fot. pixabay.com

Katolicka perspektywa wobec obsesji ciała, seksualizacji i ruchu LGBT

Jako społeczeństwo globalne zmagamy się dzisiaj z wieloma widocznymi problemami, jak wojna czy głód. A co, jeśli musimy poradzić sobie z zagrożeniami, których na co dzień nie widać albo nie mamy żadnej świadomości ich istnienia? Wszyscy musimy się nawzajem ubogacać, tak abyśmy Królestwo Boże budowali już na ziemi.

Co łączy dziś siłownie oblegane przez całe rzesze ludzi, strony pornograficzne i erotyczne, a także operacje rzekomych zmian płci u dzieci i dorosłych? Łączy je kult ciała rozumianego po ludzku, a nie według zamysłu Pana Boga, a niekiedy nawet próba przeciwstawienia się Bogu i próba zmiany założeń Stwórcy.

1. Siłownia – najczęściej oblegana świątynia w XXI wieku

„W zdrowym ciele zdrowy duch” – to powiedzenie słyszał chyba każdy z nas. Czy jest w nim coś złego? Oczywiście, że nie. Pan Bóg po to dał człowiekowi ciało, by o nie dbał, troszczył się i pielęgnował. Człowiek nie składa się jednak jedynie z ciała, ale także z duszy nieśmiertelnej, o którą także musimy dbać. Problem pojawia się zatem wtedy, gdy zaczynamy pomijać nasz rozwój duchowy na rzecz tylko i wyłącznie rozwoju cielesnego.

Zwolennicy kultu ciała i sylwetki uwielbiają przywoływać książkę „Memorabilia” autorstwa Ksenofonta, w której Sokrates mówi o konieczności rozwoju własnego ciała i treningu. Ma to być swoiste wytłumaczenie, dlaczego zaniedbują własne rodziny, przyjaciół i relację z Panem Bogiem na rzecz łechtania własnego siłownianego ego.

Oczywiście badania naukowe pokazują, iż aktywność fizyczna jest człowiekowi niezbędna do właściwego funkcjonowania i rozwoju. Mówiąc w skrócie, jako ludzie po prostu musimy się ruszać. Brak jakiejkolwiek aktywności fizycznej – nie mówimy tutaj o sytuacjach chorobowych – jest dla nas zły, a przecież należy podać za 1 Listem do Koryntian, iż: „ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest”. Musimy zatem o własne ciała dbać.

Pamiętamy więc o integralnym rozwoju samych siebie – dbajmy zarówno o rozwój ciała, jak i naszej duszy.

Kiedy pojawia się prawdziwy problem?

Z prawdziwym problemem mamy do czynienia, gdy siłownia staje się dla nas miejscem kultu własnego „ja”, kiedy nasza chęć rozwoju fizycznego zamienia się najpierw w narcyzm, a ostatecznie w pychę. Jaka jest skala problemu? To widać chociażby po mediach społecznościowych –  przykładowo Instagramie – które są dosłownie przepełnione tzw. fit influencerami. Większość z nich chce podzielić się z innymi swoją pasją i wiedzą, ale niestety część z nich tworzy u swoich odbiorców standardy niemożliwe do zrealizowania. Największy koszmar ma miejsce, kiedy do ćwiczeń na siłowni – które same w sobie nie są niczym złym – zaczynamy dodawać chociażby hormony anaboliczne, aby nasze mięśnie były jeszcze większe i większe, i większe. Część osób tak bardzo zatraciła się w kulcie siłowni, iż zaczynają bezmyślnie stosować nawet Ozempic, lek na receptę zawierający semaglutyd, który jest stosowany głównie w leczeniu cukrzycy typu 2. Dlaczego ludzie zdrowi stosują Ozempic? Bo ma pomóc im schudnąć i osiągnąć tym samym wymarzoną sylwetkę.

W ramach ciekawostki powiem, iż kilka tygodni temu trafiłem w internecie na żywą dyskusję na temat wesel. Otóż okazuje się, że część siłownianych fanatyków tak bardzo zatraciła się w kulcie własnego ciała, iż nawet na wesela jeżdżą z własnymi pudełkami z jedzeniem, aby tylko nie przekroczyć dziennego zapotrzebowania kalorycznego. Jako społeczeństwo dotarliśmy zatem do kolejnego absurdu, w którym obiad weselny jawi się jako pogromca siłownianego efektu. Czy tak rzeczywiście jest? Oczywiście, że nie. Jeden obiad – nawet najbardziej uroczysty – nie jest w stanie zaburzyć osiągnięć wypracowanych przez miesiące czy lata ćwiczeń.

2. Siłownia a media społecznościowe i postępująca seksualizacja

Z kultem ciała – oprócz siłowni-świątyń – pojawia się następny problem, jakim jest seksualizacja. Media społecznościowe są przepełnione treściami sugestywnie erotycznymi, które pod pozorem ćwiczeń mają przekierować użytkownika w inne miejsca, w których hamulce nie istnieją. W dobie rozpowszechnionego internetu bardzo łatwo zatracić się w hedonistycznym kulcie własnego jestestwa, które ostatecznie wiedzie nas na manowce. Jaki jest zatem najpowszechniejszy schemat działania? Najczęściej wygląda on następująco: fizycznie atrakcyjna kobieta – oczywiście ćwicząca właściwie w bieliźnie – zaczyna nagrywać „niewinne” filmiki na siłowni, a w opisie zamieszcza link do jednej z płatnych platform erotycznych, na których publikuje treści erotyczne bądź pornograficzne. Miesięczny dostęp to koszt kilku-kilkunastu dolarów amerykańskich, czyli ani mało, ani dużo. Jedna z owych platform – celowo nie podaję jej nazwy – której właścicielem jest żyd pochodzenia ukraińsko-amerykańskiego, szczyci się iż tylko w 2024 roku użytkownicy zapłacili łącznie 7,2 miliardów dolarów za dostęp do jej treści. Aktywnych tzw. twórców jest około 10,5 milionów, z czego plus/minus 85 proc. stanowią kobiety, a 79 proc. odbiorców stanowią mężczyźni. Wnioski każdy może wyciągnąć sam.

Myślę, że większość z nas kojarzy popularne kioski. Każdy z nich na wystawie miał ułożone kolorowe pisma erotyczne. Jak to wygląda dzisiaj? Według badań Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej – Państwowego Instytutu Badawczego z 2022 roku polskie dzieci i nastolatkowie mają pierwszy kontakt z pornografią w wieku 11 lat i 3 miesięcy! Wśród nastolatków, które zetknęły się z takimi treściami, 1 na 3 ogląda je często (15 proc. codziennie, 18 proc. raz lub kilka razy w tygodniu)!

Nastolatki_RAPORT-2

Z mediami społecznościowymi wiąże się jeszcze jeden bardzo poważny problem, z którym świat sobie nie radzi – postępująca depresja i samobójstwa u dzieci oraz nastolatków.

Okazuje się bowiem, iż media społecznościowe wytworzyły tak nierealny kult własnego ciała, że dzieci i nastolatkowie nie radzą sobie chociażby z własnym wyglądem, co w połączeniu z innymi czynnikami może prowadzić od stanów depresyjnych aż do samobójstw! [Link do badań]

Już w 2020 roku dziennikarze „Wall Street Journal” dotarli do wewnętrznych badań Facebooka, z których wynika, iż „32 proc. nastolatek twierdzi, że kiedy czują się źle ze swoim ciałem, Instagram pogarsza ich samopoczucie”.

Co zatem internetowy świat oferuje dziś młodym dziewczętom, by „polepszyć” ich samopoczucie? Świat zachęca je, aby zostały internetowymi prostytutkami, które obecnie nazywane są sexworkerami, bo prostytutka jest określeniem stygmatyzującym, a przecież to „praca jak każda inna”.

3. Agenda LGBT

Może pojawić się pytanie, co z siłowniami-świątyniami oraz mediami społecznościowymi i postępującą seksualizacją ma wspólnego nachalna i wszechobecna agenda LGBT. Odpowiedź na ten problem jest niesamowicie prosta – w każdym z tych przypadków mamy do czynienia z kontestacją porządku ustanowionego przez Pana Boga. Siłownia staje się miejscem kultu quasi-religijnego, seksualizacja jest jawnym wystąpieniem przeciwko Dekalogowi, a agenda LGBT próbuje zniekształcić porządek naturalny, w którym mężczyzna jest mężczyzną, a kobieta kobietą. Wszystkie te rzeczy w ostatecznym rozrachunku skutkują postawieniem samego siebie na pierwszym miejscu, a przecież już. św. Augustyn nauczał: „Gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu”.

Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, jakie zagrożenia  dla społeczeństwa niesie ze sobą agenda środowisk lewackich, które za wszelką cenę próbują seksualizować dzieci, a nawet zachęcać je do tzw. zmiany płci. Chodzi o jedno – o przekształcenie zdrowego społeczeństwa w zbiorowisko ludzi niezdolnych do egzystencji i przetrwania. Przecież jeśli zaczniemy wycinać zdrowym dzieciom ich organy rozrodcze, to te dzieci nigdy nie zostaną rodzicami, a nasza cywilizacja po prostu przestanie istnieć.

Warto zauważyć, że problem z nachalnym forsowaniem tzw. zmian płci nie jest zjawiskiem nowym. Ten społeczny kłopot był już znany w XX wieku. Wtedy bowiem żyd niemieckiego pochodzenia, Magnus Hirschfeld, założył Instytut Seksuologiczny w Berlinie. Mężczyzna był bardzo mocno zaangażowany w propagowanie edukacji seksualnej i legalizowanie mordowania nienarodzonych dzieci. Kres jego działalności miał miejsce w 1933 roku.

Pamiętajmy, iż Pan Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę. Każdy z nas został ukształtowany przez Miłosiernego Ojca, który – jak powiedział nasz Pan – policzył wszystkie nasze włosy na głowie.

4. Podsumowanie

Jaki powinien być stosunek nas, katolików, do przedstawionych zagadnień? Przede wszystkim musimy kierować się miłością. Pamiętajmy, że Pan Jezus nigdy nie potępiał człowieka, ale potępiał grzech. Musimy zdawać się sprawę z tego, że każdy okres w historii zmagał się ze swoimi problemami czy herezjami – w IV wieku chrześcijanie zmagali się z arianizmem, na początku V wieku z pelagianizmem, a XVI i XVII wieku z socynianizmem – my też musimy zmierzyć się ze współczesnymi problemami.

Jeśli jednak chcemy przeciwstawić się złu, to musimy poznać metody, sposoby działania tego, który chce nas wszystkich pogrążyć w mroku i własnej zgubie.

Chcę, żeby jedna rzecz wybrzmiała bardzo jasno i czytelnie – ani siłownia, ani ćwiczenia fizyczne, ani media społecznościowe nie są same w sobie niczym złym. To są tylko pewne narzędzia, które możemy wykorzystać albo dobrze, albo neutralnie, albo źle. Siłownia może stać się miejscem pięknych rozmów o Panu Bogu, Instagram może być przekaźnikiem do głoszenia Dobrej Nowiny. To od nas zależy, jak wykorzystamy narzędzia, które mamy w dzisiejszym świecie.

Karmelitanka bosa, s. Łucja dos Santos, jedno z trojga dzieci, które były świadkami objawień maryjnych w Fatimie, przed swą śmiercią przepowiedziała, że ostateczna walka między Chrystusem a szatanem będzie dotyczyć małżeństwa i rodziny. Dbajmy zatem o swoje rodziny! Módlmy się razem, żyjmy sakramentami, rozmawiajmy z naszymi dziećmi, wnukami, rodzeństwem, a nawet sąsiadami.

Strzeżmy się jednocześnie fałszywych proroków, którzy przychodzą do nas w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Jak powiedział Jezus Chrystus: „Poznacie ich po ich owocach”.

radiomaryja.pl

drukuj