Amnezja zamiast amnestii

Biedny generał Jaruzelski… Wszyscy sprzysięgli się przeciw temu
wielkiemu patriocie i wybitnemu Polakowi, który zasłużył na miano „człowieka
honoru i architekta demokracji”. Takie refleksje przychodzą na myśl po
komentarzach Jacka Żakowskiego i Wojciecha Mazowieckiego, jakie padły w
postscriptum do filmu „Towarzysz Generał” tuż po emisji w TVP 1, po
poniedziałkowym tekście Pawła Wrońskiego w „Gazecie Wyborczej”, czyli po głosach
oburzenia płynących ze środowisk, które ciągle jeszcze nie zdołały – mimo
deklaracji – zmyć czerwieni ze swoich sztandarów.

Ciekawe, że w każdej z tych wypowiedzi powtarza się ten sam mechanizm:
najpierw personalny atak na twórców filmu, z jednoczesną pogardą i
marginalizacją przedstawionych w nim faktów, okraszony oczywiście obowiązkowym
epitetem o „zamówieniu politycznym” i pisowskiej telewizji. W ten sposób panowie
konsekwentnie przekierowywali temat rozmowy, gdy prowadzący pytał o konkrety,
ocenę bezgranicznego oddania Jaruzelskiego Sowietom, udział w tragicznych dla
Polaków wydarzeniach w powojennej, zwasalizowanej przez ZSRS Polsce. To nie
dziwi. Absolutnym dogmatem dla wielu salonowych środowisk stały się
wypowiedziane przed laty słowa Adama Michnika: „Oooodpieprzcie się od generała”.
To one stały się kanonem poprawności, punktem odniesienia w ocenie historii,
zresztą konsekwentnie rozwijanym i petryfikowanym przez ludzi, którzy za wszelką
cenę chcą, by wszelkie dociekanie prawdy – nie tyle celem ukarania sprawców
przestępstw komunistycznych (bo nie chodzi o to, by osiemdziesięciolatków
wsadzać za kratki), co raczej przywrócenia wiary Polaków w sprawiedliwość –
obrzydzić, ośmieszyć i sprowadzić do absurdu. W programie pojawił się przykład
RPA, gdzie po zakończeniu epoki apartheidu powołano do istnienia komisję
Sprawiedliwość i Pojednanie. Sprawcom przestępstw dokonanych na tle rasowym
oferowano amnestię, ale dopiero wtedy, gdy przyznali się do winy, błędu. Dziś
panowie Michnik, Żakowski (przy wsparciu polityków od wzmacniania „lewej nogi” i
„chorób goleni”) et consortes zamiast amnestii z maniakalnym uporem proponują
amnezję. Dramat polega na tym, że pewna grupa osób (nieduża, ale mająca znaczący
wpływ na przebieg debaty publicznej), także pokolenie niepamiętające już stanu
wojennego, upokorzeń komunizmu i przyjaźni polsko-radzieckiej, idzie za tym
głosem. Fakty są coraz mniej istotne – komentarz, salonowa hiperpoprawność,
personalne ataki mają na celu pokazanie, że „wszyscy są umoczeni” (albo są za
młodzi, by oceniać pokolenia swoich rodziców i dziadków), a w związku z tym nie
mają prawa głosu, stają się meritum dyskusji. Błędne koło…
Film „Towarzysz
Generał” był bardzo potrzebny. Szkoda, że powstał tak późno. Na tle uporczywego
lansowania „bohaterstwa” Jaruzelskiego i jego „wkładu” w wolność Polski, z jaką
mamy do czynienia w ostatnim czasie, był to zgrzyt, który ciężko będzie
„autorytetom” różnej proweniencji zagłuszyć. I dobrze. Może to jest jakiś wyłom,
który z czasem się poszerzy? Na pewno nie będzie łatwo. Jest i druga strona
medalu. Bardziej pesymistyczna. Chciałbym się mylić (oby!), ale wątpię, by
kiedykolwiek udało się w pełni dokonać rzeczowej, pełnej i sprawiedliwej oceny
historii Polski powojennej. Zbyt wiele czasu minęło. Starsi noszą w swoich
głowach jeszcze „człowieka zsowietyzowanego” – mentalności nie da się ot tak
sobie zmienić. Dawni towarzysze z SB kręcą biznes jak się patrzy, politycy boją
się ruszać temat, bo wiadomo: nie wszystkie teczki zostały spalone. Młodych nie
interesuje historia. Skutecznie obrzydzono im wszelki trud szukania prawdy.
Zresztą, po co ona komu potrzebna, jeśli nie da się na niej zarobić? Smutne to
wszystko. Problem polega na tym, że człowiek z amnezją, kiedy lekkomyślnie
wyjdzie z domu, może już do niego nigdy nie wrócić. Zapomni, jak się nazywa,
skąd wyszedł, dokąd chciał dojść. Zgubi drogę. Stanie się tułaczem, który
błąkając się bez celu i sensu po bezdrożach, zasłuży co najwyżej na litość tych,
których spotka.

Ks. Paweł Siedlanowski

drukuj