Pos. B. Kownacki o programie SAFE: Sam fakt dodatkowych pieniędzy dla polskiej armii zawsze będzie korzystny. Im więcej funduszy, tym lepiej, bo armia może się zbroić. Problem leży w tym, jak te pieniądze są wydatkowane, skąd pochodzą, jakie są warunki ich udzielania
Sam fakt dodatkowych pieniędzy dla polskiej armii zawsze będzie korzystny. Im więcej funduszy, tym lepiej, bo armia może się zbroić. Problem leży w tym, jak te pieniądze są wydatkowane, skąd pochodzą, jakie są warunki udzielania pieniędzy. My w związku z tym zgłaszaliśmy szereg poprawek w tej sprawie. Gdyby to rzeczywiście były dodatkowe pieniądze i to Polacy by decydowali, jak będą wydane, a nie Bruksela, to bylibyśmy otwarci na tę pożyczkę. Ona byłaby wówczas korzystna, jak jedna z wielu. W tej sytuacji, która jest, jestem krytycznie nastawiony do całego rozwiązania i nie sądzę, że okaże się sukcesem – mówił Bartosz Kownacki, poseł Prawa i Sprawiedliwości, członek sejmowej komisji obrony narodowej, w programie „Polski punkt widzenia” w TV Trwam.
Pierwsze umowy w ramach programu SAFE zostały już podpisane.
Dodatkowe środki dla polskiej armii same w sobie są dobrą informacją, bo bezpieczeństwo wymaga dziś większych nakładów i szybszej modernizacji wojska. Kluczowe pozostaje jednak to, na jakich zasadach te pieniądze będą przyznawane i kto faktycznie zdecyduje o ich wydatkowaniu.
– Sam fakt dodatkowych pieniędzy dla polskiej armii zawsze będzie korzystny. Im więcej funduszy, tym lepiej, bo armia może się zbroić. Problem leży w tym, jak te pieniądze są wydatkowane, skąd pochodzą, jakie są warunki udzielania pieniędzy. My w związku z tym zgłaszaliśmy szereg poprawek w tej sprawie. Gdyby to rzeczywiście były dodatkowe pieniądze i to Polacy by decydowali, jak będą wydane, a nie Bruksela, to bylibyśmy otwarci na tę pożyczkę. Ona byłaby wówczas korzystna, jak jedna z wielu. W tej sytuacji, która jest, jestem krytycznie nastawiony do całego rozwiązania i nie sądzę, że okaże się sukcesem – wskazał Bartosz Kownacki.
Tempo zawierania kolejnych umów zbrojeniowych zaczyna budzić coraz większe wątpliwości. W przypadku kontraktów liczonych w miliardach złotych standardem są wielomiesięczne negocjacje i szczegółowe analizy dotyczące możliwości produkcyjnych, terminów dostaw oraz zaplecza wykonawców. Tymczasem przyspieszenie całego procesu rodzi pytania o to, czy wszystkie zobowiązania będą mogły zostać zrealizowane zgodnie z planem. Pojawiają się również obawy, że ewentualne opóźnienia mogą mieć poważne konsekwencje zarówno dla zamawiających, jak i samych firm zbrojeniowych.
– Jednym z podstawowych problemów jest to, iż kiedy negocjujemy kontakty zbrojeniowe, które są wielomiliardowe, to trzeba wielu miesięcy, dlatego że potrzebna jest ocena tego, czy jesteśmy w stanie wyprodukować dany produkt, czy dostarczymy go na czas, czy mamy źródła dostaw, czy mamy odpowiednią ilość pracowników. Jeżeli to się robi w przeciągu kilku miesięcy, to obawiam się, że albo będzie tak, iż produkty nie zostaną w ogóle dostarczone, albo zostaną dostarczone z pewnym opóźnieniem, co będzie skutkowało konsekwencjami dla firm – zauważył poseł PiS.
Czas na krajowe kontrakty w ramach programu SAFE powoli się kończy. Do 30 maja rząd może jeszcze realizować zakupy samodzielnie, natomiast później mechanizm ma opierać się już głównie na wspólnych projektach prowadzonych z państwami Unii Europejskiej. To właśnie dlatego coraz częściej pojawiają się pytania o to, jaka część pieniędzy faktycznie zostanie wydana w Polsce.
– Rząd Donalda Tuska chwalił się tym, że ponad 80 proc. tych pieniędzy trafi do polskiego przemysłu zbrojeniowego, ale koalicja rządząca odmówiła zawarcia tego przepisu w umowie, mimo że w programach telewizyjnych cały czas twierdzili, iż to będzie tego rzędu wielkość. W rzeczywistości tylko połowa tej kwoty zostanie wydana indywidualnie przez Polskę, duża część z tego trafi poza nasz kraj. Z tych 100 miliardów złotych i tak ok. 50 miliardów złotych trafi poza polski przemysł zbrojeniowy. Pozostała kwota 80-90 miliardów złotych nie ma szans, by była wydatkowana w polskim przemyśle zbrojeniowym, mówię to jako osoba, która była przez kilka lat odpowiedzialna za zakupy w polskim przemyśle – akcentował członek sejmowej komisji obrony narodowej.
radiomaryja.pl




