fot. fb/Jyothi Seva School for the Visually Impaired

Siostry od bł. Elżbiety Róży Czackiej niosą pomoc niewidomym w Indiach. Red. G. Górny: Nie jest to zwykła praca, ale życiowa misja. Jestem pod wrażeniem ich ofiarności oraz kompetencji zawodowych

W Indiach sytuacja osób ociemniałych jest nie do pozazdroszczenia. Wśród wyznawców hinduizmu rozpowszechnione jest przekonanie: „Skoro nie widzisz, to zapewne zasłużyłeś sobie na to, za swoje czyny w poprzednim życiu”. Takie jest prawo karmy. Dlatego „nie ma sensu pomagać ludziom niewidomym”. Ludzie, mając wybór, wolą inwestować w edukację zdrowych dzieci niż chorych, ponieważ „im się to opłaca”. To sprawia jednak, że wielu niewidomych chłopców i dziewcząt, nawet jeśli są utalentowane i uzdolnione, nie mają szans na naukę. Takim właśnie malcom pomagają siostry ze Zgromadzenia Franciszkanek Służebnic Krzyża – wskazał red. Grzegorz Górny w felietonie „Spróbuj pomyśleć” na antenie Radia Maryja.

W Bangalore, dziesięciomilionowym indyjskim mieście, znajduje się dzielnica muzułmańska zwana „małym Pakistanem”. Na jej terenie ulokowany jest żeński klasztor katolicki. Mieszkające w nim siostry prowadzą położoną tuż obok szkołę. Choć żadna z około dwudziestu mieszkających tam zakonnic nie jest Polką, to jednak ich dzieło pozostaje nierozerwalnie związane z Polską.

– Wspomnianymi zakonnicami są siostry ze Zgromadzenia Franciszkanek Służebnic Krzyża, które założyła w roku 1918 błogosławiona Elżbieta Róża Czacka. Zapewne sto lat temu nie przypuszczała ona, że jej dzieło rozrośnie się tak bardzo, iż rozprzestrzeni się na inne kontynenty – rozpoczął red. Grzegorz Górny.

Matka Czacka, która w wieku dwudziestu dwóch lat straciła wzrok, poświęciła się całkowicie pomocy ludziom niewidomym. Najpierw założyła Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi, a później właśnie Zgromadzenie Franciszkanek Służebnic Krzyża, którego charyzmatem stała się służba niewidomym oraz wynagradzanie za duchową ślepotę świata. Szczególnym obiektem jej troski stały się dzieci, które postanowiła wyrywać z publicznego niebytu i przywracać społeczeństwu. Przez wiele lat zakon rozwijał się głównie w Polsce, jednak po upadku komunizmu pojawiła się szansa, by wyjść na świat, z czego siostry skorzystały. Dziś mają swoje domy m.in. w Rwandzie, Republice Południowej Afryki czy właśnie w Indiach.

– W Indiach sytuacja osób ociemniałych czy też – jak się dzisiaj mówi – „niepełnosprawnych wzrokowo” jest nie do pozazdroszczenia. Wśród wyznawców hinduizmu, którzy dominują w tym kraju, rozpowszechnione jest następujące przekonanie: „Skoro nie widzisz, to zapewne zasłużyłeś sobie na to, za swoje czyny w poprzednim życiu. W tym życiu musisz więc zapłacić za to, co zrobiłeś w poprzednim wcieleniu”. Takie jest prawo karmy. Dlatego „nie ma sensu pomagać ludziom niewidomym”, ponieważ muszą oni cierpliwie znosić swój los, podporządkowując się nieubłaganemu cyklowi reinkarnacji. Ociemniali są też wykluczeni jeszcze z jednego powodu. W Indiach nie ma systemu emerytalnego. Zabezpieczeniem na starość są dzieci. Rodzice, gdy osiągną podeszły wiek, mogą więc liczyć jedynie na wsparcie swojego potomstwa. W tym kontekście niepełnosprawne dziecko jest dodatkowym obciążeniem, ponieważ samo wymaga opieki i nie będzie w stanie utrzymać rodziców, kiedy ci się zestarzeją – wskazał publicysta.

W tej sytuacji ludzie, mając wybór, wolą inwestować w edukację zdrowych dzieci niż chorych, ponieważ „im się to opłaca”. To sprawia jednak, że wielu niewidomych chłopców i niewidomych dziewcząt, nawet jeśli są utalentowane i uzdolnione w niektórych dziedzinach życia, nie mają szans na naukę. Takim właśnie malcom pomagają siostry ze Zgromadzenia Franciszkanek Służebnic Krzyża.

– Byłem pod wrażeniem ich ofiarności oraz kompetencji zawodowych, gdy odwiedziłem prowadzoną przez nie szkołę w Bangalore, do której uczęszcza około siedemdziesięciu ociemniałych uczniów. Uczą się tam pisania i czytania w trzech językach: angielskim, hindu i lokalnej mowie kannada. Są oczywiście też inne przedmioty, takie same jak w placówkach publicznych, jednak głównym celem edukacji jest przygotowanie dzieci do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Ci, którzy kończą szkołę sióstr, bardzo często zdają później egzaminy wstępne na wyższe uczelnie, kończą studia, podejmują pracę np. w administracji państwowej, organizacjach pozarządowych czy nawet w prywatnym biznesie – wyjaśniał felietonista.

Siostry zakonne podają przykład niewidomego chłopca, który dziś pracuje w Narodowym Banku Indii. Okazuje się też, że osoby niewidome mają szczególnie rozwinięty zmysł dotyku i mogą być znakomitymi masażystami czy fizjoterapeutami.

– Szczególnie duże wrażenie zrobiły na mnie narodowe tańce indyjskie w wykonaniu zespołu złożonego z ociemniałych dziewcząt. Chociaż żadna z nich nic nie widziała, potrafiły wykonywać skomplikowane układy choreograficzne, wykonując jednocześnie te same kroki, ruchy i gesty w rytm muzyki. Obserwując je, zdałem sobie sprawę, jak wielka praca musiała być wykonana z każdą z tych uczennic oddzielnie, by osiągnąć taki efekt. Gdy zwróciłem na to uwagę, siostry odpowiedziały mi, że tak jest tutaj ze wszystkimi przedmiotami nauczania. Tutaj każdemu uczniowi trzeba poświęcić indywidualnie bardzo dużo czasu, a tego nie ma dla nich nikt poza siostrami od bł. Elżbiety Róży Czackiej, dla których nie jest to zwykła praca, ale życiowa misja – akcentował.

Cały felieton red. Grzegorza Górnego można wysłuchać [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj