Dr inż. E. Babicz: Obecnie karmi się nas atrapą żywności. Przemysłowa żywność doprowadza do tego, że mamy gorsze zdrowie
Przyniesione do domu ziemniaki, cebula, jabłka, po trzech, czterech dniach gniją, cieknie z nich woda (…). W produktach roślinnych dużo jest azotanów, które nie zdążyły być przetworzone na aminokwasy (…). Przemysłowa żywność do niczego właściwie nie doprowadza. Doprowadza do tego, że jesteśmy syci, a wciąż głodni, ponadto mamy gorsze zdrowie – powiedział dr inż. Eugeniusz Babicz z Pracowni Analiz i Ekspertyz Rolno-Prawnych i Środowiskowych w Głogowie, w programie „Wieś to też Polska”.
Pokarm to szczególny element naszego życia, więc powinno nam zależeć na tym, żeby produkty, które jemy, były w pełni wartościowe pod każdym względem, by stanowiły o kondycji i zdrowiu człowieka – mówił w programie „Wieś to też Polska” dr inż. Eugeniusz Babicz z Pracowni Analiz i Ekspertyz Rolno-Prawnych i Środowiskowych w Głogowie.
– Rolnictwo jako dar boski, przyrodniczy, rozwijający się przede wszystkim w oparciu o prawa naturalne, powinien dostarczać nam produktów w pełni wartościowych, które będą nam dawać zdrowie, kondycję (…). Niestety w Polsce górę biorą wielkie gospodarstwa rolnictwa przemysłowego, w których niestety źle się dzieje. Zanikają małe gospodarstwa. W Polsce jest ich już prawie milion mniej, jak było w latach 80. ubiegłego stulecia (…). Chciałbym, żeby gospodarstwa rolne, które obok tych kwestii ekonomicznych, czyli opłacalności, przychodowości, dochodowości, widziały też interes zdrowia człowieka (…). Tymczasem przemysłowa żywność do niczego właściwie nie doprowadza. Doprowadza do tego, że jesteśmy syci, a wciąż głodni. Ponadto mamy gorsze zdrowie – zauważył gość TV Trwam.
Specjalista rolnictwa i ochrony środowiska zwrócił uwagę, że obecnie karmi się nas atrapą żywności.
– Przyniesione do domu ziemniaki, cebula, jabłka, po trzech, czterech dniach gniją, cieknie z nich woda (…). W produktach roślinnych dużo jest azotanów, które nie zdążyły być przetworzone na aminokwasy (…). Azot jest najbardziej plonotwórczym czynnikiem, czyli gdzie się sypnie azot, w jakiej by nie był postaci czy amonowej, czy aminowej, to mamy przyrost masy wegetatywnej. Na podstawie tej masy powstaje masa generatywna, czyli nasiona, owoce, ale źle wykorzystany, w złym okresie produkt jest azotopochodny. Nie jest wykorzystany do struktury substancji, którą będziemy później konsumować. Wtedy spożywamy to, co się nazywa dzisiaj w biologii jako ksenobiotyk. Ksenobiotyk to jest wszystko, co jest obce w naturze człowieka, a więc to, co zaowocuje za jakiś czas jakąś patologią, schorzeniem (…). Organizm ma rozbudowany swój system homeostazy, czyli broni się, daje radę, ale po jakimś czasie podda się najsłabszy organ. Wtedy występują problemy z układem krążenia, z przewodem pokarmowym, ze skórą, z mięśniami (…). Pojawia się coraz więcej osób, które nie tolerują glutenu – specyficznego rodzaju związku pochodnego z syntezą azotu – który powoduje pewne alergie, pewne uczulenia – zwrócił uwagę dr inż. Eugeniusz Babicz.
My dzisiaj nie nawozimy, tylko pędzimy rośliny. Dotyczy się to również produkcji zwierzęcej – podkreślił specjalista rolnictwa i ochrony środowiska. Gość TV Trwam wskazał na produkty sojopochodne, które zawierają fitoestrogeny, mają specyficzne związki towarzyszące soi.
– Są to izoflawony, do których zaliczyć można genisteinę i daidzeinę. Udowodniono już wielokrotnie, że te produkty podawane ludziom w wieku aktywnym biologicznie, czyli młodym kobietom w stanie błogosławionym, zakłócają w rozwoju prenatalnym, postnatalnym tożsamość płciową i rozwijają transseksualizm. Nic dziwnego, że w dzisiejszych czasach powstaje tyle przejawów i taki problem, że dziewczyna, która jest dziewczyną, chce być chłopcem (…). Te dwa izoflawony obecne w soi powodują u kobiet defeminizację, czyli zanik płci kobiecych, a u mężczyzn powodują demuskalizację, czyli nadmierny rozwój mięśni – powiedział specjalista rolnictwa i ochrony środowiska.
Ogromne spustoszenie w organizmie robi nam syrop glukozowo-fruktozowy.
– Właściwie tego syropu to już wszędzie teraz się używa – do produkcji chleba, ciast, cukierków, przetworów, ketchupów. Fruktoza powoduje zahamowanie wydzielenia hormonu, który powstaje po to, żeby zabezpieczyć sytość. Jeżeli używamy tych produktów na bazie między innymi syropu glukozowo-fruktozowego, to powoduje to zahamowanie wytwarzania się hormonu sytości i my jesteśmy za chwilę znowu głodni, czyli byśmy znowu jedli (…). Nadmiar tych cukrów powoduje całe spektrum zniszczeń w organizmie. Przede wszystkim wzrost chorób metabolicznych – zaznaczył dr inż. Eugeniusz Babicz.
radiomaryja.pl



