Podwójne zagrożenie
Z Konradem Szymańskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu
Europejskiego (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), rozmawia Łukasz
Sianożęcki
Jest Pan, oprócz posła Marka Gróbarczyka, inicjatorem konferencji na
temat bezpieczeństwa ekonomicznego portów morskich w Szczecinie i
Świnoujściu.
– Chcemy pokazać dalekosiężne konsekwencje budowy
Gazociągu Północnego dla obu tych portów oraz dla bezpieczeństwa energetycznego
polskiego projektu LNG. A także zwrócić uwagę na zagrożenia dla ewentualnych
antykryzysowych połączeń północ-południe, które mogłyby posłużyć do transportu
gazu, w szczególności pochodzenia nierosyjskiego, w kontekście rozwoju rurociągu
Nabucco.
Ten problem nie pojawił się wczoraj. Dlaczego Panowie dopiero teraz
interweniują? Niewiele już można przecież zrobić…
– Dziś już mamy
„twarde” dane, jeśli chodzi o zagrożenie dla Świnoujścia. Jest to zagrożenie
podwójne. Z jednej strony techniczne, czyli to, że Nord Stream może przeszkodzić
w dotarciu do portu statkom, które drogą morską będą transportowały gaz do
ewentualnego gazoportu LNG w Świnoujściu. A z drugiej strony jest to zagrożenie
ekonomiczne spowodowane nadwyżką rosyjskiego surowca w regionie, co może
sprawić, iż sens budowy portu LNG stanie pod znakiem zapytania. A to związane
jest z kolei z podpisanym ostatnio kontraktem pomiędzy Polskim Górnictwem
Naftowym i Gazownictwem a rosyjskim Gazpromem.
Klamka już chyba jednak zapadła…
– Chcemy zadać dziś
dwa pytania. Dlaczego od początku urzędowania ani premier Donald Tusk, ani szef
MSZ Radosław Sikorski nie robią nic w sprawie Nord Streamu, dając tym samym
zielone światło wszystkim tym, którzy nie są zagrożeni w takim stopniu jak
Polska i nie mają w tej kwestii noża na gardle? Tym samym przyzwala się krajom –
które również mogłyby protestować w sprawie Nord Streamu – na postawę pasywną i
wydawanie kolejnych zezwoleń. A drugie pytanie skierowane zostanie do szefa
Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka. Dlaczego od początku objęcia swojego
stanowiska nie zrobił nic, by wyegzekwować od Komisji Europejskiej realizację
zaleceń, które zawarte były w sprawozdaniu PE (przyjętym w tamtej kadencji) na
temat ekologicznych aspektów budowy Gazociągu Północnego autorstwa Marcina
Libickiego? Pisałem w tej sprawie także interpelację, lecz otrzymałem dość
niejasną odpowiedź. W moim przekonaniu, jedną z jego podstawowych funkcji jest
dbanie o to, aby stanowiska europarlamentu były traktowane poważnie przez
pozostałe instytucje Unii Europejskiej.
Posłowie koalicji rządzącej podzielają opinię, że Nord Stream stanowi
zagrożenie dla naszego kraju.
– To bardzo dobrze. Ale lepiej by
było, żeby oprócz wypowiedzi szeregowych posłów także szef partii rządzącej i
szef rządu zrobił cokolwiek, ponieważ to właśnie rząd ma instrumenty w rękach. A
niestety instrumenty te nie są dziś w ogóle wykorzystywane. Inny polityk
Platformy Obywatelskiej Jerzy Buzek do dziś nie stara się wyegzekwować w KE
wspomnianych zobowiązań, które niemal jednogłośnie nałożyliśmy na nią dwa lata
temu. Tak więc deklaratywnie ze strony przedstawicieli PO panuje zgoda w kwestii
niebezpieczeństwa ze strony Nord Streamu, szczególnie na forum krajowym, później
jednak te wypowiedzi są wyciszane na forum międzynarodowym, co w konsekwencji
nie przynosi żadnych skutków. Oczekuję, że gdy nowa Komisja zostanie już
zaprzysiężona w najbliższy wtorek, Jerzy Buzek w pierwszej kolejności poruszy
właśnie tę kwestię wobec jej przewodniczącego. KE miała naprawdę bardzo dużo
czasu, aby te zobowiązania wypełnić. Dziś jest czas na to, aby ją z tego
rozliczyć.
Jednocześnie będą Panowie a pelować zarówno do polskiego rządu, jak i
do Komisji Europejskiej?
– Przede wszystkim przedstawimy te
dalekosiężne konsekwencje ekonomiczne, konsekwencje dla bezpieczeństwa
energetycznego, jakie stwarza budowa Gazociągu Północnego, które będą
bezpośrednio łączyły się ze wspomnianymi pytaniami. Jeśli bowiem możemy się
zgodzić z politykami Platformy Obywatelskiej, że konsekwencje są wyjątkowo
groźne, to dlaczego nikt nic nie robi? Nie możemy dopuścić do zablokowania nam
możliwości wpływania statków do portu w Świnoujściu i uniemożliwienia budowy
gazowych połączeń północ-południe. Są one nam bardzo potrzebne po to, aby dostać
się do gazu z Nabucco, który być może popłynie. Będziemy wówczas skazani na
połączenia wschód-zachód, które proponuje się nam w Brukseli. Czyli polski
system przyłączony do systemu niemieckiego. Toteż w przypadku ewentualnego
zaniku dostaw ze strony wschodniej będziemy mogli liczyć tylko na przepływ z
kierunku niemieckiego. Co w bilansie ogólnym oznacza jedynie, że będziemy mogli
kupić sobie gaz rosyjski… tyle że od Niemców.
Dziękuję za rozmowę.
