fot. PAP/Abaca

[Jestem w Kościele] Oblicza nieposłuszeństwa

Nie gasną emocje po tym, co wydarzyło się 1 lipca w szwajcarskim Écône. Konsekracje biskupie w Bractwie św. Piusa X bez mandatu Stolicy Apostolskiej stanowiły klasyczny przykład nieposłuszeństwa względem Następcy św. Piotra. W tym samym czasie media obiegły relacje z innego niedopuszczalnego wydarzenia, tzw. złotych godów pary znanych, rzekomo katolickich aktywistów gejowskich z Anglii. Miały one miejsce w jednym z londyńskich kościołów z udziałem kardynała oraz dwóch biskupów. Niestety dotąd nie spotkało się to z reakcją odpowiednich przełożonych.

Trudno inaczej niż mianem skandalu określić to, co się stało 13 czerwca w kościele pw. Świętych Apostołów w stolicy Wielkiej Brytanii. Była tam sprawowana „Msza dziękczynna za 50 lat przyjaźni, związku i zaangażowania w poszukiwanie sprawiedliwości”. Brzmi pięknie, tyle że była to celebracja związku dwójki homoseksualistów: Martina Pendergasta i Juliana Filochowskiego, którzy są parą od 1976 r., a w 2006 sformalizowali swój związek. Wedle relacji medialnych w Eucharystii uczestniczyło ponad 150 osób, a w koncelebrze byli ks. kard. Timothy Radcliffe (który wygłosił homilię i do którego zaraz wrócimy) oraz dwaj biskupi seniorzy – ks. bp John Crowley oraz ks. bp John Rawsthorne. Podczas liturgii miał miejsce cały szereg nadużyć. Ewangelia była czytana w formie dialogowanej, nie przez kapłana, lecz m.in. przez aktywistów LGBT: założycielkę heterodoksyjnej organizacji New Ways Ministry s. Jeannine Gramick oraz homoseksualnego teologa Jamesa Alisona. Ponadto jeden z jubilatów rozdzielał Krew Chrystusa. Wreszcie na zakończenie Mszy Pendergastowi i Filochowskiemu udzielono uroczystego błogosławieństwa z formularza przygotowanego (oczywiście bezprawnie) przez belgijskich biskupów.

Wróćmy jednak do ks. kard. Radcliffe’a, który wygłosił homilię o  „chrześcijańskiej przyjaźni jako darze Bożym i uczestnictwie w życiu Trójcy Świętej”. Jak można się domyślić, zabrakło w niej jakiegokolwiek potępienia relacji homoseksualnych. Po tym, jak o sprawie zrobiło się głośno, odniósł się do niej sam kaznodzieja, wyjaśniając, że w homilii nie nawiązywał do życia jubilatów, a Msza była „celebracją wszelkiej przyjaźni”. Ks. kardynał twierdzi też, że nie wiedział o planowanym błogosławieństwie i sam go nie udzielił. Zarazem wyraził ubolewanie, że nie uszanowano prywatnego charakteru tej uroczystości, jak gdyby to cokolwiek zmieniało. Pamiętajmy, że każda Msza z definicji jest publiczna. Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności trudno uznać wyjaśnienia ks. kard. Radcliffe’a za satysfakcjonujące, delikatnie mówiąc.

Warto zauważyć, że cała sytuacja miała miejsce po tym, jak papież Leon upomniał niemieckich biskupów, że sformalizowane błogosławieństwa związków homoseksualnych są niedopuszczalne. W tej samej wypowiedzi Ojciec Święty zaznaczył natomiast, że każda osoba bez wyjątku może zostać pobłogosławiona np. na zakończenie Mszy św. Była to zatem ortodoksyjna interpretacja kontrowersyjnej deklaracji Fiducia supplicans autorstwa Dykasterii Nauki Wiary sprzed półtora roku, która wprowadziła niepotrzebne zamieszanie w tej sprawie.

Podobna celebracja związku wspomnianych homoseksualistów miała miejsce 25 lat temu, jednak wówczas biskup, który miał przewodniczyć Mszy zrezygnował na polecenie arcybiskupa Westminsteru. To jednak nie usatysfakcjonowało ks. kard. Josepha Ratzingera, który ocenił reakcję angielskich biskupów jako rozczarowująco powściągliwą. Tym razem jak na razie nie ma żadnej reakcji ze strony odpowiednich przełożonych – zwłaszcza biskupa miejsca, ale z uwagi na obecność ks. kard. Radcliffe’a, także Stolicy Apostolskiej – co stanowi wodę na młyn dla Bractwa św. Piusa X. To dla nich kolejny z rażących przykładów nadużyć w Kościele, które mogą wyciągać, mówiąc „patrzcie, jakie podwójne standardy ma Rzym – dla nas ekskomunika, a moderniści chodzą bezkarni”. I niestety jest w tym sporo racji, choć niewątpliwie nie można tu stawiać znaku równości ani usprawiedliwiać nieposłuszeństwa FSSPX innym nieposłuszeństwem. Stolica Apostolska bowiem równie stanowczo reaguje na podważanie prymatu i władzy papieża także po stronie „postępowej”. W pozostałych sprawach, w tym doktrynalnych, wykazuje się jednak daleko idącą wyrozumiałością. Chyba zbyt daleko idącą.

Wojciech Grzywacz

drukuj