fot. PAP/Albert Zawada

Wątpliwości otoczenia prezydenta RP oraz środowiska sędziowskiego w sprawie kandydatury M. Berka na sędziego TK

Do Kancelarii Sejmu wpłynęło pismo z pytaniami w sprawie formalnego procedowania kandydatury Macieja Berka na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Skierowała je Kancelaria Prezydenta, co zapowiadał jej szef, Zbigniew Bogucki.

Karol Nawrocki i jego otoczenie mają wątpliwości, czy były już minister ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu ma dziesięcioletni staż radcy prawnego, wymagany do tego, by mógł zasiadać w Trybunale Konstytucyjnym. Prezydent oczekuje więc informacji, jakie dokumenty w tej sprawie przedstawił Maciej Berek i jak zostały one zweryfikowane przez sejmową kancelarię.

Wątpliwości dotyczące tego, czy były minister w rządzie Donalda Tuska może być sędzią Trybunału, ma także środowisko sędziowskie. W Radiu Maryja mówiła o tym sędzia Kamila Borszowska-Moszowska, rzecznik Stowarzyszenia Veritas et Ius w Służbie Narodowi.

– Sam fakt jeszcze takiego konfliktu: pan Berek był odpowiedzialny za legislację. To on między innymi decyduje o tym, że wyroki Trybunału Konstytucyjnego nie są publikowane, a teraz nagle okazuje się, że jednak idzie do Trybunału, którego nie uznaje. On ma sprawdzać zgodność z Konstytucją przepisów ustawy, które sam de facto często tworzył. Mamy tu do czynienia naprawdę z totalnie patologiczną sytuacją – przyznała sędzia w „Rozmowach niedokończonych”.

 

Maciej Berek został wybrany przez większość sejmową na sędziego TK w ubiegły piątek. Jego kandydatura została zgłoszona przez posłów klubu Koalicji Obywatelskiej. Przeciwko niej głosowali posłowie PiS, Rozwoju Plus, Konfederacji i koła Razem, a także m.in. marszałek Sejmu, Włodzimierz Czarzasty z Lewicy.

 

RIRM

drukuj