Red. M. Budzisz o porozumieniu na linii Ukraina-USA w sprawie planu pokojowego: Plan Donalda Trumpa jest ważny dlatego, że tak przyszły pokój postrzega amerykańska administracja
Mamy do czynienia z oficjalnym stanowiskiem rządu Stanów Zjednoczonych i tak należy je postrzegać. To oczywiście nie jest jeszcze tożsame z ewentualnym porozumieniem pokojowym, ale to jest pewna platforma wyjściowa, punkt widzenia Waszyngtonu. Ten dokument nie dlatego jest ważny, że w takim kształcie będzie zawarty pokój, tylko dlatego jest ważny, że tak przyszły pokój postrzega amerykańska administracja, co dla Europejczyków, a w szczególności dla Polaków, powinno być istotne – mówił we wtorkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja red. Marek Budzisz, ekspert ds. wschodnich, komentując amerykański plan pokojowy dla Ukrainy.
Sekretarz ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, Rustem Umierow, poinformował na platformie X, że w Genewie delegacje USA i Ukrainy osiągnęły wspólne zrozumienie co do kluczowych warunków porozumienia w sprawie rozmów pokojowych z Rosją. Teraz Ukraińcy liczą na wsparcie europejskich partnerów w kolejnych krokach realizacji opracowanych założeń. Nadal jednak nie jesteśmy blisko zakończenia wojny.
– Jesteśmy być może blisko dopracowania jakiegoś wstępnego stanowiska negocjacyjnego przez państwa Zachodu i Ukrainę. Sekwencja działań była następująca. W ubiegłym tygodniu administracja amerykańska przedstawiła tzw. 28-punktowy plan pokojowy. Ten plan pokojowy był potem omawiany, negocjowany zarówno z udziałem delegacji ukraińskiej, jak i przedstawicieli państw europejskich. W wyniku tych rozmów wypracowano – nazwijmy to – podejście kompromisowe, co nie oznacza oczywiście, że ta formuła będzie przyjęta przez Federację Rosyjską. Minister Uszakow, doradca Putina ds. polityki międzynarodowej, już powiedział, że ta propozycja kompromisowa (…) jest z perspektywy Rosji znacznie gorsza i ona nie powinna w ogóle być przedmiotem negocjacji w kwestiach pokoju. W związku z tym jesteśmy raczej dopiero na początku drogi i tu jeszcze sporo wydarzeń może mieć miejsce – zaznaczył red. Marek Budzisz.
28-punktowy plan pokojowy, który początkowo wzbudzał kontrowersje, obecnie został skrócony do 19-punktowego, ponieważ kwestie dotyczące Europy mają być spisane w drugim dokumencie negocjacyjnym, a możliwe, że powstanie też trzeci. W przestrzeni medialnej pojawiły się informacje, iż pierwotna wersja planu pokojowego była pisana z pomocą Rosjan – stąd podobieństwa deklarowanych wcześniej żądań rosyjskich.
– Zakładam, że to prawda, iż (…) Kiriłł Dmitriew (…), który notabene jest Ukraińcem z pochodzenia, a nie Rosjaninem, chociaż mieszka w Moskwie, miał wpływ i konsultował z amerykańską administracją kształt tego dokumentu określonego mianem planu pokojowego. Moim zdaniem to jest dość zrozumiałe podejście, bo jeżeli administracji Trumpa zależało na przygotowaniu takiej płaszczyzny negocjacyjnej, która by uwzględniała część rosyjskich ocen i interesów (a to właśnie deklarował Donald Trump i jego współpracownicy), to tego rodzaju konsultacje są zrozumiałe. To nie zmienia faktu, że ten 28-punktowy plan, po pierwsze, powstał w gronie najbliższych współpracowników Donalda Trumpa, bo i Witkoff, i Jared Kushner, i J.D. Vance, i Marco Rubio, pracowali nad tym dokumentem, ale po drugie, – co jeszcze istotniejsze – ta platforma została zaakceptowana przez samego Donalda Trumpa. W związku z tym to, kto ją redagował i w jakim charakterze tam występował, w gruncie rzeczy nie ma znaczenia. Mamy do czynienia z oficjalnym stanowiskiem rządu Stanów Zjednoczonych i tak należy je postrzegać. To oczywiście nie jest jeszcze tożsame z ewentualnym porozumieniem pokojowym, ale to jest pewna platforma wyjściowa, punkt widzenia Waszyngtonu. Ten dokument nie dlatego jest ważny, że w takim kształcie będzie zawarty pokój, tylko dlatego jest ważny, że tak przyszły pokój postrzega amerykańska administracja, co dla Europejczyków, a w szczególności dla Polaków, powinno być istotne – zwrócił uwagę ekspert.
Dlatego też niepokoi brak Polski przy stole negocjacyjnym. Choć w planie pokojowym są punkty dotyczące naszego kraju – i to znaczące – istnieje ryzyko, że decyzje zostaną podjęte ponad głowami Polaków.
– W Genewie i w Abu Zabi trwają rozmowy, gdzie przy stole siedzi delegacja amerykańska i delegacja ukraińska wspomagana przez przedstawicieli Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec, a premier rządu RP jest obecny w Angoli, gdzie trwają jakieś – nazwijmy to – konsultacje drugiej kategorii – państw, które się nie liczą i państw, których zdanie nie musi być w ogóle uwzględniane w tym procesie. To zresztą miało swój wyraz, kiedy państwa europejskie sformułowały swoje stanowisko wobec propozycji Donalda Trumpa, a premier rządu Polski poprosił o dopisanie Polski do tego grona sygnatariuszy. Tu jest zasadnicza różnica. Czym innym jest kształtowanie tekstu oświadczenia i w związku z tym wpływanie na politykę naszych sojuszników, a czym innym jest po prostu podpisanie się pod tym, co inni przygotują. Taki jest (…) dorobek rządu Donalda Tuska, jeżeli chodzi o znaczenie Polski na arenie międzynarodowej i zdolności do obrony naszych interesów. Niestety jesteśmy nieobecni i mamy bardzo słabą pozycję – zaznaczył gość „Aktualności dnia”.
Całość rozmowy z red. Markiem Budziszem jest dostępna [tutaj].
radiomaryja.pl



