USA oskarżają Rwandę o wybuch przemocy na wschodzie Demokratycznej Republiki Konga mimo zawartego pokoju

Mike Waltz, ambasador USA przy ONZ, oświadczył w piątek, że Waszyngton jest rozczarowany wybuchem przemocy, który nastąpił kilka dni po tym, gdy prezydent Donald Trump gościł swoich kongijskich i rwandyjskich odpowiedników, Felixa Tshisekediego i Paula Kagame. Dyplomata przypomniał, że w Białym Domu podpisali oni porozumienie, mające zakończyć konflikt we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga (DRK).

Mike Waltz o nakręcanie przemocy na wschodzie Demokratycznej Republiki Konga wprost oskarżył Rwandę.

„Zamiast marszu ku pokojowi, jaki widzieliśmy pod przywództwem prezydenta Trumpa w ostatnich tygodniach, Rwanda prowadzi region ku rosnącej niestabilności i wojnie” – powiedział i wezwał publicznie Kigali do wywiązania się ze swoich zobowiązań i uznania prawa Kinszasy do obrony swojego terytorium.

Według ONZ od chwili podpisania 4 grudnia porozumień pokojowych między DRK i Rwandą w walkach na pograniczu tych krajów zginęło co najmniej 400 osób, a ponad 40 tys. uciekło z objętych nimi terenów.

Do starć doszło między wojskami DRK, wspomaganymi przez Burundi, a bojownikami ze wspieranego przez Rwandę ruchu M23.

Ci ostatni w mijającym tygodniu zdobyli kongijskie miasto Uvira w prowincji Kiwu Południowe, które pozwala im kontrolować granicę z Burundi i odciąć ten kraj od udzielania pomocy Kinszasie.

Również w piątek władze Burundi oskarżyły Rwandę o bombardowanie jej terytorium i zagroziły, że odpowiedzą na te ataki.

Rwanda natomiast konsekwentnie zaprzecza, że wspiera M23 i sama obwinia siły kongijskie i burundyjskie o wznowienie walk.

PAP

drukuj