Plan rządu Tuska na naprawę polskiej demografii – Polki mają rodzić albo na szpitalnych oddziałach ratunkowych, albo w tzw. pokojach narodzin
Od początku roku z powodu oszczędności zamknięto już osiemnaście porodówek. Rząd proponuje, aby Polki rodziły w tzw. pokojach narodzin przy SOR-ach. Według wytycznych w szpitalach, gdzie powstaną takie miejsca, będzie musiał dyżurować ginekolog, ale tylko 10 godzin dziennie.
W minionym roku liczba Polaków zmalała o 157 tysięcy. To tak jakby z mapy Polski zniknął Elbląg. Równocześnie rodzi się coraz mniej nowych obywateli.
Liczba urodzeń była o 168 tys. niższa od liczby zgonów – poinformował Główny Urząd Statystyczny.
– W ostatnim czasie, jak Państwo widzicie, sytuacja niekorzystna się pogłębia – mówił Marek Cierpiał-Wolan, prezes GUS.
Kryzysy demograficzny w Polsce się pogłębia. Rodzi się coraz mniej dzieci, dlatego szpitale prowadzące porodówki szukają oszczędności. Od początku roku zlikwidowano 18 oddziałów porodowych. 1 lutego wchodzi rozporządzenie ministerstwa, które odpowiada na ten problem. Rząd proponuje, aby Polki dojeżdżały do szpitali w większych miastach, a gdy nie będzie to możliwe, rodziły w tzw. pokoju narodzin przy szpitalnym oddziale ratunkowym.
– W którym w przypadku porodu, który już jest tak zaawansowany, że kobieta nie będzie mogła dojechać do szpitala z oddziałem położniczym, będzie się mógł odbyć poród w bezpieczny sposób – wskazał Tomasz Maciejewski, wiceminister zdrowia.
Pokoje narodzin mają powstawać w placówkach oddalonych o co najmniej 25 kilometrów od szpitali, gdzie działają porodówki. To będą miejsca awaryjne.
– Musi być całodobowo położna, która jest przeszkolona w resuscytacji noworodka i posiada sprzęt do prowadzenia, ma inkubator, będzie musiała mieć do dyspozycji samochód – oznajmił dr Artur Płachta, ginekolog, prezes Wojskowej Rady Lekarskiej, członek Naczelnej Izby lekarskiej.
Wątpliwości w sprawie propozycji Ministerstwa Zdrowia zgłosiła Naczelna Izba Lekarska. W komunikacje wskazała na realne zagrożenie dla życia matki i dziecka. Przepisy zakładają, że w szpitalu z pokojem narodzin ginekolog będzie dyżurował od godziny 8.00 do 18.00.
„O ile więc szpitale, które mają ginekologię, jeszcze sobie poradzą, bo w razie czego ginekolog jest tam cały czas, o tyle poważny problem będą miały placówki, w których zlikwidowano nie tylko oddział położniczy, ale także ginekologiczny (…). Pojawia się więc pytanie, kto miałby wykonać np. cesarskie cięcie – ortopeda, chirurg” – napisała Naczelna Izba Lekarska.
Pomysł ministerstwa może odbić się na funkcjonowaniu szpitalnych oddziałów ratunkowych, które już teraz mają problemy z obsadą. Lekarze nie będą chcieli tam dyżurować, bojąc się odpowiedzialności.
– Lekarze mniej chętnie mogą chcieć dyżurować na takim SOR-ze właśnie z tego powodu, że warunki mogą być niebezpieczne – akcentowała Katarzyna Sójka, lekarz, poseł PiS.
Zagrożeniem dla matki i dziecka będzie też transport do najbliższego oddziału położniczego oddalonego o dziesiątki kilometrów. Rząd nie może oszczędzać środków kosztem porodówek.
– Żyjemy w XXI wieku i uważam, że nie na bezpieczeństwie rodzącej powinno się dzisiaj oszczędzać – zaznaczyła poseł Katarzyna Sójka.
Rządzący wciąż szukaj środków na łatanie służby zdrowia. Tegoroczny deficyt NFZ-tu ma przekroczyć 23 mld złotych.
TV Trwam News



