O. J. Berus OFM: Jeśli masz powiesić przy wózku swojego dziecka jakąś czerwoną wstążeczkę, która nie wiadomo co znaczy, to powieś Matkę Bożą, Anioła Stróża czy Michała Archanioła
Moja mama temat czerwonej wstążeczki przy wózku rozwiązywała bardzo prosto – przywiązywała do wózka jakiś medalik np. Matkę Bożą Szkaplerzną czy Anioła Stróża. Myślę, że ktoś jej to kiedyś podpowiedział. Ta sytuacja z czerwoną wstążką przy wózku dziecka pokazuje nasze zabobonne myślenie, że może jak to zrobimy, to będzie fajnie, bezpiecznie itd. (…). Na miejscu rodziców nie robiłbym tego. Oddałbym to wszystko Bogu. Zamiast czerwonej wstążki powiesiłbym jakiś mały medalik. Jeśli masz powiesić przy wózku swojego dziecka jakąś czerwoną wstążeczkę, która nie wiadomo co znaczy, to powieś Matkę Bożą, Anioła Stróża czy Michała Archanioła – mówił ojciec Justyn Berus OFM, dyrektor Franciszkańskiego Liceum Ogólnokształcącego w Toruniu, duszpasterz wspólnoty „Między Nami Kobietami” i „Nowe Pokolenie Ojców”, w rozmowie z portalem radiomaryja.pl.
Wróżby, tarot czy horoskopy są dziś łatwo dostępne i dla wielu osób stanowią niewinną formę rozrywki. Tymczasem Kościół od lat ostrzega przed praktykami związanymi z próbą poznania przyszłości czy korzystaniem z sił nadprzyrodzonych. Mimo to temat wróżbiarstwa wciąż rzadko pojawia się w kościelnej katechezie i w kazaniach. Tymczasem dla części wierzących granica między niewinną ciekawością a rzeczywistym zaangażowaniem w takie praktyki może być bardzo łatwa do przekroczenia. Brak jasnego i konkretnego przekazu sprawia, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak Kościół właściwie ocenia tego typu praktyki.
– Nie ma rzetelnej katechezy, jeśli chodzi o wróżki. Dlaczego Kościół nie mówi o wróżkach? Myślę, że dlatego, że niektórzy księża sami z tego korzystają. Wiem, iż jest to kontrowersyjna rzecz, ale spotkałem w swoim życiu kapłana, który mówił, że od młodzieńczych lat zajmował się tarotem. On wiedział, iż jest to coś złego, ale żal mu pieniędzy, które zainwestował. Generalnie, jak świat jest stary i daleki, to ludzie od zawsze zastanawiali się nad tym, co będzie. To widać także w Piśmie Świętym. Dawid nie rzucał losów jako takich, ale np. arcykapłani pytali proroków – Stary Testament, Księgi Królewskie, Księgi Kronik jasno to opisują. To było normalne i różni prorocy oraz kapłani próbowali przepowiedzieć przyszłość. W Nowym Testamencie jest to już lepiej pokazane w Dziejach Apostolskich. Paweł spotyka w Filippi ludzi, którzy mieli niewolnice, która była wróżką. Apostoł, gdy ją spotyka, wyrzuca z niej złego ducha. Ona sama w sobie była szczęśliwsza, ale przestała widzieć przyszłość (…). Wróżby są na pewno dużym niebezpieczeństwem. Może faktycznie to jest jakaś wskazówka, że powinniśmy więcej mówić o tym z ambony – wskazał o. Justyn Berus OFM.
Zainteresowanie tematyką okultyzmu i zjawisk nadprzyrodzonych często kojarzy się z marginesem życia społecznego, w rzeczywistości coraz częściej dotyka także młodych ludzi. Popularność internetowych zabaw, nawiązujących do wywoływania duchów czy kontaktu z nieznanymi siłami, sprawia, że granica między rozrywką a praktykami budzącymi niepokój bywa trudna do uchwycenia. To zjawisko skłania do refleksji nad potrzebą edukacji i rozmowy o zagrożeniach, jakie mogą się z nim wiązać.
– Kiedy uczyłem w pierwszej szkole, współbracia opowiadali mi, że był moment, iż cała młodzież ze szkoły przyszła do spowiedzi. Wyniknęło to z tego, iż zaczęli się bawić nie we wróżenie jako takie, ale w internecie są różne gry i oni zaczęli to robić w kontekście wywoływania duchów. Sama młodzież mi później opowiadała, że robili to i na kogoś, na kogo trafiła strzałka, zrobił się od razu czerwony na twarzy, zaczął mówić dziwnym głosem i zakrwawiły mu się oczy. Oni się przestraszyli i poszli do katechetki. Ona im powiedziała, żeby się ze wszystkiego wyspowiadali. Pamiętam też, iż miałem taki zwyczaj, że jak młodzież chciała poruszyć jakiś temat, to mówiłem, by powiedzieli, o co im chodzi. Młodzi najczęściej pytali o opętania i kwestie związane z demonizmem i satanizmem. Na moje szczęście, kiedy kończyłem 16 lat, kolega dał mi na urodziny książkę pt. „Satanizm jako ucieczka w absurd”. Ona bardzo jasno wyjaśnia, czym jest satanizm z perspektywy nauki katolickiej. Temat niewątpliwie jest bogaty i trzeba przed tym przestrzegać ludzi. Z resztą Pismo Święte bardzo jasno o tym mówi: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”, a chodzenie do wróżek, wróżbitów, bawienie się w wywoływanie duchów wskazuje, że szukamy Boga w innym miejscu – powiedział duchowny.
W pierwszych wiekach chrześcijaństwa kwestia działania złych duchów była traktowana bardzo poważnie. Zachowane relacje dotyczące nauczania św. Justyna pokazują, że pierwotny Kościół wiązał pogańskie kulty i oddawanie czci greckim bogom z działaniem demonów. Ta perspektywa znalazła swoje miejsce w chrześcijańskim myśleniu o praktykach związanych z próbą kontaktu ze światem nadprzyrodzonym.
– Święty Justyn napisał dzieło na temat działania szatana w świecie ziemskim, co prawda nie znamy jego dokładnej treści, ale z opisów wiemy, że coś takiego powstało. On wyjaśnił tam, że greccy bogowie to były demony, oparł to na podstawie Pisma Świętego, mianowicie Księgi Rodzaju. Chodzi o to, że były zrzucane na ziemie i przybierały ludzką postać. Były to demony silniejsze od człowieka i dlatego prowokowały oraz wymagały takich rzeczy jak ofiary. Tak myślał pierwotny Kościół. Do dzisiaj tak się przyjmuje, że jeżeli idziemy do wróżki, która ma nam przepowiedzieć przyszłość, to nie idziemy do wróżki, która przepowiada w imieniu Pana Boga, tylko w imieniu złego ducha – oznajmił dyrektor Franciszkańskiego Liceum Ogólnokształcącego w Toruniu.
Przesądy mogą wydawać się niewinnym elementem codzienności, ale z perspektywy chrześcijaństwa stoją w sprzeczności z podstawową zasadą wiary, czyli zaufaniem Bogu. Sięganie po wróżby, amulety czy inne praktyki mające zapewnić ochronę lub wskazać przyszłość oznacza szukanie bezpieczeństwa poza Nim. W nauczaniu Kościoła taka postawa jest bałwochwalstwem.
– Przesądy zaprzeczają wierze, bo my jako chrześcijanie jesteśmy oddani Bogu. W Starym Testamencie Bóg mówi jasno, co Izraelici mają czynić po to, żeby nie weszli w przesądy ludów ościennych. My ufamy w pełni Bogu, co za tym idzie, nie potrzebujemy przesądów. My mamy się modlić do Boga, ufać, że On się nami zatroszczy. Każdy z nas ma też swojego Anioła Stróża, który ma się nami opiekować. Pójście w przesądy, chodzenie do wróżek czy korzystanie z innych rzeczy niż perspektywa Kościoła jest bałwochwalstwem – podkreślił duszpasterz.
Za korzystaniem z wróżb i innych praktyk ezoterycznych często stoi potrzeba znalezienia odpowiedzi, poczucia kontroli albo uspokojenia lęku przed tym, co nieznane. Niepokój może sprawić, że człowiek zaczyna szukać wsparcia w miejscach, które z perspektywy wiary chrześcijańskiej nie powinny być jego źródłem. W nauczaniu Kościoła szczególne miejsce zajmuje tu również kwestia działania zła i pokus, które mogą wykorzystywać ludzkie słabości.
– Myślę, że podstawą działań człowieka, który szuka wsparcia u wróżek i tak dalej, jest niepokój i strach. Z literatury wielokrotnie wynika, że zły duch nienawidzi człowieka, chce go poniżyć i zniszczyć przez przejęcie jego duszy. On będzie robił wszystko, by to zrobić, np. przez zachęty. Pan Jezus mówi o złym duchu: władca tego świata został strącony. On ma pewną władzę, jest w stanie dać nam wszystko: sławę, władzę, pieniądze. Musimy jednak pamiętać, iż zły duch ma pole działania tylko tu i teraz na ziemi, nie ma pola działania w wieczności. Chrystus go pokonał – zauważył kapłan.
Masa rodziców przypina do wózka swojego dziecka czerwoną wstążeczkę, wierząc, że ochroni je przed rzuceniem złego uroku. Co ciekawe, robią to również osoby wierzące, dla których wiara w Boga powinna być przecież źródłem zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Ten niepozorny zwyczaj pokazuje, jak łatwo przesąd może przeniknąć do codziennego życia i funkcjonować obok religijności. Czerwona wstążeczka staje się wówczas czymś więcej niż ozdobą – ma pełnić funkcję ochronnego talizmanu. Właśnie na takich przykładach najlepiej widać, jak cienka może być granica między ludowym zwyczajem a zabobonem. Jeśli ktoś chce umieścić przy wózku dziecka symbol ochrony, z perspektywy wiary może zamiast wstążeczki wybrać medalik lub wizerunek patrona, powierzając dziecko Bogu, a nie magicznym właściwościom przedmiotu.
– Moja mama temat czerwonej wstążeczki przy wózku rozwiązywała bardzo prosto – przywiązywała do wózka jakiś medalik np. Matkę Bożą Szkaplerzną czy Anioła Stróża. Myślę, że ktoś jej to kiedyś podpowiedział. Ta sytuacja z czerwoną wstążką przy wózku dziecka pokazuje nasze zabobonne myślenie, że może jak to zrobimy, to będzie fajnie, bezpiecznie itd. (…). Na miejscu rodziców nie robiłbym tego. Oddałbym to wszystko Bogu. Zamiast czerwonej wstążki powiesiłbym jakiś mały medalik. Jeśli masz powiesić przy wózku swojego dziecka jakąś czerwoną wstążeczkę, która nie wiadomo co znaczy, to powieś Matkę Bożą, Anioła Stróża czy Michała Archanioła – akcentował o. Justyn Berus OFM.
Traktowanie przesądów na poważnie może z czasem prowadzić do sytuacji, w której człowiek zamiast ufać Bogu zaczyna szukać odpowiedzi i bezpieczeństwa w znakach, wróżbach czy ludowych przekonaniach. Nie oznacza to jednak, że każda zasada przekazywana z pokolenia na pokolenie jest zabobonem. Część z nich wynikała po prostu z doświadczenia i obserwacji świata, a z czasem została ubrana w formę prostych, łatwych do zapamiętania powiedzeń. Granica między przesądem a życiową mądrością nie zawsze jest więc oczywista.
– Jeśli człowiek traktuje wiarę w przesądy i zabobony na poważnie, to w pewnym momencie zatraci wiarę w Boga. Bóg dla niego staje się wtedy pewną wyrocznią. Taki człowiek staje się niewolnikiem. Musimy mieć jednak na uwadze, że pewne przesądy czy powiedzenia babć czy dziadków wcale nie są takie głupie. Przykładowo mi od dziecka tłumaczono, że do jeziora można było wejść dopiero po św. Janie. Z perspektywy czasu okazuje się, że to było ludzie nazwanie pewnych rzeczy i to nie jest przesąd – wyjaśnił duchowny.
Monika Gronczakiewicz/radiomaryja.pl


