PAP/EPA

[JESTEM W KOŚCIELE] Skała czy zakała? O schizmie FSSPX słów kilka

„Czy macie mandat apostolski?” – takie pytanie zadał główny konsekrator na początku liturgii święceń biskupich w Bractwie św. Piusa X. Tu oczywiście powinna paść odpowiedź „nie”, a uroczystość winna się zakończyć. Niestety jednak do wyświęcenia biskupów bez zgody Rzymu doszło, co pociągnęło za sobą najpoważniejsze konsekwencje – formalną schizmę i ogłoszoną przez Stolicę Apostolską ekskomunikę, która objęła nie tylko biskupów FSSPX, ale także wiernych formalnie należących do Bractwa (o tym, jak to należy rozumieć, można przeczytać w dokumencie Watykanu). Niektórzy z tego powodu triumfują, ale to przecież kolejna rana zadana Kościołowi, wobec której trzeba się raczej smucić i jeszcze bardziej modlić o jedność.

Bractwo niestety odrzuciło rękę wyciągniętą przez Stolicę Apostolską, na czele z samym papieżem. Zarówno Dykasteria Nauki Wiary, jak i Leon XIV deklarowali gotowość do dialogu, także ws. tekstów Soboru Watykańskiego II. Pamiętajmy także, że do pojednania nie doszło nawet za pontyfikatu Benedykta XVI, który wykonał wiele gestów dobrej woli, na czele ze zdjęciem ekskomuniki z biskupów Bractwa i uwolnieniem Mszy trydenckiej. Nie było bardziej dogodnej dla FSSPX sytuacji, aby powrócić do pełnej jedności, a mimo to zatwardziałość przełożonych Bractwa przeważyła. Tak więc dziś mamy do czynienia ze smutną, ale niestety naturalną konsekwencją tego wszystkiego, co narastało przez lata.

Bractwo nie od dziś funkcjonowało bowiem w mentalnej schizmie. Co z tego, że FSSPX twierdzi, iż uznaje papieża, skoro całkowicie ignoruje jego decyzje? Dlaczego ignoruje zapewnienie Chrystusa o zachowaniu Kościoła od mocy piekielnych i namaszczenie Piotra na skałę, deklarując wszem i wobec: „Od Soboru Watykańskiego II aż do dnia dzisiejszego władze Kościoła kierowane są duchem przeciwnym wierze i działają wbrew świętej Tradycji”? O jakiej komunii kościelnej mówimy, skoro Bractwo ma swoje własne, niezależne od Rzymu struktury sądownicze? W takiej sytuacji Piotr naszych czasów zdaje się być dla nich nie skałą, lecz zakałą.

Sytuacja ta stanowi cenny przykład, jak nie walczyć z błędami w Kościele. Co z tego, że wiele z diagnoz stawianych przez FSSPX jest celnych, skoro wykorzystywane przez nich metody są niedopuszczalne. Nawet najwznioślejsze cele nie uświęcają środków. To podstawy katolickiej moralności. Jak powiedział  ks. kard. Raymond Leo Burke: „Nawet jeśli w Kościele istnieją poważne trudności – a z pewnością istnieją – pozostajemy przy naszym Panu i walczymy oraz robimy to, co do nas należy, aby dochować wierności. Reszta jest w rękach Boga. Żadna sytuacja nie usprawiedliwia czynienia czegoś, co jest wewnętrznie złe”. Owszem, byłoby idealnie, gdyby Stolica Apostolska była równie aktywna i stanowcza w zwalczaniu innych błędów i herezji, ale to nie stanowi żadnego usprawiedliwienia dla działań FSSPX.

W tej trudnej sytuacji miejmy na uwadze przede wszystkim jedną rzecz – nie brakuje środowisk przywiązanych do Tradycji, które w przeciwieństwie do Bractwa św. Piusa X, są w pełnej jedności z Kościołem. Wystarczy wspomnieć choćby Instytut Dobrego Pasterza, Bractwo św. Piotra czy duszpasterstwa diecezjalne. Byłoby wielką niesprawiedliwością mierzyć ich jedną miarą. Co więcej, to właśnie te środowiska najbardziej ucierpiały na skutek restrykcji wprowadzonych podczas poprzedniego pontyfikatu. Część związanych z nimi wiernych została wówczas niejako wypchnięta w ramiona FSSPX, do którego papież Franciszek miał chyba jakąś słabość, gdyż udzielił kapłanom Bractwa powszechnej jurysdykcji do spowiadania oraz uregulował kwestię ważności zawieranych przed nimi małżeństw.

Dlatego wydaje się, że w obliczu tego wszystkiego najwłaściwszym rozwiązaniem byłoby szerokie otwarcie ramion na katolików przywiązanych do liturgii przedsoborowej (których przybywa w szybkim tempie), zarówno tych, którzy trwają w jedności z Kościołem, jak i tych, którzy na skutek schizmy Bractwa będą chcieli powrócić na jego łono. I nie chodzi tylko o wytyczne dotyczące ponownego przyjęcia do Kościoła, które już wydała Stolica Apostolska, a które są istotnie raczej łagodne, lecz również o to, aby mogli oni nadal czerpać z bogactwa nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego, bez rzucania im kłód pod nogi. Z pewnością nie będzie to możliwe zachowując status quo. Tylko powrót do myśli stojącej za Summorum Pontificum Benedykta XVI może dać nadzieję na uleczenie tych podziałów.

 

Wojciech Grzywacz

drukuj