fot. PAP/Adam Warżawa

Polska Żegluga Bałtycka na dnie

Katastrofalna sytuacja finansowa w Polskiej Żegludze Bałtyckiej. Prawo i Sprawiedliwość obawia się upadku armatora i wyprzedaży jego majątku. Zarzuca rządowi świadome działania, na których skorzystają przewoźnicy niemieccy.

Polska Żegluga Bałtycka to drugi co do wielkości polski armator, ale politycy Prawa i Sprawiedliwości obawiają się, że już nie na długo.

– Wszystko wskazuje na to, że Polska Żegluga Bałtycka zostanie zlikwidowana – alarmuje poseł Marek Gróbarczyk z PiS, który w latach 2015-2020 kierował Ministerstwem Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej.

Politycy opozycji powołują się na pismo, jakie otrzymali od wiceministra infrastruktury, Arkadiusza Marchewki.

– PŻB jest zadłużona na 70 mln złotych. Plus, jeśli byśmy dodali do tego 45 mln pożyczki długoterminowej z ARP, to praktycznie mamy teraz zadłużenie 115 mln złotych– mówił poseł Czesław Hoc z PiS.

Pożyczka ma umożliwić spłatę bieżących zobowiązań – w pierwszej kolejności wobec portów. Cięcia już odczuwają pracownicy – alarmuje poseł Marek Gróbarczyk.

Przestaną płacić marynarzom, portom; prawdopodobnie od roku nie są regulowane opłaty portowe w porcie Ystad, nie są płacone zobowiązania formalno-prawne i nie ma pieniędzy na remonty jednostek – zwrócił uwagę parlamentarzysta.

Pracownicy – jak relacjonował były minister gospodarki morskiej – zostali poinformowani, że ci zarabiający powyżej 500 euro, zamiast pełnych pensji, otrzymają tylko zaliczki. Politycy opozycji mówią, że tak narastającego długu w tak krótkim okresie nie da się wytłumaczyć inaczej niż wyprowadzeniem pieniędzy ze spółki. Rozważają w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Tłumaczą, że upadek polskiego armatora pozwoli, by na trasie ze Świnoujścia do Szwecji operowali głównie niemieccy przewoźnicy.

TV Trwam News

drukuj