Będziemy domagać się ekshumacji

Z Andrzejem Melakiem, członkiem Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010, bratem
Stefana Melaka, prezesa Rodzin Katyńskich, rozmawia Mariusz Bober

Otrzymał Pan lub inni członkowie Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010 wyniki
badań ciał i ubrań ofiar katastrofy prezydenckiego tupolewa na smoleńskim
lotnisku?

– Wiemy tylko tyle, że polska prokuratura chciała spalić ubrania ofiar, co jest
bardzo dziwne. Wygląda to na chęć zniszczenia materiału dowodowego przez organ
prowadzący postępowanie.

Mają Państwo wątpliwości dotyczące tożsamości pogrzebanych? Przed pogrzebami
nie otwierano trumien.

– Część ofiar była chowana do trumien bez udziału rodzin, a trumny przywieziono
do Polski zaplombowane i nie można było ich otwierać przed pogrzebem.

Rodziny ofiar nie mają pewności, że to ich bliscy zostali pochowani?
– Niestety, nie mamy takiej pewności. Dlatego niektóre rodziny mają zamiar
zwrócić się z wnioskiem o ekshumację. Ta sprawa nie jest jeszcze przesądzona.
Zastanawiamy się, czy złożyć wspólny wniosek w tej sprawie, czy też będziemy
zwracać się o przeprowadzenie ekshumacji indywidualnie. Niektóre rodziny już
zdecydowały się na przeprowadzenie ekshumacji.

Czy akty zgonów precyzowały konkretnie przyczynę śmierci?
– W akcie zgonu mojego brata jako przyczynę wpisano tylko katastrofę lotniczą.
Natomiast w polskim akcie zgonu, który otrzymałem na lotnisku w Warszawie, nie
ma w ogóle wpisanej ani przyczyny, ani godziny zgonu. W akcie przekazanym przez
Rosjan, ale sporządzonym w języku polskim i uwierzytelnionym przez naszego
konsula w Rosji, wpisano godz. 10.50 jako dokładny czas zgonu. Jak już wiemy, to
nie jest prawdziwa godzina zgonu brata. Jednak ten dokument musiałem oddać po
ceremonii przywitania na lotnisku i zamiast niego przekazano mi dokument wydany
przez polskie władze.

Jest Pan współzałożycielem Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010. To reakcja na
sposób prowadzenia śledztwa przez stronę rosyjską i zachowanie polskich władz w
związku z katastrofą?

– Celem stowarzyszenia jest dotarcie do prawdy o tej katastrofie. Przeraziło nas
propagowanie kłamstw na temat zachowania pilotów rozbitego samolotu i niektórych
pasażerów, za pomocą których obciążano ich winą za doprowadzenie do wypadku.
Denerwuje nas też to, że choć teoretycznie obowiązuje tajemnica śledztwa,
pojawiają się przecieki mające jakoby świadczyć o winie pilotów. Bez mrugnięcia
okiem przyjęto twierdzenia rosyjskiej komisji, że samolot był w dobrym stanie,
wykluczono też winę obsługi lotniska, a skupiono się tylko na rzekomej winie
pilotów. My natomiast widzimy sprawę inaczej. Dopóki nie zostaną zbadane
wszystkie okoliczności katastrofy, nie można wysuwać żadnych pochopnych
wniosków. Wszystkie ujawniane szczątkowe informacje mają na celu jedynie
podburzanie opinii publicznej i przygotowanie społeczeństwa do zaakceptowania
wersji, która od początku jest eksploatowana, tzn. winy pilotów.

Na co śledczy, Pana zdaniem, powinni przede wszystkim zwrócić uwagę?
– Należy dokładnie zbadać, kto i jak przygotowywał wizytę prezydenta w Katyniu.
Kto personalnie odpowiadał za zabezpieczenie jej przebiegu, kto przydzielał
samolot i jak podróż prezydenta była zabezpieczana. Przecież to nie była
wycieczka krajoznawcza, tylko wizyta polskiego prezydenta, zawsze powinna być
zatem traktowana jako oficjalna! Przecież jacyś urzędnicy decydowali, kto będzie
leciał akurat tym samolotem. Przypomnę, że niecałe 2 lata wcześniej doszło do
katastrofy w Mirosławcu, w której zginęło praktycznie całe dowództwo wojsk
lotniczych. Podobno po tamtej tragedii zostały wyciągnięte odpowiednie wnioski,
wprowadzono nowe procedury itd. Czy w takim razie one nie działały? Zastanawia
nas też, kto naprawdę zabezpieczał przyjęcie samolotu prezydenckiego na lotnisku
w Smoleńsku. Czy ktoś sprawdzał, czy to lotnisko jest przygotowane do lądowania
takich samolotów? Celem stowarzyszenia jest też obrona dobrego imienia ofiar
katastrofy, także przed takimi zarzutami, jakie wysuwała rosyjska komisja
[Międzypaństwowy Komitet Lotniczy – MAK]. Stawiamy też pytanie: na jakiej
podstawie najważniejsze polskie śledztwo w ostatnich kilkudziesięciu latach
władze Polski oddały stronie rosyjskiej, bez żadnej próby przejęcia go. Przecież
to był polski samolot, z prezydentem Polski na pokładzie. W dodatku zaledwie
kilka miesięcy wcześniej ta maszyna była remontowana przez firmę z kraju, na
terenie którego doszło do katastrofy. A przecież zwłaszcza w takiej sprawie
obowiązuje zasada ograniczonego zaufania!

Władze utrzymują, że współpraca z Rosją układa się świetnie…
– Na 5 wniosków polskiej prokuratury o pomoc prawną skierowanych do prokuratury
rosyjskiej odpowiedziano tylko na jeden, i to częściowo. W tej sytuacji
bezradność naszego państwa budzi poważne wątpliwości i pytania. Przecież
większość Polaków domaga się wyjaśnienia tego śledztwa. Dlatego uważam, że w tej
sytuacji trzeba je umiędzynarodowić i nie dopuścić do pozostawienia Rosjanom
wolnej ręki. Przypomnę, że rosyjska Naczelna Prokuratura Wojskowa po 15 latach
śledztwa umorzyła postępowanie w sprawie zbrodni katyńskiej sprzed 70 lat, a
uzasadnienie tej decyzji zostało utajnione. Obawiamy się, że tak samo strona
rosyjska potraktuje śledztwo w sprawie katastrofy A.D. 2010. Dlatego będziemy
apelować o wywieranie nacisków na władze i organa śledcze, by doprowadziły do
rzetelnego wyjaśnienia tragedii smoleńskiej.

Jakie największe zastrzeżenia mają Państwo co do trybu prowadzenia
postępowania?

– Pytamy m.in., dlaczego Polacy nie mają oryginalnych rejestratorów pokładowych
i parametrów lotu, czyli czarnych skrzynek. Przecież ujawniono, że na kopiach
zapisów przekazanych Polsce brakowało pewnych fragmentów nagrań. Dlatego
domagamy się, aby nasi specjaliści mieli dostęp do oryginalnych rejestratorów.
Nie wiemy też, kto jeszcze prócz kontrolerów znajdował się w wieży kontroli
lotów na smoleńskim lotnisku. Jak widać, brakuje kluczowych materiałów
potrzebnych do prowadzenia śledztwa.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj