Mieszkańcy Torunia w obronie klasztoru redemptorystów. 65 lat od bohaterskiego zrywu
W Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Toruniu odbyły się uroczystości upamiętniające dramatyczne wydarzenia z października 1961 roku. Mieszkańcy postanowili bronić klasztoru i Niższego Seminarium Duchownego przed komunistycznym oprawcą. O ich odwadze od wczoraj przypomina pamiątkowa tablica.
Uroczystości rozpoczęła Msza Święta. W homilii wikariusz przełożonego warszawskiej prowincji redemptorystów, o. Mariusz Mazurkiewicz CSsR, przypomniał, że postawa obrońców sprzed dekad była wyrazem głębokiej odpowiedzialności za wiarę, wolność i wspólnotę.
– Uczą nas podejmowania decyzji, gdy trzeba je podjąć – nie chowania głowy. Nie tchórzostwa, ale (…) odwagi, która nie boi się powiedzieć: „To jest dobre, a to jest złe” – wskazał redemptorysta.
Zryw z 1961 roku wyniknął z niezwykle silnej więzi, jaką Torunianie stworzyli ze swoimi duszpasterzami od pierwszych lat powojennych. Tamte wydarzenia niosą uniwersalne przesłanie, aktualne również dzisiaj – mówił proboszcz parafii św. Józefa w Toruniu o. Mirosław Grakowicz CSsR.
– Wartości, które reprezentuje Kościół, zawsze kolą w oczy tych, którzy chcą budować nie na prawdzie i narzucać coś (…), ludzkie sumienie najbardziej kole w oczy tych wszystkich, którzy tworzą różne ideologie – podkreślił duchowny.
Bezpośrednią przyczyną protestu była próba zlikwidowania Niższego Seminarium Duchownego oraz konfiskaty części budynku zakonnego przez komunistyczne władze. Gdy do klasztoru wkroczyli urzędnicy i milicja, w jego obronie zgromadziło się około dwóch tysięcy mieszkańców.
– Przejęto pół klasztoru, szkołę średnią redemptorystów – dom, który miał swoje cele i wizję. Przyszedł ktoś i powiedział, że mebluje sobie po swojemu. No coś tu jest nie tak – przypomniał prof. Waldemar Rozynkowski historyk z UMK.
Władze dążyły do zniszczenia niezależnej edukacji i autorytetu Kościoła. Napotkały jednak na zdecydowany opór obywateli, dla których prawda stanowiła najważniejszy fundament.
– Komunistom niepotrzebni byli ludzie mądrzy, ale potrzebni byli ludzie posłuszni. (…) To już powiedział św. Jan Paweł II, że wolność jest nie dana, ale zadana i to jest nauka dla nas na wieki – akcentował prof. Wojciech Polak, historyk.
Mimo brutalnej pacyfikacji i późniejszych represji ze strony aparatu bezpieczeństwa, obrońcy klasztoru nie dali zepchnąć się w niepamięć. Odsłonięta pamiątkowa tablica na ścianie kościoła oraz wieczorne spotkanie przypomniały, że cena wolności wymaga ciągłej pielęgnacji.
TV Trwam News



