Misyjność Kościoła
Ludzie pytają: po co jechać na misje? Przecież mnóstwo pracy jest na
miejscu. Po co wchodzić w obcą sobie kulturę, obalać wiarę w bogów,
która w takiej postaci od wieków towarzyszyła plemionom i całym narodom?
Czy nie lepiej by było, gdyby apostołowie zajęli się żydami, przekonali
swoich braci, że Jezus jest obiecanym Mesjaszem? Tymczasem oni udali
się do Afryki, Europy, Azji Mniejszej. Dziś następcy kontynuują ich
dzieło.
Aby dostrzec sensowność misyjności Kościoła, trzeba
najpierw dobrze zrozumieć istotę chrześcijańskiego orędzia. Jezus
przychodzi na świat po to, aby podzielić się z ludźmi Bożym życiem.
Wchodzi w świat bardzo realny, przesycony cierpieniem, niemocą,
niesprawiedliwością, wypełniony po brzegi wyprodukowanymi na ludzki
obraz i podobieństwo bożkami. Nie może go zmienić, ponieważ na straży
stoi ludzka wolność. Wskazuje kierunek dążeń, oczyszcza definicję
miłości, odnawia obraz Boga, a przede wszystkim pozwala się przybić do
krzyża. Powstając z martwych, pokonuje śmierć. Mając świadomość
wszystkich ludzkich ograniczeń, skażenia grzechem, za darmo oferuje
zbawienie. Oddaje dobrowolnie swoje życie, abyśmy je mieli w obfitości –
po wsze czasy. By w Nim życie każdego z nas zyskiwało nowy sens.
Apostołowie,
a potem tysięczne rzesze ich następców idą, by tę prawdę zanieść swoim
braciom w świecie. Dla św. Pawła nie jest ważne, kim uczynią go ludzie.
Ważne jest, kim jest w oczach Chrystusa. Ta świadomość pozwala mu
przezwyciężyć wszelkie przeciwności i przekroczyć kalkulacje, własne i
cudze. Pisze: „Albowiem miłość Chrystusa przynagla nas” (5,14). Do
czego? Do tego, by nie być obojętnym wobec cierpienia innych – zanieść
im radosną nowinę, że oto wszystko to, co ich spotyka, z czym sobie nie
radzą, co zaciera wartość codziennych potyczek z własnymi słabościami, w
Jezusie Chrystusie nabiera nowego sensu! W Nim życie objawia się w
pełni – on pragnie się nim dzielić – bez limitów, wstępnych warunków,
jakichkolwiek znamion komercji, tak bliskich fałszywym kultom.
To
jest istota misyjności Kościoła. Może dlatego nie rozumiemy jej,
ponieważ nie potrafimy dostrzec owej nieustannej świeżości,
ponadczasowości i atrakcyjności Dobrej Nowiny. Nie odkrywamy w sobie
chrześcijańskiej radości. Brakuje nam tak charakterystycznej dla młodego
Kościoła apostolskiego świadomości bliskości Chrystusa. W naszych
umysłach wiara spetryfikowała się w zbiór zasad, praw, zamieniła w
tradycję i skondensowała w pragnieniu świętego spokoju. Tymczasem do
kontynuacji misji apostolskiej zobowiązani jesteśmy wszyscy. Mamy
oznajmiać wszem wobec, że w Jezusie Chrystusie jest nasze ocalenie – w
Nim jest źródło życia, w Nim wszystko zyskuje sens!
ks. Paweł
Siedlanowski
