Producent pancerzy do rosomaka szykuje wymówienia

Choć w ocenie rządu światowy kryzys ekonomiczny mamy w zasadzie już za
sobą, to są zakłady, które mimo zamówień odczuwają jego skutki. Huta Stali
Jakościowych SA w Stalowej Woli, producent m.in. pancerzy do rosomaka, planuje
zwolnienie ponad dwustu osób.

Huta Stali Jakościowych w Stalowej Woli należąca do Grupy Złomrex jako jedyna w
kraju produkuje blachy pancerne, począwszy od 3-milimetrowych po takie, które
ochraniają pojazdy wojskowe, a przy tym są tańsze od zagranicznych
odpowiedników. Żmudne i kosztowne przygotowania do produkcji superwytrzymałej
blachy trwały cztery lata i zakończyły się powodzeniem, o ich zaletach i klasie
mówią wyniki testów potwierdzające standardy NATO. Oprócz myśli technicznej
polskich konstruktorów wymagały zakupu urządzeń, które znalazły zastosowanie
m.in. w walcowni blach, a ich koszt przekroczył 30 milionów złotych. Kołowy
transporter opancerzony Rosomak produkowany w Wojskowych Zakładach Mechanicznych
w Siemianowicach Śląskich na licencji fińskiej Patrii był jeszcze niedawno
wyposażany w opancerzenie z superwytrzymałej blachy szwedzkiej. Teraz dzięki HSJ
jest opancerzany w blachy tej samej klasy, ale znacznie tańsze produkowane w
Stalowej Woli. Nie wszystko wygląda jednak tak kolorowo. Jak powiedział nam
Andrzej Jędruch, członek zarządu, dyrektor ekonomiki i pracy HSJ, przyczyną
planowanych zwolnień jest zła sytuacja ekonomiczna, jaka w związku z kryzysem
dotknęła całe polskie hutnictwo, także stalowowolską spółkę. – Trudno dzisiaj
mówić o powrocie do produkcji sprzed 2008 roku. Obecnie realizowany poziom
produkcji, jeżeli chodzi o ilość odlewanej stali, to zaledwie ok. 60 proc. tego,
co robiliśmy jeszcze przed dwoma laty. W tej sytuacji trudno utrzymać
zatrudnienie w dotychczasowej wysokości. Żeby spółka dała sobie radę z
płynnością finansową, żeby nie generowała strat, musi dostosować zatrudnienie do
wielkości zamówień na rynku – przekonuje dyrektor Jędruch. Innego zdania są
związki zawodowe. Jak powiedział "Naszemu Dziennikowi" Andrzej Kaczmarek,
przewodniczący Zarządu Regionu NSZZ "Solidarność" Ziemia Sandomierska, żeby
wykazać straty we wszystkich zakładach należących do Złomreksu, zewnętrzna firma
przeprowadziła audyt. Miał on na celu wykazanie zbyt dużej liczby pracowników w
stosunku do zamówień, których w ocenie związków stale przybywa. – Dla nas jest
to sytuacja niezrozumiała. Kryzys jakby dobiegał końca w zakładzie, natomiast
nie widać tego po decyzjach kierownictwa, które chce zwalniać ludzi – dziwi się
Kaczmarek. Jego zdaniem, audyt prowadzony na wzór zachodni polega na tym, że
jeżeli chce się poprawić wyniki finansowe w danej firmie, to wszędzie po równo
kasuje się zatrudnienie. – Nieważne, czy dany zakład dobrze stoi, ważne jest to,
że wszędzie trzeba wdrożyć ten plan – uważa związkowiec. Tak postawionej tezie
zaprzecza jednak dyrektor Jędruch, który próbował wyjaśnić nam, że audyt
potwierdził jedynie, iż do realizacji obecnych zadań, które huta ma w planie
gospodarczym, niezbędne zatrudnienie to jedynie 711 osób. Nadwyżka to ponad
dwieście osób, które stracą pracę. W ocenie kierownictwa huty, kondycji firmy
nie poprawił nawet kontrakt z MON na opancerzenie kołowego transportera
opancerzonego Rosomak. – Kontrakt poprawił w pewnym sensie kondycję finansową
HSJ, ale biorąc pod uwagę ilość blach pancernych produkowanych obecnie w
stosunku do tego, co było wcześniej, jest dużo mniejsza. Produkujemy poniżej stu
ton blach miesięcznie, a to za mało. Nie jest to zatem ta część produkcji, która
byłaby w stanie skompensować ubytek stali produkowanej w portfelu zamówień, jaki
mieliśmy wcześniej – uważa Jędruch. W skali zakładu w 2008 roku produkowano
20-21 tysięcy ton stali miesięcznie. Dzisiaj firma realizuje między 11 a 13
tysięcy ton, w zależności od miesiąca, tj. ok. 60 proc. tego, co było jeszcze w
2008 roku. – Zatrudnienie wówczas wynosiło ok. 1,1 tysiąca osób, dzisiaj jest to
920 osób, ale kiedy zamówień mamy 40 proc. mniej, to siłą rzeczy zatrudnienie
musi zmaleć do około siedmiuset pracowników – dodaje dyrektor ekonomiki i pracy
HSJ.

Pakiet do listopada

Załoga i związki zawodowe nie zgadzają się z tą opinią. Ludzie są zdeterminowani
walczyć o swoje miejsca pracy i domagają się przedstawienia sprawozdania z
audytu. – Jest to ważne, tym bardziej że podważono wyniki finansowe spółki,
która w sytuacji zwiększenia liczby zamówień staje się coraz lepsza, w
przeciwieństwie do tego, co twierdzi zarząd spółki. Chcemy też poznać faktyczne
kryteria zwolnień, bo te, które przedstawiono, są niejasne – podkreśla
przewodniczący "Solidarności" Andrzej Kaczmarek. Przypomina, że to nie pierwsze
przymiarki do zwolnień. Najpierw planowano skrócenie czasu pracy o jedną piątą
etatu. – Ten wariant miał obowiązywać przez sześć miesięcy, ale kiedy załoga się
nie zgodziła, od lutego br. wprowadzono ten wariant tylko na trzy miesiące.
Prędko się jednak okazało, że przyszły zamówienia i ruszyła produkcja, w ślad za
tym od marca hutnicy pracowali już na pełny gwizdek. Zlikwidowano też system
czterobrygadowy, tymczasem ludzie zaczynają pracować nawet w soboty i niedziele,
bo tyle jest pracy – komentuje Kaczmarek. W tej sytuacji, kiedy ludzie mają
pracę, pojawiła się informacja o zwolnieniach, ale kierownictwo firmy w obawie
przed konsekwencjami postanowiło czekać. W przypadku wcześniejszego zwolnienia z
przyczyn pracodawcy musiałby on wypłacić załodze odprawę w wysokości
36-miesięcznego wynagrodzenia. – Do końca listopada br. pracowników chroni
pakiet socjalny, którego niedotrzymanie groziłoby firmie poważnymi
konsekwencjami finansowymi. Trzeba byłoby wypłacić załodze duże odszkodowania, a
to byłoby dla pracodawcy nieopłacalne. Czekają więc do końca listopada i od
grudnia będą mogli zwalniać bez przeszkód poza pakietem prywatyzacyjnym, a
załoga otrzyma tylko to, co gwarantuje im ustawa – wyjaśnia związkowiec. Czy
nastąpią zwolnienia, tego też do końca nie wiadomo, będzie to bowiem zależeć od
liczby zamówień. W każdym razie huta po spełnieniu wszystkich procedur
nakazanych prawem, a więc po wręczeniu wypowiedzeń, będzie gotowa do redukcji
etatów. Załoga mimo wszystko liczy na to, że do zwolnień nie dojdzie. Pierwsze
spotkanie związkowców z pracodawcą odbędzie się już w najbliższą środę. Jeżeli
nie dojdzie do porozumienia z końcem sierpnia, na początku września rozpocznie
się procedura zwolnień i wszystko wskazuje na to, że również protesty załogi.

Rynek pracy w Stalowej Woli – największym ośrodku przemysłowym na Podkarpaciu,
jest bardzo ograniczony, dlatego zwolnienia w HSJ na pewno sprzyjałyby
pogłębieniu się kryzysu w tym hutniczym mieście. Sytuację dodatkowo pogarsza
fakt, że również blisko trzystu pracowników Huty Stalowa Wola znajdzie się na
przymusowych rocznych urlopach. Przez pół roku będą otrzymywać nieznacznie
powiększony zasiłek dla bezrobotnych. W sytuacji planowanej sprzedaży huty nie
wiadomo, czy będą mogli powrócić na swoje dawne miejsca pracy.
 

Mariusz Kamieniecki

drukuj