Prezes Polskiej Grupy Mleczarskiej: Potrzeba natychmiastowych działań osłonowych związanych z sukcesywnym zwiększeniem produkcji i napływem produktów z Ukrainy do Polski
Największe inwestycje w sektor mleczarski na Ukrainie mają być na zachodniej stronie granicy z Ukrainą, a więc na granicy z Polską, więc potrzeba praktycznie natychmiastowych działań osłonowych po to, żeby być przygotowanym na to, co będzie, bo to nie stanie się oczywiście z dnia na dzień, dlatego że produkcja mleka wymaga określonego tempa czy raczej osiągania zdolności produkcyjnych, to będzie raczej trwało nie dni, tygodnie, a w najgorszym przypadku dla nas miesiące i lata, natomiast to będzie sukcesywne zwiększenie produkcji i napływ produktów z Ukrainy do Polski – mówił Jarosław Malczewski, prezes Polskiej Grupy Mleczarskiej, w czwartkowej audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
Ukraina ma podwoić eksport mleka – tak wynika z ujawnionego projektu strategii rozwoju przemysłu mleczarskiego do 2035 roku. Jest to kolejny cios, który uderzy w polski przemysł mleczarski, borykający się już z dużymi problemami.
– Aktualnie na polskim i europejskim rynku mleka mamy głęboki kryzys. Ceny rok do roku w skupie spadły o ponad 20 proc., natomiast tego spadku jeszcze nie ma końca, dlatego że on będzie kontynuowany w sezonie letnim. Wynika to z nadprodukcji w Unii Europejskiej. Już 4,6 proc. więcej mleka wyprodukowali rolnicy w 2026 roku w porównaniu do 2025 roku. Natomiast jeśli przyjrzymy się rynkowi polskiemu, to ten wzrost produkcji jest nieco mniejszy, bo jest 3 procent. Teraz ceny spadają również z uwagi na sezonowy wzrost produkcji mleka, który naturalnie rzecz biorąc w Unii Europejskiej przypada na okres czerwca i lipca. Takim rozwiązaniem na zakończenie tych spadków i na stabilizację cen byłby wzrost spożycia w Unii Europejskiej napojów fermentowanych i lodów. Przy tym temacie warto się zatrzymać na dłużej, dlatego że Unia Europejska ma z Ukrainą umowę DCFTA, czyli kompleksową umowę o wolnym handlu. Natomiast ona zawiera kontyngenty, w szczególności dotyczą one masła i odtłuszczonego mleka w proszku. Natomiast, co ciekawe, w temacie napojów fermentowanych, a więc jogurtów, kefirów i innych, nie ma żadnych limitów. Limitów nie ma również w przypadku produkcji lodów, a więc to zagrożenie faktycznie z Ukrainy jest i ono jest spore, dlatego że Ukraina jest w stanie eksportować właśnie te produkty, które miałyby być dla nas ostatnią deską ratunku, żeby zatrzymać ten trudny okres – wyjaśnił Jarosław Malczewski.
Jak podkreślił prezes Polskiej Grupy Mleczarskiej, poza Radiem Maryja i TV Trwam inne media przedstawiają problem branży mleczarskiej w związku z Ukrainą zupełnie odwrotnie.
– Mianowicie, że Ukraina ma wolumenowy spadek eksportu o 10 proc., z kolei wartościowy o 19 procent. Natomiast jeśli przyjrzymy się sprawie bliżej, to skupmy się przede wszystkim na tych produktach, które będą stanowiły zagrożenie dla rynku polskiego. To są np. sery dojrzewające, tu nie mamy żadnych limitów. Dodam, że aktualna cena takiego standardu, jeśli chodzi o sery twarde, to jest ser gouda, który kosztuje 12 zł za kilogram. Na kilogram goudy potrzeba 10 kg mleka, więc mleko musiałoby kosztować mniej więcej 1,20 zł za litr. Koszty produkcji mleka w gospodarstwach rolnych w tej chwili są od 1,60 zł do nawet 2 zł, w zależności od stopnia zakredytowania, czy też spłat rad kredytów bankowych, które nie czekają na spłaty, nie interesuje ich to, czy mamy kryzys na rynku mleka, czy go nie mamy. A więc pytanie, jakie jest na to rozwiązanie, bo krytyki w mediach jest dużo – ocenił.
Gość Radia Maryja zwrócił uwagę, że tylko w ramach inicjatywy prezydenta Nawrockiego i Rady ds. Rolnictwa są proponowane jakieś rozwiązania. Chodzi m.in. o ochronę cen przez rynek, czyli – jak określił to Jarosław Malczewski – miękka bariera wejścia.
– Różnego rodzaju mechanizmy ochronne, które funkcjonują choćby w Niemczech. Tam na przykład jest standard V- LOG, który mówi o tym, że Niemcy wprawdzie mogą kupić mleko i artykuły mleczarskie z pozostałych krajów Unii Europejskiej bez ceł i kontyngentów, natomiast nie mogą tego umieścić w handlu detalicznym. W Polsce takich mechanizmów ochronnych nie ma. Ministerstwo Rolnictwa mówi o tym, że nad tym pracuje, ale skutków na razie brak – dodał.
Prezes Polskiej Grupy Mleczarskiej mówił o rozwiązaniach, które trzeba wdrożyć na szczeblu europejskim.
– W Brukseli jest ponad 400 różnego rodzaju organizacji lobbingowych i tak naprawdę skuteczność tych rozmów, które podejmują rządy, jest niejako pochodną tego, co odbywa się faktycznie w Brukseli. W mojej ocenie jeden z sekretarzy bądź podsekretarzy stanu w Ministerstwie Rolnictwa powinien mieć stałe przedstawicielstwo w Brukseli. Tak między innymi działa Ukraina, czego mamy w tej chwili namacalne dowody, kiedy polityków ukraińskich obecnie jest łatwiej spotkać w kawiarni w Brukseli i tam na miejscu, aniżeli w Kijowie. Myślę, że problemem jest przede wszystkim zbyt słabe zaangażowanie sił dyplomatycznych i lobbingowych, które muszą się zaangażować, żeby wspierać polski rząd w dostarczeniu mu argumentów – wyjaśnił.
– Polska jako kraj graniczny, który ma najdłuższą granicę z Ukrainą, z założenia jest narażony. Mało tego, największe inwestycje w sektor mleczarski na Ukrainie mają być na zachodniej stronie granicy z Ukrainą, a więc na granicy z Polską, więc potrzeba praktycznie natychmiastowych działań osłonowych po to, żeby być przygotowanym na to, co będzie, bo to nie stanie się oczywiście z dnia na dzień, dlatego że produkcja mleka wymaga określonego tempa czy raczej osiągania zdolności produkcyjnych, to będzie raczej trwało nie dni, tygodnie, a w najgorszym przypadku dla nas miesiące i lata, natomiast to będzie sukcesywne zwiększenie produkcji i napływ produktów z Ukrainy do Polski – zauważył gość Radia Maryja.
Całą rozmowę z Jarosławem Malczewskim można odsłuchać [tutaj].
radiomaryja.pl



