fot. PAP/Kay Nietfeld

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz kłamie ws. II Wojny Światowej

Kanclerz Niemiec zakłamuje historię II Wojny Światowej. Opozycja domaga się wezwania przez MSZ ambasadora Niemiec w celu złożenia wyjaśnień.

Niemcy cały czas próbują zakłamywać historię, pomniejszając skalę dokonanych przez siebie zbrodni w czasie II wojny światowej. Ta wypowiedź kanclerza Niemiec Friedricha Merza to tylko jeden z przykładów.

– Wojna na Ukrainie trwać będzie wkrótce już 4 lata. To dłużej niż II wojna światowa – powiedział Friedrich Merz, kanclerz Niemiec.

To kłamstwo historyczne. Kanclerz pominął napaść Niemiec na Polskę 1 września 1939 r. jako datę rozpoczęcia II wojny światowej. Podobnie robią Rosjanie,  datując rozpoczęcie wojny na 1941 r., kiedy Niemcy napadły na Rosję. Kompletnie pomijany jest pakt Ribbentrop–Mołotow.

– To draństwo nienotowane od dawna i tu przypadku nie ma. Przecież to nie jest zwykły głupek. To jest kanclerz Republiki Federalnej Niemiec. Nie dość, że kilka tygodni temu w Halle powiedział, że największym ich sąsiadem jest Rosja, to kilka dni temu powiedział, że wojna na Ukrainie trwa już dłużej niż II wojna światowa. Słucham? Zapomniał pan, panie Friedrich, że pański ojciec, a już na pewno pańscy dziadkowie napadli na Polskę 1 września 1939 r. i wojna trwała ponad pięć i pół roku, a nie cztery lata? To są te Niemcy, których Sikorski wzywa do przywództwa w Europie? To są te Niemcy, którym służy Tusk? – pytał prof. Przemysław Czarnek, poseł PiS.

Do sprawy w mediach społecznościowych odniósł się europoseł Arkadiusz Mularczyk, który w czasie rządów PiS był pełnomocnik rządu ds. reperacji.

„Hej Panie Radosław Sikorski. Czy niemiecki ambasador zostanie wezwany po słowach kanclerza Merza?  II wojna światowa zaczęła się 1 września 1939 r. od niemieckiej agresji na Polskę. Pomijanie tego faktu i sprowadzanie jej do „czteroletniej wojny” brzmi jak echo narracji o „Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej”. Historia nie zaczyna się w 1941 roku. A pakt Ribbentrop–Mołotow nie wyparował z podręczników. Czekamy na asertywną politykę wobec „moralnego lidera” Europy” – napisał na platformie X Arkadiusz Mularczyk.

Jednocześnie cały czas jest rozmywana – zarówno przez Niemcy, jak i obecny polski rząd – sprawa reparacji. W zagranicznych mediach pojawiła się za to informacja, że Polska rzekomo będzie dochodzić reparacji od Rosji. O sprawie poinformował m.in. Financial Times.

– Zastanawia mnie to, dlaczego dzisiaj ta gazeta pisze, że Polska będzie dochodzić reparacji od Rosji, skoro formalnie taka sprawa w ogóle nie istnieje. Nie ma raportu o stratach wojennych, nie ma noty dyplomatycznej, nie ma wreszcie żadnej oficjalnej strategii ogłoszonej przez Tuska czy Sikorskiego w tej sprawie. A mimo to temat pojawia się w mediach międzynarodowych. Moim zdaniem to jest sprawa oczywista. Celem jest przesunięcie akcentów i odwrócenie uwagi od kwestii reparacji od Niemiec; sprawy realnej, udokumentowanej i opartej na konkretnym raporcie strat. Zamiast dyskusji o odpowiedzialności Berlina pojawia się zatem narracja o hipotetycznych roszczeniach wobec Rosji, które na dzień dzisiejszy nie są wyliczone. W polityce informacyjnej na świecie nie ma przypadków. Jeśli ktoś zmienia temat, warto zapytać, komu to służy – zaznaczył Arkadiusz Mularczyk, europoseł PiS, b. pełnomocnik rządu ds. reparacji.

Niemcy cały czas przekonują, że sprawa reparacji jest dla nich zamknięta. Żadnych aktywnych działań w tym zakresie nie podejmuje rząd Donalda Tuska. Prezydent Karol Nawrocki proponuje, żeby reparacje od Niemiec trafiły na polską obronność. Według raportu zespołu ds. strat wojennych  niemieckie zniszczenia w Polsce oszacowano na 6 bilionów 200 miliardów złotych.

TV Trwam News

drukuj