fot. pixabay.com

Nowa umowa handlowa UE z Ukrainą rozpoczęła proces niszczenia polskiego rolnictwa

Więcej ukraińskich jaj, drobiu, miodu i cukru na polskim oraz europejskim rynku. Już weszła w życie nowa umowa handlowa między Unią Europejską a Ukrainą. Bezcłowe, przez co tańsze produkty spożywcze z Ukrainy, to zagrożenie dla polskich rolników.

Do wybuchu wojny obowiązywała umowa stowarzyszeniowa pomiędzy UE a Ukrainą. Jasno określała kontyngenty i cła na towary, co nie powodowało zawirowań na rynkach. W trakcie wojny Kijów uzyskał pełną, jednostronną liberalizację handlu. W czerwcu tego roku Bruksela i m.in. rząd Donalda Tuska ogłosili sukces, że oto handel wraca do zasad sprzed wojny – przypomina dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej, Monika Przeworska.

– Słyszeliśmy ten ogromny festiwal radości, że po 5 czerwca wracamy do starej umowy stowarzyszeniowej, ale ta radość nie trwała długo – mówi Monika Przeworska.

Pod naciskiem Kijowa UE zliberalizowała handel z Ukrainą. Nowa umowa właśnie weszła w życie. Bruksela dała zgodę na wzrost kontyngentów szeregu ukraińskich towarów. Limity drobiu zwiększyły się z 90 tys. do 120 tys. ton, cukru z 20 tys. do 100 tys. ton, a miodu z 7 tys. do 35 tys. ton. Te produkty nie będą też objęte cłami.

– To jest bardzo zła informacja. Niestety, to konkurowanie na europejskim wspólnotowym rynku będzie zdecydowanie trudniejsze – zaznacza Monika Przeworska.

Tym bardziej, że Polska przoduje w unijnym eksporcie drobiu, jaj, miodu czy cukru. W umowie są przepisy pozwalające na interwencje i zahamowanie ukraińskiego eksportu. W mechanizmy ochronne nie wierzy prezes Śląskiej Izby Rolniczej, Roman Włodarz.

– Zanim UE czy też poszkodowane tym importem kraje członkowskie, głównie z Europy Wschodniej, zareagują, to wtedy już będzie za późno – wskazuje Roman Włodarz.

Z kolei na m.in. pszenicę i kukurydzę już nałożono cła i ustalono mniejsze kontyngenty. Polska cały czas korzysta z jednostronnego embarga nałożonego na ukraińskie ziarno jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Ale doradca prezydenta, Jacek Saryusz-Wolski, alarmuje, że Komisja Europejska może nakazać zniesienie blokady w każdej chwili.

– To deklarowała kilka miesięcy temu KE, że Bruksela zażąda zniesienia ograniczeń przez Polskę, a jeśli nie, to będą nakładane sankcje – przypomina Jacek Saryusz-Wolski.

Na takie warunki handlowe zgodził się rząd Donalda Tuska kilka tygodni temu na Radzie UE. Co więcej, KE dała ponad dwa lata Ukrainie na to, by tamtejsze rolnictwo przystosowało się do produkcji żywności w reżimie i jakości unijnej. Tymczasem ukraiński wicepremier Taras Kaczka sugeruje, że za dwa lata Ukraina wynegocjuje nową umowę.

„Kolejny przegląd, mający na celu dalsze zwiększenie dostępu Ukrainy do rynku UE, planujemy na 2028 rok” – oświadcza wicepremier Taras Kaczka.  

Agroholdingi na Ukrainie sięgają po środki ochrony roślin, z których europejski rolnik nie może korzystać. Mają niższe koszty pracy.  Nie obciążają ich podatki klimatyczne ETS. Dlatego Ukraina nigdy nie zgodzi się na unijne normy – przekonuje Roman Włodarz.

– Wdrożenie wysokich standardów unijnych to jest spadek opłacalności produkcji i pogorszenie konkurencyjności. Dlatego ten wielki kapitał międzynarodowy, który jest na Ukrainie, będzie walczył jak lew z Unią Europejską – zaznacza Roman Włodarz.

Rolnicy kończą jesienne roboty polowe. Niewykluczone, że za moment przez Polskę przetoczą się kolejne protesty. Jako pierwsi mają wyjść na ulice rolnicy z województwa zachodnio-pomorskiego na początku listopada.

TV Trwam News

drukuj