Miało być paliwo po 5,19 zł, a jest po ponad 8 złotych za litr – droższe paliwo napędza inflację, a rząd Tuska nie reaguje
Rosnące ceny paliw wpływają na wskaźnik inflacji. W lipcu wyniósł on 3 proc. Opozycja oskarżyła rząd o brak reakcji.
Ceny rosną, co potwierdził wstępny odczyt inflacji za lipiec.
– Zatem trudno się spodziewać, żeby NBP obniżył stopy – mówił dr Krystian Mieszkała, ekonomista.
Scenariusza jednej obniżki, jeszcze w tym roku, nie wykluczał prezes Narodowego Banku Polskiego. Zastrzegł wtedy jednak, że jego opinia może różnić się od pozostałych członków Rady Polityki Pieniężnej.
– Osobiście nie widzę mocnych argumentów do tego, żebyśmy mieli robić coś ze stopami procentowymi do końca roku – powiedział prof. Henryk Wnorowski, ekonomista, członek Rady Polityki Pieniężnej.
Optymistami, co do możliwych obniżek, pozostali analitycy PKO BP. Uzasadnili, że inflacja pozostaje w przedziale odchyleń od celu Narodowego Banku Polskiego.
– Jej przejściowe wyjście ponad ten przedział nie powinno zmienić kierunku myślenia RPP, która pozostanie bliżej obniżek niż podwyżek stóp – wskazało PKO Research.
Inflacja CPI 🇵🇱 w lipcu wzrosła do 3,0% r/r z 2,5% w czerwcu, zgodnie z oczekiwaniami. Wzrost niemal w całości wynikał z gwałtownie drożejących paliw, o 13,9% m/m, po zakończeniu programu CPN i ponownym odbiciu cen ropy. W przeciwnym kierunku nadal działała żywność, której ceny… pic.twitter.com/CK9QPMagon
— PKO Research (@PKO_Research) July 31, 2026
W lipcu, w ujęciu rocznym, inflacja wyniosła 3 proc., miesiąc wcześniej 2,5, na wskaźniku najmocniej odbiły się ceny paliw. Rząd wycofał się z obniżki VAT-u i akcyzy, to wpłynęło na inflację.
– Wynosił około 0,9 pkt proc. – oznajmił ekonomista.
Na razie jednak pakiet CPN nie wróci. Rząd wini za to prezydenta, który do Trybunału Konstytucyjnego odesłał podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Pałac Prezydencki miał wątpliwości konstytucyjne, argumentował, że rząd chce opodatkować zyski sprzed kilku miesięcy, a prawo nie może działać wstecz.
– Taki podatek musi działać wstecz, bo te zyski powstają i dopiero wtedy można nałożyć podatek. Powstają w tej sytuacji kryzysowej – stwierdził Donald Tusk, premier RP.
Zwolennikiem zablokowania podatku jest były prezes Orlenu, Daniel Obajtek. Według europosła próba przeforsowania tego podatku dzisiaj, po kilku miesiącach od wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie, wcale nie uszczupli zysków dużych koncernów.
– Tak naprawdę większość hurtowników przerzuciłaby to dodatkowo na cenę – zauważył Daniel Obajtek, poseł do PE.
W takim scenariuszu, w ocenie europosła, ceny na stacjach byłyby już dzisiaj wyższe o kolejne kilkadziesiąt groszy. Rząd próbuje maskować, co naprawdę robi.
– Szuka tych pieniędzy tam, gdzie najłatwiej je znaleźć – odparł Jacek Sasin, poseł PiS.
Rządzący szukają pieniędzy w kieszeniach obywateli. Końcówka lipca to dalszy dynamiczny wzrost cen na stacjach, ale nie musi być to koniec podwyżek. Rząd zapowiedział program, o mniejszej skali niż CPN i ograniczony w czasie. Będzie on trwał tylko dwa tygodnie.
– Pod koniec wakacji chcielibyśmy wprowadzić też podobny mechanizm, łącznie z regulacją, czyli ustaleniem górnego limitu cen paliw – podkreślił premier RP.
Zdaniem byłego szefa Orlenu benzyna powinna dziś kosztować 6,50 zł, 6,70 zł, a nie złotówkę więcej.
– Dziś Polacy płacicie o 100 zł więcej na baku i nikt nie jest w stanie z Orlenu ekonomicznie tego wytłumaczyć – akcentował Daniel Obajtek.
Na cenę paliwa wpływają trzy zmienne: ceny na giełdach światowych, podatki i chciwość koncernów paliwowych.
– Zaryzykowałbym tezę, że te dzisiejsze ceny są w głównej mierze chęcią pomnażania nadmiarowych zysków przez koncerny paliwowe – powiedział prof. Henryk Wnorowski, członek Rady Polityki Pieniężnej.
Opozycja ma dwie propozycje: powrót pakietu CPN albo sięgnięcie do środków z dywidendy. Orlen wypłacił pod koniec czerwca 9 mld zł dywidendy i ponad połowa trafiła do Skarbu Państwa.
– Weźcie pięć miliardów, które żeście wzięli i zamroźcie ceny na stacjach – wyjaśnił Daniel Obajtek.
To, że rząd tego nie robi, dla polityków Prawa i Sprawiedliwości jest dowodem na katastrofalną sytuację budżetową. Państwo samo wytrąca sobie z ręki narzędzia do reagowania na kryzysy.
– Jeśli w tej sytuacji staje się coś nagłego, jakiś kolejny, zewnętrzny szok podażowy i trzeba interweniować, to nas już na to nie stać – zauważył prof. Henryk Wnorowski.
W pierwszym półroczu deficyt wyniósł blisko 124 mld złotych.
TV Trwam News



