fot. pixabay.com

W. Jakóbik: Rewizja założeń systemu ETS jest możliwa, a jeżeli do niej nie dojdzie, to okaże się, że coraz większa część państw członkowskich UE nie będzie realizować tej polityki

Mamy czasy kryzysowe, w których być może zmienią się priorytety w polityce. Kiedy polityka klimatyczna Unii Europejskiej była planowana w 2017-2018 r., nie mieliśmy pandemii, potem kryzysu energetycznego, potem kryzysu paliwowego, kryzysu militarnego, czyli wszystkich tych argumentów, które sprawiają, że dzisiaj mogą zmieniać się priorytety. W tym kontekście rewizja założeń systemu ETS jest możliwa, a jeżeli do niej nie dojdzie, to okaże się, że coraz większa część państw członkowskich nie będzie realizować tej polityki. Ona będzie na papierze, ale w rzeczywistości będzie ulegać dezintegracji – mówił w sobotnich „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja Wojciech Jakóbik z Ośrodka Bezpieczeństwa Energetycznego.

W czwartek podczas konferencji prasowej na posiedzeniu Grupy Wyszehradzkiej w Bratysławie premier Donald Tusk wypowiedział się przeciwko wysokim cenom energii w Unii Europejskiej, także w Polsce, które są skutkiem m.in. europejskiego systemu handlu emisjami ETS.

– Zacznijmy od tego, że mamy czasy kryzysowe, w których być może zmienią się priorytety w polityce. Kiedy polityka klimatyczna Unii Europejskiej była planowana w 2017-2018 r., nie mieliśmy pandemii, potem kryzysu energetycznego, potem kryzysu paliwowego, kryzysu militarnego, czyli wszystkich tych argumentów, które sprawiają, że dzisiaj mogą zmieniać się priorytety – przede wszystkim na bezpieczeństwo dostaw – i w tak ustawionych priorytetach nie będzie najpilniejszą potrzebą realizacja ambitnych celów polityki klimatycznej. W tym kontekście rewizja założeń systemu ETS jest możliwa, a jeżeli do niej nie dojdzie, ponieważ część urzędników w Brukseli może chcieć nie rewidować tej polityki w przekonaniu, że ona odniesie sukces, to okaże się, że coraz większa część państw członkowskich nie będzie realizować tej polityki. Ona będzie na papierze, ale w rzeczywistości będzie ulegać dezintegracji. Przykładem niech będzie dyrektywa ETS2, która przenosi koszty polityki klimatycznej także na ciepłownictwo, czyli koszty ogrzewania w domach oraz na transport, czyli na ceny paliw w warunkach, które mamy teraz, które w sposób oczywisty podnoszą ceny paliw na całym świecie – także w Polsce. Kiedy cena benzyny 95 przekracza 8 zł, kiedy diesel przekracza już prawie 9 zł, będzie bardzo trudno wprowadzać np. nowe elementy polityki klimatycznej, które podnoszą te koszty jeszcze bardziej – zwrócił uwagę Wojciech Jakóbik.

Taka polityka – jak wskazał ekspert – będzie uderzać przede wszystkim w najbiedniejszych, ubogich energetycznie, których w krajach takich jak Polska, Rumunia i Bułgaria jest znacznie więcej niż w krajach Europy Zachodniej.

– Taka polityka będzie się mijać z celem, bo nie pozwoli realizować efektywnie ani polityki klimatycznej, ani społecznej. Będzie raczej rozsadzać Europę od środka. Jeżeli chodzi o środki zaradcze, to znamy je z historii. Wśród tych rozwiązań jest także podatek od nadmiarowych przychodów, czyli windfall tax, o którym czy to mówił prezes Obajtek, czy to była ustawa, która została zawetowana przez prezydenta. Być może uda się obu stronom sporu znaleźć jakieś wspólne rozwiązanie, żeby nadmiarowe przychody koncernów paliwowych wykorzystać do tego, by kryzysowo łagodzić ceny, obniżać je, mrożąc, czy w jakiś inny sposób dysponując tymi środkami, natomiast to nie usunie przyczyny – zaznaczył gość „Aktualności dnia”.

Przyczyna kryzysu paliwowego ma charakter geopolityczny, związany z eskalacją konfliktów na Bliskim Wschodzie.

– Dzisiaj mamy baryłkę ropy prawie najdroższą od początku (…) wojny z Iranem. Jest tak, ponieważ widać eskalację. Widać, że rebelianci Huti zajmują wybrzeże Jemenu, grożąc blokadą kolejnej cieśniny naftowej Bab al-Mandab. Ponadto atak na Arabię Saudyjską, na jej rurociąg wschód-zachód, został przeprowadzony z Iraku, czyli mamy już kolejne teatry działań zbrojnych nie tylko między USA a Iranem na terenie Iranu i w okolicach, ale właśnie w Jemenie i w Iraku. Dlatego rynek tak bardzo się boi, wyceniając coraz drożej ropę, a do tego jeszcze dochodzi duża zależność Europy od importu oleju napędowego i dlatego tak szybko drożeje diesel na naszych stacjach – wskazał rozmówca Radia Maryja.

Nie wiadomo, w jakim stopniu wysadzenie saudyjskiego ropociągu przełoży się na ograniczenie eksportu ropy naftowej przez Arabię Saudyjską. Zniszczona została przepompownia, a nie tylko sam rurociąg, co znacznie wydłuża czas naprawy infrastruktury, tym samym pogłębiając kryzys paliwowy. Jak przypomniał ekspert, w ubiegłym roku Polska sprowadziła z Arabii Saudyjskiej aż 65 proc. całej importowanej ropy.

Całość rozmowy z Wojciechem Jakóbikiem jest dostępna [tutaj].

drukuj