Wrogowie i przyjaciele
Pokaż mi swoich wrogów, a powiem ci, kim jesteś – głosi popularne
porzekadło. Rzeczywiście, coś jest na rzeczy, bo ze spisu wrogów można bez trudu
wydedukować antypatie i sympatie człowieka, a więc to, co składa się na jego
tożsamość. Na przykład przed trzema laty na lotnisku w Ottawie pani oficer
bardzo wnikliwie przesłuchiwała mnie na temat treści moich książek, surowo
pouczając, że "tu jest Kanada, tu nie wolno uprawiać propagandy" – dopóki nie
zajrzała na amerykańskie strony internetowe i nie przeczytała, co wypisują tam o
mnie moi wrogowie.
Widocznie odczuła jakąś wspólnotę losów, bo nagle stała się życzliwa,
uśmiechnięta i już nie było mowy o tym, że "tu jest Kanada…" – i tak dalej.
Toteż zamiast zajmować się opowieściami kandydatów na tubylczego prezydenta,
którzy gwoli skaptowania wyborców każdego dnia muszą wymyślać coś nowego i w
końcu plotą, co im tylko ślina przyniesie na język, lepiej zrobić przegląd
wrogów. W ten sposób dowiemy się o kandydatach więcej, niż sami chcieliby nam o
sobie powiedzieć. Na przykład nieprzejednanymi wrogami Jarosława Kaczyńskiego są
panowie Niesiołowski, Palikot i Wałęsa. Pan Niesiołowski, wzięty do Platformy
Obywatelskiej na chłopca do pyskowania, jest człowiekiem o zszarpanych nerwach.
Już mniejsza o to, co mu te nerwy tak zszarpało; znacznie ważniejsze jest, że
zajmuje on stanowisko wicemarszałka Sejmu. Człowiek o zszarpanych nerwach
pełniący taką funkcję może narobić strasznych rzeczy – a przecież
parlamentarzyści przed objęciem mandatu nie przechodzą badań u żadnego
weterynarza. Na pierwszy rzut oka wydaje się to poważnym błędem, bo przykładowo
takie badania przechodzi każdy kierowca, nie mówiąc już o maszynistach
kolejowych czy pilotach. A przecież upadek państwa może być znacznie groźniejszy
w skutkach niż samochodowy karambol czy katastrofa kolejowa. W tej sytuacji
odstąpienie od badań parlamentarzystów pod kątem ich poczytalności można
wytłumaczyć tylko tym, że piastują oni jedynie zewnętrzne znamiona władzy,
podczas gdy władzę prawdziwą sprawują starsi i mądrzejsi, czyli inaczej mówiąc –
tajniacy z razwiedki. Poseł Palikot z kolei publicznie nawoływał do zastrzelenia
Jarosława Kaczyńskiego, ale o ile mi wiadomo, nie spotkało się to z reakcją
organów ścigania. Czyżby wiedziały one, że to ein myszygene Kopf, którego
niepodobna brać serio? Że wprawdzie strzela, ale bez prochu? Nie można tego
wykluczyć, bo nikt się już też nie dziwi, że jego kampanię wyborczą sponsorowali
nie tylko emeryci, lecz także nieboszczycy. Widocznie organy, podobnie jak
psychiatrzy, wiedzą, że niektórym pacjentom najlepiej się nie sprzeciwiać. To
oczywiście prawda, chociaż z drugiej strony, czy koniecznie właśnie oni muszą
być parlamentarzystami? Widocznie jednak taki los wypadł nam, taki jest rozkaz i
w związku z tym wszystko u nas jest możliwe, bo również były prezydent naszego
państwa Lech Wałęsa w trakcie ostrego ataku megalomanii w "Faktach po faktach" w
TVN doznawał fantasmagorii, jak by to trzaskał pięściami w stół prezydentowi
Wilusiowi Clintonowi i w ogóle – dusił ludzi gołymi rękami.
Ale nie tylko na podstawie wrogów można poznać człowieka. Jeszcze lepiej można
się zorientować, co on za jeden według listy jego przyjaciół. Na przykład
przyjacielem pana marszałka Komorowskiego okazał się pan generał Marek
Dukaczewski, szef razwiedki, której, jak wiadomo, już "nie ma", ale która mimo
to okupuje nasze demokratyczne państwo prawne urzeczywistniające zasady
sprawiedliwości społecznej. Najwyraźniej z marszałkiem Komorowskim wiąże jakieś
ważne nadzieje, bo odgrażał się, że po jego zwycięstwie otworzy sobie szampana.
A przecież nie jest on jedynym przyjacielem marszałka Komorowskiego. Przed
pierwszą turą wyborów poparcie dla niego ogłosił też Włodzimierz Cimoszewicz,
jeszcze za komuny zarejestrowany – oczywiście "bez swojej wiedzy i zgody" –
przez razwiedkę jako "Carex". Podobnie inny były prezydent naszego państwa,
Aleksander Kwaśniewski – oczywiście pod zupełnie innym pseudonimem operacyjnym –
no i kolejny były prezydent naszego państwa, Lech Wałęsa. Wreszcie poparcie
marszałkowi Komorowskiemu okazał jeszcze jeden były prezydent naszego państwa,
generał Wojciech Jaruzelski – w swoim czasie też zwerbowany przez razwiedkę.
Może to być oczywiście przypadek, ale czy w ogóle są przypadki? Równie dobrze
może chodzić o podtrzymanie tradycji, w myśl której na stanowisku prezydenta III
Rzeczypospolitej powinien być ktoś posłuszny prawdziwej władzy.
Stanisław Michalkiewicz
