fot. mnki.pl

[NASZ DZIENNIK] Uczył nas myśleć po polsku

Literatura Henryka Sienkiewicza nie tylko budziła uczucia narodowe i wolę oporu, ale była sprzeciwem wobec burzycieli odwiecznego, moralnego porządku – wskazuje dr Jarosław Szarek na łamach „Naszego Dziennika”.

Rok 2026 upłynie pod znakiem Henryka Sienkiewicza (1846-1916), pisarza, który zawładnął świadomością pokoleń Polaków, a i dzisiaj nadal zajmuje w niej poczesne miejsce. Tym bardziej jest znienawidzony przez destruktorów narodowej tożsamości, traktujących polskość jak balast, którego należy się pozbyć, aby zbudować nowy, wspaniały świat. Jego literatura nie tylko budziła uczucia narodowe i wolę oporu, ale też była sprzeciwem wobec rewolucyjnych burzycieli odwiecznego, moralnego porządku. „Quo vadis” wskrzeszało chrześcijańskiego ducha wśród milionów czytelników w coraz bardziej ateistycznym świecie.

Pisarz dowiódł siły słowa i kultury w zmaganiach z potęgami, za którymi stały wielkie armie i prasowe koncerny. Parafrazując słowa Jacka Malczewskiego, Sienkiewicz „pisał tak, by Polska zmartwychwstała”, i chociaż on sam niepodległości nie doczekał, to miał w jej odzyskaniu swój znaczący udział. Na lekturze powieści historycznych Henryka Sienkiewicza wychowały się całe generacje Polaków, którym przyszło walczyć z zaborcami i okupantami. Wystarczy policzyć, ilu w Legionach Polskich czy Armii Krajowej było „Kmiciców”, „Skrzetuskich”, „Rochów”, „Jurandów” i „Jagienek”.

Już po jego śmierci w 1916 roku ojciec Jacek Woroniecki zauważył, że „cudnym swym językiem uczył on nas myśleć po polsku, ale nie było mu obojętnym, dokąd myśl jego czytelników pobiegnie”, a „w dziedzinie życia narodowego przenikliwy jego umysł odgadł, że minęła już doba narzekań i lamentów i że zbliża się chwila, kiedy wyzwolenie przyjść musi, bo naród jest zdrów i silny, i ma wiarę w siebie. Sięgnął on do starych naszych tradycji dziejowych, do momentów najtragiczniejszych, w których moc ducha narodowego najsilniej się uwydatniła, i z tych chwil tak ważnych w naszych dziejach wysnuł wskazania na przyszłość, wskazania pełne otuchy i światła. Toteż danym mu było widzieć z dala powstające zorze tej wolności, do której nikt z współczesnych nam w tym stopniu co on się nie przyczynił” – podkreślił rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Współczesna recepcja Sienkiewicza, docierająca do masowego odbiorcy za pośrednictwem filmów, jest skażona polityczną poprawnością. Tak było z „Ogniem i mieczem”, najgorszą z ekranizacji „Trylogii”, czy ostatnią wersją „W pustyni i w puszczy”. W tej ostatniej filmowcy pominęli istotne cytaty, jak choćby deklarację Stasia Tarkowskiego: „Jestem chrześcijaninem jak mój ojciec”, czy radę ojca: „Słuchaj, Stasiu! Śmiercią nie wolno nikomu szafować, ale jeżeli ktoś zagrozi twej ojczyźnie, życiu twej matki, siostry lub życiu kobiety, którą ci oddano w opiekę, to pal mu w łeb, ani pytaj i nie czyń sobie z tego żadnych wyrzutów!”.

Wiatr minionych wieków

Gdy Henryk Sienkiewicz przyszedł w 1846 roku na świat w zubożałej rodzinie ziemiańskiej w Woli Okrzejskiej na Podlasiu, Polski nie było na mapach Europy od pół wieku. Jak w tylu polskich domach tamtego czasu wyrastał przy „Śpiewach historycznych” Juliana Ursyna Niemcewicza, gdyż: „Wspominać młodzieży o dziełach jej przodków, dać jej poznać najświetniejsze Narodu epoki, stowarzyszyć miłość Ojczyzny z najpierwszymi pamięci wrażeniami, jest to niemylny sposób zaszczepienia w Narodzie silnego przywiązania do kraju: nic już wtenczas tych pierwszych wrażeń, tych rannych pojęć zatrzeć nie zdoła, wzmagają się one z latami, usposabiają dzielnych do boju obrońców, do rady mężów cnotliwych”.

W chłopięcych latach marzył, aby zostać rycerzem: „Chciałem wówczas jeździć po cecorskim i po innych błoniach”, a zafascynowany „Robinsonem Crusoe” myślał, aby osiąść na bezludnej wyspie. Na strychu znalazł stary kufer z książkami: „prawie uczyłem się czytać na Reju, Kochanowskim, Górnickim, Skardze, Birkowskim, Orzechowskim. Od tego czasu datuje się moja znajomość języka staropolskiego” – wspominał.

Miał dwanaście lat, gdy rozpoczął naukę w Warszawie. Szczególnie rozkochał się w kościele św. Jana – stołecznej farze – dzisiejszej archikatedrze, gdzie spoczywają jego szczątki. Nie mógł przejść obojętnie wobec jej gotyckiego wystroju.

„A wszelako sam nie wiem, czy od tych rozmaitych pamiątek, od tych portretów, od tych pomników, od tych marmurowych twarzy nie wiał na mnie wówczas wiatr minionych wieków, sławy, siły, wolności – i nie nanosił tych ziaren, które długo leżały mi w duszy, zanim wyrosły z nich moje powieści historyczne” – tłumaczył po latach.

Po wybuchu Powstania Styczniowego zamierzał zaciągnąć się do jednego z oddziałów, ale nie przyjęto go ze względu na młody wiek. Rozpoczynając studia na wydziale prawnym Szkoły Głównej, przeżył młodzieńczy kryzys wiary, tak charakterystyczny dla pokolenia uwiedzionego pozytywistycznymi i ateistycznymi prądami epoki. Ale jak pisał do kolegi, Konrada Dobrskiego: „Nie z wyrozumowania, nie z żadnych wniosków filozoficznych, ale jakoś mimowiednie, jakoś z potrzeby klęknąłem pewnego wieczora do niemówionego od dwóch lat pacierza. Od tej chwili wierzę – całą siłą. Krótka ta modlitwa podziałała na mnie zbawiennie”. W liście tym złożył też deklarację, której pozostał wierny w życiu już dojrzałym: „Chcę dla tego walczyć, w imieniu tego, co nazywają idealnym pięknym i dobrym. – Idealizm – piękno i dobro są, zdaje mi się, pojęcia zbliżone do siebie bardzo – proza więc życia, mówię o życiu duchowym, które dziś [leży] pod nogami realizmu – musi pociągać wiele złego, wiele brudu i głupoty – dlatego powtarzam, chcę walczyć przeciwko takiemu życiu”.

Studiował kolejno prawo, medycynę i w końcu wybrał wydział lekarski, ale żadnego z kierunków nie ukończył.

Dusza domu i rodziny matka

Stał z boku ówczesnego środowiska młodzieży nadającej ton intelektualnemu życiu Warszawy, które toczyło się wokół pozytywistów, ale poznał ich wszystkich, a Aleksander Świętochowski zapamiętał go jako „studenta, który niczym nie zapowiadał wysokiego talentu”, zaimponował mu jednak wiedzą historyczną. Ostatecznie po czterech latach studiów Sienkiewicz opuścił uczelnię bez jej ukończenia, gdyż nie złożył końcowych egzaminów. W jednym z tekstów pisał wtedy: „Szkoła daje wiedzę kosmopolityczną i bezbarwną, potrzeba ją więc zabarwić na swojski sposób i rozegrać. Uniwersytety dają (jeżeli) tylko wiedzę i nic więcej, a gdzież jeszcze siła moralna, która ma być kośćcem duchowym organizmu […] ’Wiedza to potęga!’. Dziś dodajemy – i huragan jest potęgą. Aby wiedza jako potęga była pożyteczną potrzeba na to, aby w praktykę społecznego żywota wprowadzała ją za rękę siła moralna. Kto ma ten błogi czynnik zaszczepić? Odpowiedź łatwa – rodzina, a wreszcie ta, która jest duszą domu i rodziny – matka. Ona to wtedy tylko potrafi, jeżeli oprócz kochającego serca będzie miała i umysł jasny, trzeźwy, umiejący odróżnić drogi, po których kroczy uczciwość i praca, od dróg pych próżniactwa, egoizmu i wszelkiego warcholstwa”.

Bywając częstym gościem w salonie Heleny Modrzejewskiej, wówczas już Karolowej Chłapowskiej, Henryk poznał m.in. malarzy: Adama Chmielowskiego, Józefa Chełmońskiego i Stanisława Witkiewicza. Aktorka razem z mężem i przyjaciółmi planowała wyjazd do Stanów Zjednoczonych i osiedlenie się tam na farmie. Sienkiewicz również zdecydował się na podróż za ocean. Przysyłane przez niego listy cieszyły się dużym zainteresowaniem czytelników.

Rachunek z uczuć polskich

Jeszcze jako student, podczas jednej z dyskusji, gdy zastanawiano się, jak budzić patriotyzm wśród chłopów na wsi, wyskoczył na środek pokoju z okrzykiem „Przez powieść historyczną!”. Po latach, głównie dzięki „Trylogii”, to on stał się w jej pisaniu niedościgłym arcymistrzem. Druk „Ogniem i mieczem” rozpoczął się w prasie, równocześnie w trzech zaborach, już na Boże Narodzenie 1884 roku, a zakończył we wrześniu 1886 roku. Następnie był „Potop”, a ostatnia część „Trylogii” – „Pan Wołodyjowski” – ukazywała się w dziennikach „Słowo”, „Czas” i w „Dzienniku Poznańskim” od czerwca 1887 do maja 1888 roku. Cały cykl zamknęły słowa: „Na tym kończy się ten szereg książek pisanych w ciągu kilku lat i w niemałym trudzie – dla pokrzepienia serc”.

Ukazująca się w odcinkach powieść zawładnęła wyobraźnią czytelników.

„Stało się to wydarzeniem w życiu zgnębionego terrorem narodu polskiego. Takiego utworu społeczeństwo oczekiwało w latach ciemnej nocy apuchtinowskiej w Warszawie i szalejącego bezprawia w zaborze pruskim” – zauważył poeta Józef Bohdan Zaleski.

Młody Stefan Żeromski opisał w swoim dzienniku, jak pewnego razu w zimie w małym miasteczku czekano na nadejście przesyłki warszawskiego „Słowa” z następnym odcinkiem „Potopu”: „Znajomy miał interes na poczcie, czekał tam więc. Razem z nim czekało na przyjście poczty ze dwudziestu szewców, czeladników, sklepikarzy – czekali na ’Słowo’. Gdy poczta przyszła, urzędniczek pocztowy zaczął czytać ’Potop’ na głos… Ci ludzie czekali tam parę godzin, oderwawszy się od pracy, aby usłyszeć dalszy ciąg powieści. Nie darmo mówią, że naród zdaje rachunek przed Sienkiewiczem z uczuć polskich”.

Profesor Stanisław Tarnowski twierdził, że Sienkiewicz doświadczył „powodzenia, jakiego w naszych czasach nikt nie widział. Kiedyś pamiętniki, może i historie literatury, wspominać będą, że kiedy wychodziło ’Ogniem i mieczem’, nie było rozmowy, która by się od tego nie zaczynała i na tym nie kończyła, że o bohaterach powieści mówiło się i myślało jak o żywych ludziach, że małe dzieci w listach do rodziców po zdrowiu swoim i swego rodzeństwa donosiły o tym, co zrobił Skrzetuski albo co Zagłoba powiedział. […] Jak legenda wyglądać będą opowiadania o tej pani, co zapytana przy powitaniu, czy jej się stało co złego, że taka smutna, odpowiedziała: ’Bar wzięty!’, o tym pacierzu, który ktoś mówił za duszę Podbipięty i aż w połowie spostrzegł się sam, że to wymyślona śmierć i wymyślona dusza”.

Wielkość „Trylogii” polega właśnie na tym, iż autor wykreował w niej bohaterów, często nawet niemających swych rzeczywistych pierwowzorów i nieistniejących, którzy na trwałe weszli do polskiej świadomości narodowej. Jeszcze w latach 90. XX wieku autorzy telewizyjnej reklamy proszku do prania odwoływali się do słów braci Kiemliczów: „Ociec, prać?”.

Sienkiewiczowskie hufce

Współcześni Sienkiewiczowi pozytywiści przyjęli „Trylogię” bez entuzjazmu. Jej autorowi wytykali „rozrzucone fałszywie światła i cienie”, „brak cech wielkich i nowych”, „koślawość”. Kilkanaście lat później zarzuty te zbladły wobec furii, z jaką zaatakowało pokolenie modernistów i radykalnej, lewicowej inteligencji. „Skutki działalności pana Sienkiewicza na nasze ciemne, ociężałe skołatane społeczeństwo były fatalne. Rozlała ona w żyły społeczeństwa ciemnotę, niewolniczość, zwierzęcość, wzmogła filisterię” – grzmiał Wacław Nałkowski – na dwa lata przed przyznaniem Sienkiewiczowi Nagrody Nobla.

Tymczasem to na lekturze „Trylogii” wyrosły sienkiewiczowskie hufce młodzieży, która w latach 1914-1921 podjęła zbrojną walkę o Niepodległą. W listopadzie 1918 roku przez trzy tygodnie lwowskie Orlęta stawiały opór Ukraińcom, a jedną z redut była szkoła im. Sienkiewicza, gdzie „duchy Skrzetuskich, Wołodyjowskich i Kmiciców wstąpiły w tę garstkę i natchnęły ją siłą zapału, męstwa i poświęcenia”. Kilka miesięcy później, szlakami Chmielnickiego sprzed trzystu lat, ruszyły bolszewickie hordy powstrzymane przez polską armię dopiero pod Warszawą.

„Czytałem właśnie ’Ogniem i mieczem’, marzyły mi się wspaniałe sceny bitewne, ale nie przewidywałem, że dane mi będzie przeżywać tę powieść na jawie w 1920 roku” – pisał płk Kornel Krzeczunowicz.

Podobne refleksje snuł tropiący wszystkie historyczne grzechy Sienkiewiczowskich powieści prof. Olgierd Górka z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Gdy czytał o bitwie pod Machnówką: „poprzysiągłem sobie na wszystko, co jest mi święte, że raz w życiu muszę galopować z polską szablą w ręku w szarży na Moskala. […] Danego sobie przyrzeczenia dotrzymałem już pod Mołotkowem. […] Byłem w bitwie, konno i z szablą polską w ręku i okrzykiem ’za Polskę!’. […] Dopiero potem po latach studiów stwierdziłem, że tej dla mojej służby wojskowej tak decydującej bitwy pod Machnówką w ogóle nigdy nie było…” – pisał prof. Olgierd Górka.

Inny uczestnik tej wojny, później słynny malarz, eseista, pisarz Józef Czapski: „od młodości będący ze Stanisławem Brzozowskim przeciw Sienkiewiczowi”, wystawił także autorowi „Trylogii” świadectwo doceniające potęgę sienkiewiczowskich hufców.

„Ale czybyśmy mogli wojnę tę wygrać, gdyby nie zastępy Polaków, właśnie Sienkiewiczem naczytanych, zawsze i wbrew wszystkiemu optymistów, dla których ta wojna była dalszym ciągiem ’Ogniem i mieczem’?” – pytał Józef Czapski.

Siłę powieści Sienkiewicza przewidziała rosyjska cenzura, nie zezwalając na publikację dalszych jego utworów inspirowanych polskimi dziejami. Wtedy sięgnął po tematykę współczesną i tak powstały powieści „Bez dogmatu” i „Rodzina Połanieckich”. W tej ostatniej zwyciężają wszystkie tradycyjne wartości, wobec których nie ma dobrej alternatywy: „Wszystkie systemy filozoficzne mijają jak cienie, a Msza po staremu się odprawia” – notował petersburski „Kraj”.

Cudowna rzecz: ”Quo vadis”

Nieprzejednana krytyka ze strony lewicowej inteligencji nie wyrastała wyłącznie z kwestii krytyczno-literacko-historycznych, ale miała podłoże ideowe. Pisarz był konserwatystą, obrońcą tradycyjnych, narodowych wartości, zdecydowanie przeciwstawiał się socjalizmowi, naturalizmowi i dekadentyzmowi. Jego powieść miała „krzepić życie, nie zaś podkopywać, uszlachetniać je, nie zaś plugawić”. Dlatego napisał „Quo vadis”, gdzie siła duchowa chrześcijaństwa odnosi zwycięstwo nad siłą materialną zdegenerowanego moralnie starożytnego Cesarstwa Rzymskiego.

„Zjawisko siły duchowej zwyciężającej ponurą potęgę machiny administracyjnej jakoś w Polsce ciągle nie może stracić na aktualności i wydaje się być prawdą jeszcze oczywistszą w wieku XX niż w XIX” – podkreślał.

„Quo vadis” przetłumaczono na przeszło 40 języków (niekiedy wielokrotnie); około roku 1900 nakłady tłumaczenia angielskiego sięgały miliona egzemplarzy. Powstały także adaptacje teatralne, muzyczne, filmowe.

„Cóż to za cudowna rzecz: ’Quo vadis’. Teraz dopiero czytałem to dzieło po raz pierwszy. Jestem nim zachwycony. Córka moja, miss Klara, czytała mi także ustępy z waszego Mickiewicza. To kolos! Gdyby polskie piśmiennictwo miało tylko Sienkiewicza i Mickiewicza, już byłoby wielkim” – zachwycał się Mark Twain.

W 1905 roku Sienkiewicza uhonorowano Nagrodą Nobla za „znakomite zasługi jako pisarza epickiego”. Odbierając wyróżnienie, wypowiedział słynne słowa: „Zaszczyt ten, cenny dla wszystkich, o ileż jeszcze cenniejszym być musi dla syna Polski!… Głoszono ją umarłą, a oto jeden z tysiącznych dowodów, że ona żyje!… Głoszono ją niezdolną do myślenia i pracy, a oto dowód, że działa!… Głoszono ją podbitą, a oto nowy dowód, że umie zwyciężać!”.

Przez ojczyznę do ludności

Autorytet, jaki zdobył sobie Sienkiewicz – był najpoczytniejszym pisarzem w Rosji, podobnie w Stanach Zjednoczonych i wielu państwach Europy – wykorzystał do upominania się o polską sprawę w Prusach. Wpisała się w te zmagania powieść „Krzyżacy” napisana „z odczucia chwały narodowej, w przeciwstawieniu do dzisiejszej narodowej niedoli”. Jej autor protestował u cesarza Wilhelma II w sprawie dzieci Wrześni i represji wobec Polaków. W ankiecie „Co myślę o Niemczech” tłumaczył, że „hasłem wszystkich patriotów powinno być: Przez ojczyznę do ludzkości, nie zaś: Dla ojczyzny przeciw ludzkości. My, Polacy, tak właśnie rozumiemy ideę ojczyzny i dlatego przyszłość jest przed nami, albowiem Polska łączy się w naszych duszach z ideą sprawiedliwości, wolności, z prawem życia dla wszystkich i z ideą rozwoju zasad ogólnoludzkich”. Tymczasem Niemcy są zaprzeczaniem takiego myślenia, gdyż ich dusza „opętana jest przez Prusy. Ideałem, który jej narzucono, jest siła i bogactwo. Pojęcie ojczyzny niemieckiej leży obecnie w tym, by żołądek niemiecki mógł strawić jak najwięcej i by spokoju trawienia pilnował skutecznie silny żołdak. Poza tym nic. Aby usprawiedliwić swe istnienie, trzeba mieć prócz pięści i chleba jeszcze jakąś ideę moralną. Potędze politycznej niemieckiej brak takich idei” – dowodził.

Nie zobaczę już wolnej Polski

Zaangażował się w obchody 500-lecia zwycięstwa pod Grunwaldem w 1910 roku, ale przestrzegał, aby „nie zmienił się w doraźną i krzykliwą antyniemiecką manifestację. Naprzód, byłoby czymś upokarzającym odpowiadać na istotne ciosy, jakie spadły na naszych braci w zaborze pruskim, tylko tanim krzykiem, tylko zewnętrznym patosem, tylko próżnymi słowy, tylko bezsilnym podniecaniem samych siebie i licytacją między stronnictwami na patriotyczny frazes… droga do tego to praca, to cnota publiczna, to wielka ofiarność, to rozniecanie ognisk oświaty dla ludu”.

Po wybuchu I wojny światowej organizował akcję pomocy na rzecz Polski. Na początku 1915 roku wystosował „Apel do ludów ucywilizowanych”. Nawoływał w nim: „W imię nauki Chrystusowej, w imię cierpień dawnych i obecnych, zwracam się do was, ucywilizowane narody, i wzywam dla mojego – waszej pomocy”. Serce nie wytrzymało, zmarł wieczorem 15 listopada 1916 roku. Umierając, zdążył jeszcze żonie powiedzieć słabym głosem: „Nie zobaczę już wolnej Polski”. Dwa lata później, z jego wielkim udziałem, wróciła na mapę Europy. A dzisiaj, gdyby stanął wśród nas, jaką Polskę by zobaczył?

Dr Jarosław Szarek/Nasz Dziennik

drukuj