Świat odchodzi od morskich farm wiatrowych, a Polska buduje swoją pierwszą
Morskie farmy wiatrowe stają się nieopłacalne – alarmują eksperci, a kolejne zachodnie firmy wycofują się z tych projektów. Państwa nie chcą dopłacać do zbyt wysokich kosztów produkcji energii z morskiego wiatru. Tymczasem na Bałtyku powstaje pierwsza polska farma wiatrowa.
Komisja Europejska od lat odchodzi od energetyki węglowej na rzecz odnawialnych źródeł energii. Opieranie produkcji energii głownie na OZE grozi jednak blackoutami. Energia z wiatru czy słońca wymaga stabilizacji. Teraz okazuje się, że budowa farm wiatrowych na morzu staje się coraz mniej opłacalna.
Pokazuje to przykład norweskiego koncernu Equinor – zaznaczył Wojciech Jakóbik z Ośrodka Bezpieczeństwa Energetycznego.
– Finansowanie energetyki wiatrowej na morzu jest bardziej kosztowne, a pochodzi z kontraktów różnicowych. To są dopłaty do ceny energii, która jest gwarantowana po to, żeby przedsiębiorca chciał zbudować taką farmę, ale te dopłaty są finansowane z budżetu, a to jest już wyzwanie – wskazał Wojciech Jakóbik.
Firmy energetyczne oczekują cen adekwatnych do kosztów produkcji, tymczasem państwa nie chcą zwiększać dopłat. W ostatnim czasie we Francji żadna z firm nie podpisała kontraktu różnicowego gwarantującego dopłaty. Podobnie może być w grudniu w naszym kraju. Wtedy to Polska zaoferuje inwestorom swoją propozycję kontraktu różnicowego.
– To jest sygnał o tym, żeby nie przesadzać z optymizmem, jeśli chodzi o naszą aukcję offshore, która jest zaplanowana na grudzień 2025 roku. Może się okazać, że nie będzie chętnych – zaakcentował Wojciech Jakóbik.
Efekty nieopłacalności morskich farm wiatrowych są już widoczne. Na Morzu Północnym Niemcy demontują farmę wiatrową Alfa Ventus. Po obcięciu rządowej subwencji instalacja stała się nierentowna. Sygnały o nieopłacalności takich projektów nie wstrzymują budowy polskich wiatraków na Morzu Bałtyckim. Projekt Baltic Power realizuje Orlen. Polskę dotkną te same problemy co Zachód, m.in. wysokie koszty przesyłu energii.
– Trzeba wprowadzić to w głąb kraju – w polskich warunkach to jest Dolny Śląsk, Górny Śląsk, Małopolska, czyli to jest 700 km. To są potężne, miliardowe inwestycje. Środowisko morskie jest jednak bardzo szkodliwe i powoduje, że trzeba prace konserwacyjne prowadzić znacznie częściej – zauważył prof. Władysław Mielczarski z Instytutu Energetyki Politechniki Łódzkiej.
Przewodniczący górniczej „Solidarności”, Bogusław Hutek, zwrócił uwagę na błędną drogę. Gdy my inwestujemy w offshore, Niemcy wracają do węgla.
– Rząd niemiecki podjął decyzję o wprowadzaniu CCS-u, prace nad wyłapywaniem dwutlenku węgla. Na razie tylko w cementowniach, ale za chwilę najprawdopodobniej zrobią to może i w elektrowniach węglowych na węgiel kamienny i brunatny, a my będziemy od nich kupować prąd ekologiczny, ale z węgla – podsumował Bogusław Hutek.
Farma wiatrowa Baltic Power ma się składać z 76 turbin wiatrowych, każda o mocy 15-stu megawatów.
TV Trwam News



