje wyłącznie w sferze neutralnej, zamkniętej, lecz
właśnie poprzez te niewidzialne kanały duchowej i moralnej osmozy wnika w
dusze innych ludzi i zakaża je od wewnątrz, uwodząc i wciągając w różny sposób
nowe osoby do czynnego uczestnictwa w złu. I to jest to tragiczne oblicze
zgorszenia, kiedy osoba "A" staje się przyczyną grzechu osoby "B" (choć
ten schemat może mieć formę złożoną). Kiedy osoba "A" staje się
przyczyną grzechu osoby "B", w sposób celowy, zamierzony, czyli
chce, aby ta osoba popadła w grzech, to mamy do czynienia ze zgorszeniem
w najgorszym wydaniu; teologia moralna nazywa to "zgorszeniem szatańskim",
ponieważ człowiek działa tu na podobieństwo szatana i z pewnością w stanie
jakiegoś zniewolenia przez złego ducha. Na przykład ktoś rozprowadza reklamy
tak zwanych "agencji towarzyskich", czyli "sprywatyzowanych" domów
publicznych, przez co zachęca do korzystania z usług pań lekkich obyczajów.
Takie reklamy bywały umieszczane przecież także w tzw. szanujących się gazetach.
Ktoś organizuje sieć sklepów "seksualnych" dostarczających rekwizytów
do uprawiania wszelakiej rozpusty. To także można rozumieć jako działanie
pochodzące z inspiracji szatańskiej. Albo – niejako z ostatniej chwili –
ktoś organizuje "paradę", w której grupa zboczeńców uprawia propagandę
niemoralnego stylu życia, sprzecznego z istotą człowieka jako mężczyzny i
kobiety. Z przemówienia pani S. wynikało, że zaraza homoseksualizmu ma zastąpić
ludzką formę życia, czyli rodzinę, i w tym celu, parodiując modlitwę Jana
Pawła II, wzywała chyba pomocy szatana, by do końca zniszczył na "tej
ziemi" to dobro, które tak cierpliwie zasiewał Wielki Papież. Nie wolno
pominąć oburzającego (właśnie gorszącego) faktu, że w związku z mistrzostwami
w piłce nożnej w Niemczech zmobilizowano mnóstwo prostytutek do użytku graczy
lub kibiców. Przeciwko temu przemysłowi seksualnemu protestowały różne instytucje,
a zwłaszcza Stolica Apostolska (Zenit, 9.06.2006, także 11 czerwca). Jest
to nie tylko zgorszenie, ale również krzywda dla samych kobiet, które są
traktowane jak towar i jako narzędzie rozrywki. To zgorszenie na skalę światową.
Szukając w internecie tekstu najnowszego dokumentu Papieskiej Rady Rodziny, "doszukałem
się" – przez jakiś figiel elektroniczny – niedawnego dokumentu najwyższych
władz włoskiej Partii Komunistycznej, wzywający do zniszczenia rodziny jako
przeżytku feudalizmu i niewolnictwa i do powrotu do oświecającej nauki Marksa,
Lenina i Mao-Tse-Tunga. Jeśli chodzi o Italię, to się nie dziwię, ponieważ
już dawno któryś historyk rzymski (Swetoniusz?) stwierdził, że do Rzymu "wszelkie
plugastwa z całego świata spływają". Ale u nas? Dokąd będziemy cierpieć
na naszej ziemi te obrzydliwości zrodzone z socjalizmu skrzyżowanego z darwinizmem?
Dokąd będziemy pozwalać, aby ktoś wsączał zgniliznę w duchową przestrzeń naszej
kultury zrodzonej z Chrystusowego Krzyża?
Zło, które odbiera rozum
W niektórych krajach barbarzyńskich, gdzie niedokładnie odróżniają człowieka
od innych istot żywych (wskutek wtopienia całej rzeczywistości w mgłę panteizmu),
mogą ostatecznie pojawić się jakieś koncepcje "małżeństwa" odbiegające
od wzoru zapisanego przez Stwórcę w naturze ludzkiej. Na przykład w internecie
spotkałem stosunkowo świeżą wiadomość, że w Indiach (czy w Indii, jak ktoś
woli) pewna pani zażyczyła sobie na męża nie kogoś innego jak kobrę. Dziennikarka
włoska Cara Rosey donosiła, że 31 maja dziewczyna nazwiskiem Bimbala Bas
zawarła małżeństwo z kobrą. Obrzęd odbył się we wsi Atalia, w stanie Orissa.
Wszystko dokonało się się w duchu tradycji, z udziałem kapłanów i przyjaciół.
Nawet matka tej dziewczyny była "szczęśliwa", może dlatego że kobra
uchodzi w hinduizmie za symbol bóstwa imieniem Sziwa.
Autorka stwierdza, że omawiane wydarzenie nie jest wyjątkiem. Kilka miesięcy
temu inna dziewczyna hinduska "wyszła za mąż za… psa". Artykuł
komentuje te fakty jako wyraz tendencji otwarcia się na "wielokulturowość",
która harmonizuje z pewnymi posunięciami legislacyjnymi na przykład w Hiszpanii
czy Italii. Autorka krytykuje tę "filozofię" lewicy, według której
należy zalegalizować tak zwane nowe prawa człowieka, między innymi różne dowolne
interpretacje małżeństwa. Artykuł nosi dający do myślenia tytuł: "Czemu
nie małżeństwo z małpą?"[1].
Zgorszenie publiczne
Oprócz tej szatańskiej formy zgorszenia istnieje zgorszenie czynne, kiedy de
facto czyn grzeszny osoby "A" pociąga za sobą grzech osoby "B",
choć bez wyraźnej intencji uwodzenia do zła. Wynika to stąd, że działanie
ludzkie pozostaje wkomponowane w złożony układ relacji, w których pewne związki
współzależności nie dają się a priori wyeliminować bez zdecydowanej postawy
odrzucania zła, które w tym układzie z wysokim prawdopodobieństwem udzieli
się bliźnim. Przykładem może być praca w kiosku prasowym, w którym oprócz
paru normalnych pism (jak "Nasz Dziennik" czy "Nasza Polska")
sprzedaje się całą masę piśmideł pornograficznych. Ktoś, kto w czymś takim
pracuje, przyczynia się do zgorszenia, ponieważ nie przeciwdziała złu, czyli
mu czynnie pomaga. To samo można powiedzieć o aptekach sprzedających, wbrew
logice i zdrowemu rozsądkowi, środki antykoncepcyjne i środki poronne jako "lekarstwa".
Co one leczą, tego nikt z farmaceutów nie potrafi rzeczowo wyjaśnić.
Tu działa potworne zakłamanie propagandowe i zmowa społeczna sterowana odgórnie
przez mafie finansowe. Istnieje cały szereg powiązań społecznych, ekonomicznych,
kulturowych i innych, które sugerują człowiekowi – nawet całym grupom opanowanym
przez pewną ideologię – jakieś działanie, które samo w sobie jest przeciwne
moralności, a wiele osób jakby wcale tego nie zauważa lub kieruje się mechanicznie
odruchem: "tak dziś się robi", lub "cosi fan tutte", lub
nawet dostrzegając w proponowanej modzie coś pociągającego. Trudno na przykład
stwierdzić, w jakim momencie zaczął się ten proces propagandy bezwstydu, polegający
na kobiecej modzie (której szczegółów nie będę komentował) lub na tego typu
odruchach społecznych, mających odgrywać rolę protestu wobec całego społeczeństwa.
Na przykład agencja UPI doniosła 9 czerwca, że organizacja "nagich cyklistów" ma
odbyć rajdy poprzez szereg miast, aby zaprotestować przeciw nadmiernemu zużyciu
benzyny (podobno ostatnio byli w Meksyku, a Onet przekazał usłużnie nawet fotografie
z tego popisu głupoty).
Zgorszenie tragiczne
Rowerzyści ostatecznie będą się potem wstydzić, gdy im ktoś przypomni, że wybierając
się na rajd kolarski, zapomnieli się ubrać. Gorzej jest, kiedy rozpowszechniony
w społeczeństwie klimat lekceważenia zasad moralnych w dziedzinie płci prowadzi
do masowej demoralizacji dzieci i młodzieży, niemal bezbronnej wobec nachalnego
charakteru propagandy rozwiązłości i przy wrażliwej psychice skłonnej automatycznie
naśladować starszych. Jest czymś tragicznym, kiedy dzieci starszych klas
szkoły podstawowej usiłują naśladować we wzajemnych odniesieniach to, co
widzieli w pewnych programach telewizyjnych lub pismach pornograficznych,
i zaczynają się zachowywać po prostu jak zwierzątka, opanowane wyłącznie
dynamizmem popędu, bez najmniejszego stopnia zrozumienia ludzkiego sensu
płci. Ktoś pisał już przerażające rzeczy o dzieciach z przedmieść Paryża,
a obecnie Onet przekazuje artykuł ze "Spiegla" (z 8 czerwca), który
zawiera podobne wiadomości z terenu Niemiec. Nie mogę przytaczać żadnych
szczegółów; to jest zbyt straszne, aby spokojnie o tym myśleć. Ale tu widać
dokładnie, czarno na białym, do czego prowadzi tak zwana "edukacja seksualna" na
bazie – pożal się, Boże! – "filozofii" Kinseya. Tu widać, do czego
prowadzi bezmyślność rodziców, którzy powierzają wychowanie dzieci telewizji,
pismom "młodzieżowym" i bandom ulicy. Ten totalny łańcuch zgorszenia
trudno zdefiniować według klasycznych zasad teologii moralnej. Jest to wojna
przeciw rodzinie prowadzona przy zmobilizowaniu wszystkich sił społecznych,
które powinny być sprzymierzone w celu służby rodzinie i jej obronie.
Gdzie są małżonkowie?
Dotykamy tutaj terenu społeczno-kulturowego, za który w szczególny sposób –
na podstawie własnego charyzmatu – są odpowiedzialni małżonkowie, czyli rodzice.
Oni w szczególny sposób odpowiadają za świętość symbolu "jednego ciała",
poprzez który każdy człowiek odczytuje swoją genealogię i swoje powołanie
do udziału w miłości oblubieńczej, której źródło, model i cel znajduje się
w Bogu. Oni odpowiadają za obronę godności ciała i płci według upomnienia,
jakie zawarł Paweł Apostoł w Liście do Tesaloniczan: "Albowiem wolą
Bożą jest wasze uświęcenie [to jest] powstrzymywanie się od rozpusty, aby
każdy umiał utrzymywać własne ciało w świętości i we czci, a nie w pożądliwej
namiętności, jak to czynią nie znający Boga poganie […]. Nie powołał nas
Bóg do nieczystości, ale do świętości" (1 Tes 4, 4-5.7). Ten nakaz odnosił
się do małżonków, do których tenże Apostoł kierował poważne upomnienia także
w innych listach. Małżonkowie mają (albo powinni mieć) świadomość, że małżeństwo
jest znakiem Przymierza z Bogiem i że powołanie małżeńskie spełniane na mocy
tego przymierza jest służbą Bogu, polegającą na objawieniu Jego Miłości wobec
Kościoła, poprzez miłość oblubieńczą objawiającą się w przyjmowaniu od Boga
daru nowego życia. Małżonkowie są właśnie stworzeni "na obraz i podobieństwo
Boże", aby byli żywym obrazem Stwórcy i Ojca, dzięki zjednoczeniu z
Chrystusem mocą łaski czerpanej z sakramentu małżeństwa. Są z woli Boga tym
obrazem wobec każdego człowieka przychodzącego na świat. Ta łaska zwraca
ich serca ku Bogu i oczyszczając ich z niewoli pożądliwości, sprawia, że
stają się żywym Kościołem Boga. To oczywiście wymaga moralnego wysiłku ze
strony małżonków, gdyż łaska nie działa bez udziału wolnej woli człowieka,
to jest dobrej woli, wyrażającej się w posłuszeństwie Bogu. Małżonkowie chrześcijańscy
wiedzą więc, że ich życie jest służbą Bogu, co oznacza największy zaszczyt,
jaki może spotkać człowieka; natomiast nie może być nigdy służbą (niewolnictwem)
wobec namiętności czy samej pożądliwości, gdyż to byłoby nie tylko profanacją
godności osoby, profanacją miłości i degradacją daru życia, ale także świętokradztwem
i bluźnierstwem wobec Boga.
Piszę o tym, ponieważ małżonkowie chrześcijańscy, świadomi podłego ataku na
małżeństwo i rodzinę ze strony organizacji homoseksualnych, powinni odczuć
głęboki sprzeciw i zdobyć się na zdecydowany protest wobec bezczelnego roszczenia
– i tkwiącego w nim ideologicznego założenia – że związki zboczeńców również
powinny się nazywać "małżeństwem" i korzystać z poparcia prawnego
i przywilejów przysługujących małżeństwu. Otóż to roszczenie zakłada kłamliwie
i podstępnie, że "ich" związki niczym się nie różnią od małżeństwa,
co znaczy, że w ich mniemaniu istota małżeństwa redukuje się do eksploatacji "seksu" –
nieważne, w jakim celu i w jaki sposób, a właściwie tylko dla prywatnej przyjemności.
Jest to odrzucenie i podeptanie całej antropologicznej istoty małżeństwa, całej
personalistycznej istoty miłości i całej charyzmatycznej struktury posłannictwa
rodzicielskiego. W wyniku tej redukcji "małżeństwo" miałoby być rozumiane
jako "prywatna sfera seksualna". Być może, że niektórzy tak zwani
chrześcijanie upadli już tak nisko, iż również i oni tak samo myślą, depcząc
zarówno miłość, jak płodność i ich nierozdzielną jedność zawartą w symbolu
małżeństwa jako komunii osób. Ale prawdziwi chrześcijanie powinni zapałać ogniem
potężnego sprzeciwu wobec bezczelnych roszczeń homoseksualistów, pozbawiających
małżeństwo jego ludzkiego charakteru. Jeżeli małżonkowie, świadomi swej godności,
nie rozpoczną zorganizowanej akcji protestu przeciw wszelkim działaniom politycznym,
społeczno-prawnym, kulturowym, ideologicznym, poniżającym małżeństwo, i nie
rozpoczną wieloaspektowej walki przeciw wszelkim zjawiskom składającym się
na to, co nazywany "publicznym zgorszeniem" i "antykulturą" w
duchowym klimacie społeczeństwa – wtedy wszelkie oderwane i dorywcze akcje
dziennikarzy katolickich czy niektórych organizacji pobożnych nie przyniosą
oczekiwanego rezultatu. Z woli Boga bowiem małżonkom dano w ręce charyzmat,
który zdolny jest – przez moc Boga – stwarzać na nowo świat.
ks. prof. Jerzy Bajda
[1] "E perche’ no il matrimonio con le scimmie?" – UAAR, Ultimissime.
