Walka tygodnika „Newsweek” z Kościołem

Wypowiedź prof. Piotra Jaroszyńskiego dla audycji Aktualności Dnia w Radiu Maryja.

„Z in vitro walczy jak diabeł ze święconą wodą. O ludobójstwie w Rwandzie milczy jak zaklęty, choć mógłby o nim wiele powiedzieć” – fragment artykułu.

To jest artykuł bardzo mocny. Właściwie można powiedzieć, że jest to pamflet. Pamflet polega na tym, że przyjmuje się określoną tezę i dobiera różnego rodzaju przesłanki – wszystko jedno czy prawdziwe, czy fałszywe, a zwłaszcza czy czytelnik jest w stanie wyrobić sobie własną opinię; czy posiada wiedzę na dany temat. W związku z tym, czytanie takiego artykułu jest rzeczą niezwykle męczącą ponieważ widać, jak ręka piszącego – który kontynuuje tradycje Trybuny Ludu – jest zaciśnięta. Mamy do czynienia z jakimś nawrotem mentalności komunistycznej, walki z Kościołem i z Bogiem do końca. Trzeba sobie zdać sprawę, że czytając taki artykuł nie czytamy go po to, żeby się czegoś dowiedzieć, żeby poznać prawdę tylko po to, żeby rozpoznać metody za pomocą których walczy się z Kościołem.

Czytając taki artykuł musimy wiedzieć po co został napisany. Otóż po to, żeby uderzyć w ks. abp. Henryka Hosera, dlatego że bardzo jednoznacznie i w sposób racjonalny pokazuje na czym polega zło zapłodnienia in vitro i dlaczego dla katolików in vitro jest nie do przyjęcia. W ramach budowania nowego „raju na ziemi”, gdzie rodziców zastąpi technologia mamy niezwykłą ofensywę in vitro nie tylko w Polsce ale i w świecie. Wiąże się to z wielkimi inwestycjami, wielkimi zarobkami. W związku z tym ktoś, kto ze strony Kościoła potrafi tak jednoznacznie, tak mocno, zdecydowanie pokazać jakie jest stanowisko i dlaczego jest to złe, musi stać się przedmiotem ataków ze strony tych środowisk lewicowo-liberalno-biznesowych, które za wszelką cenę chcą nie tylko propagować in vitro, ale również by in vitro było refundowane przez państwo – tzn., że my wszyscy będziemy płacić za in vitro, które jest bardzo drogie. W USA kosztuje ono ok. 30 tys. dol. To są wielkie pieniądze jeżeli przełoży się to na ilość tego rodzaju zapłodnień. Mamy tutaj do czynienia z fuzją polityki, ideologii, utopii i wielkiego biznesu.

Przypomnijmy, że ks. abp Henryk Hoser jest z wykształcenia lekarzem i uprawiał ten zawód zanim został misjonarzem, był w Rwandzie gdzie swoją wiedzę i doświadczenie medyczne mógł z pożytkiem przekazywać tamtejszym parafianom. Mamy do czynienia z kimś, kto jest bardzo kompetentny zarówno od strony teologicznej, jak i lekarskiej, medycznej. W związku z tym, jeżeli jako arcybiskup zabiera głos i mówi to w sposób bardzo wyraźny nie ma się co dziwić, że media – które są podporządkowane właśnie tej ideologii antyludzkiej i temu biznesowi – dopuszczają się ataku na ks. abp. Tutaj bardzo sprytnie manipulując wykorzystano jego pobyt, a przypomnijmy, że był to długi pobyt – 21 lat; od 1975 do 1996 roku w Rwandzie. Jest to pobyt, który obejmował także okres strasznej wojny, zwanej ludobójczą, ponieważ zginęło wiele osób. Teraz cała perfidia ataku polega na tym, żeby za ludobójstwo, jakie miało miejsce w Rwandzie obarczyć Kościół katolicki, również błogosławionego Jana Pawła II i księdza arcybiskupa.

Bezczelność zleceniodawców, którzy zwrócili się do autorki, żeby taki artykuł napisała – przekracza wszelkie granice. Dlatego jeżeli ktoś chce czytać artykuły tego rodzaju, musi być uzbrojony w pewną metodologię czytania artykułu żeby nie ulec manipulacjom, które są właściwie w każdym zdaniu. To jest tak pokrętnie napisane, tak zmanipulowane, że ktoś, gdzieś coś powiedział, nie wiadomo co i gdzie. Wiadomo kto był w Rwandzie poza polskimi misjonarzami, którzy swoją nie tylko pracę, ale swoje zdrowie, swoje życie przez lata oddawali żeby służyć ludziom. Pomagali im w strasznych warunkach konfliktu, który sięga historycznie wielu lat wstecz. To się nie zaczęło nagle.

Teraz nagle mamy do czynienia z próbą narracji, że to Kościół katolicki jest odpowiedzialny za ludobójstwo, a nie konflikt, który już od dziesiątek lat był między Hutu i Tutsi. Trzeba pamiętać również o tym, że za tym konfliktem stoją rozgrywki różnych tajnych organizacji, państw, mocarstw. Dlaczego? Bo chodziło o to żeby ten teren, bogaty w złoża mineralne, oczyścić z ludzi i żeby kapitał mógł to przejąć. W związku z tym, albo napuszczano na siebie grupy etniczne, albo wręcz uzbrajano, czy pomagano, aby się nawzajem zwalczały. Potem wersja, jaka poszła w świat była jednostronna, że Hutu zabijali Tutsi i na tym polega ludobójstwo. Tymczasem księża misjonarze, ale również siostry zakonne, które od lat przebywają w Rwandzie i Burundii, doskonale znają tę sytuację od wewnątrz. Wiedzą jest bardzo jest ona skomplikowana i delikatna.

W pewnym momencie w uspokajaniu sytuacji można było – o czym mówił ks. abp – przekonać się o strasznym działaniu skutków grzechu pierworodnego; te morderstwa były potworne; nie tylko niewyobrażalne, ale niezrozumiałe. Chodzi o to, że w tym okresie polscy misjonarze i polskie misjonarki na ile mogli przebywali ze swoimi parafianami, nie zostawiali ich, narażali swoje życie, zdrowie. Jest to rzecz niezwykła. Choć zginęło wielu księży misjonarzy, nawet biskupi; to jeśli chodzi o polskich duchownych – nie zginął nikt. To świadczy o tym, jak wielkim prestiżem i szacunkiem cieszą się Polacy nawet w tak trudnych warunkach, jakie miały miejsce w Rwandzie i Burundii.

Proszę zwrócić uwagę, jak taki artykuł wypacza proporcje udziału Kościoła katolickiego w życiu państw i narodów, czy grup etnicznych, które są tak mocno skonfliktowane, albo podatne na konflikt i że właściwie gdyby tego Kościoła tam nie było to aż strach pomyśleć co by się stało. Wszyscy by się powyrzynali. Musimy też popatrzeć od tej strony, że tylko Kościół pozostał. Kościół, który odważnie, łącznie z otwartością na narażenie utraty życia pozostał, żeby sytuację uspokoić, żeby ludzie przestali się zabijać. To w jakiejś mierze się udało i za to powinniśmy być bardzo wdzięczni, bo któż z nas taką ofiarę podnosi? Przecież nie dziennikarz, który pisze takie artykuły. Natomiast żeby mieć wyobraźnię dotyczącą skali ofiary, jaką ponosili polscy misjonarze rzeczywiście trzeba być tam na miejscu. Trzeba tego dotknąć, posłuchać opowieści. Dopiero wtedy można sobie uświadomić, jak niezwykle pokojową instytucją na świecie jest Kościół katolicki.

Taki artykuł nie zaszkodzi autorytetowi księdza arcybiskupa ponieważ jest napisany na niskim poziomie, i bez troski o jakąkolwiek rzetelność. Nikt – kto stara się zrozumieć argumenty jakie wysuwa ks. abp – nie przyjmie go poważnie. Ks. abp wskazuje jasno na to, dlaczego in vitro nie jest leczeniem bezpłodności. Wyjaśnia dlaczego ta metoda niesie ze sobą konkretne zagrożenia zarówno dla osób, które poprzez jej zastosowanie powstają, jak również dla tych osób ludzkich, które zostaną zabite.

Osoby, które powstaną będą niosły za sobą – na kolejne pokolenia – wiele różnego rodzaju skaz, czy chorób. Z drugiej strony mamy realne zabijanie jednostek, co jest konsekwencją selekcji eugenicznej. Poczęte jednostki, które się nie kwalifikują zostają unicestwione, a przecież to też są ludzie. Tak jasne postawienie sprawy powoduje sprzeciw środowisk, które głoszą obłędną ideologię. Stawiają się w roli Pana Boga i chcą zastąpić miłość ludzką między mężczyzną i kobietą. To wszystko jest realizowane w cieniu interesów. To jest porażające. Musimy więc wyrazić naszą wdzięczność ks. abp., że tak odważnie, tak jasno i tak racjonalnie, przedstawia stanowisko Kościoła katolickiego.

RIRM

 

drukuj