P. Nowak: Gdyby rząd chciał wesprzeć działania NBP, to powinien koordynować z nim politykę fiskalną, czyli starać się utrzymać mniejszy deficyt, a więc wydawać mniej pieniędzy, żeby było ich mniej w gospodarce
Polityka monetarna, czyli to, co prowadzi Narodowy Bank Polski, a dokładnie Rada Polityki Pieniężnej, zajmuje się zwalczaniem inflacji, to się nazywa utrzymanie wartości polskiego złotego. To właśnie Rada Polityki Pieniężnej odpowiada za walkę z inflacją. Rząd, gdyby chciał wesprzeć działania NBP, powinien koordynować z nim politykę fiskalną, czyli starać się utrzymać mniejszy deficyt, a więc wydawać mniej pieniędzy po to, żeby było ich mniej w gospodarce. Rząd robił wręcz przeciwnie. W zeszłym roku deficyt był bardzo wysoki, w tym również jest bardzo wysoki i zapowiada się, że w przyszłym roku w tej kwestii nic się nie zmieni. To jest bardzo mocno rozdmuchany deficyt i jest kontrproduktywny, czyli próbuje napędzić inflację. Rząd raczej przeszkadza NBP w schodzeniu do celu inflacyjnego – mówił Piotr Nowak, ekonomista, w programie „Polski punkt widzenia” emitowanym w TV Trwam.
Premier Donald Tusk po opublikowaniu przez Główny Urząd Statystyczny informacji na temat wrześniowej inflacji ogłosił, że w Polsce mamy koniec drożyzny. Najwidoczniej szef rządu ma braki w wiedzy i nie wie, czym tak naprawdę jest inflacja i jak ona działa. Pomimo że inflacja spadła, to ceny w sklepach nadal rosną, co zauważają doskonale obywatele naszego kraju.
– Premier chyba nie wie, czym jest inflacja. Ona nie świadczy o poziomie cen, ale o tym, jak ceny się zmieniają. Jeżeli przez ostatnie lata inflacja była podwyższona i ceny urosły, to to, że mamy teraz inflację na poziomie 2.9 proc., znaczy, iż ceny utrzymują mniejszą dynamikę, ale dalej rosną. Co to znaczy koniec drożyzny? Ceny nie spadły, one idą do góry, tylko trochę wolniej – wyjaśnił Piotr Nowak.
Ustawa zamrażająca ceny prądu będzie obowiązywać do końca roku. To tylko tymczasowe rozwiązanie, a rachunki za prąd, ogrzewanie i transport mogą wkrótce znacznie wzrosnąć. W 2027 roku wejdzie w życie ETS 2, który jeszcze bardziej zaostrzy politykę klimatyczną. Narodowy Bank Polski przyznał, że nie wiadomo, co wtedy stanie się z inflacją.
– Mamy ustawę, która zamraża ceny energii do końca roku, nie wiemy, co będzie dalej. Kluczowym rokiem będzie 2027, kiedy ETS 2 wejdzie w życie. Nawet bank centralny sam mówi, że od 2027 roku trudno zaprognozować pewne rzeczy, bo nie wiadomo, jak zachowa się inflacja, być może znowu zacznie iść do góry. ETS 2 uderzy w każdy aspekt naszego życia, co będzie miało odzwierciedlenie w cenach – zauważył gość programu „Polski punkt widzenia”.
Rząd Donalda Tuska szczyci się tym, że dzięki jego polityce inflacja w Polsce znacznie spadła. W rzeczywistości za walkę z inflacją w naszym kraju odpowiada Rada Polityki Pieniężnej. Rząd nie zrobił nic, aby przyczynić się do spadku inflacji, a nawet wręcz przeciwnie – przez swoją politykę pogłębił jeszcze deficyt budżetowy.
– Polityka monetarna, czyli to, co prowadzi Narodowy Bank Polski, a dokładnie Rada Polityki Pieniężnej, zajmuje się zwalczaniem inflacji, to się nazywa utrzymanie wartości polskiego złotego. To właśnie Rada Polityki Pieniężnej odpowiada za walkę z inflacją. Rząd, gdyby chciał wesprzeć działania NBP, powinien koordynować z nim politykę fiskalną, czyli starać się utrzymać mniejszy deficyt, a więc wydawać mniej pieniędzy po to, żeby było ich mniej w gospodarce. Rząd robił wręcz przeciwnie. W zeszłym roku deficyt był bardzo wysoki, w tym również jest bardzo wysoki i zapowiada się, że w przyszłym roku w tej kwestii nic się nie zmieni. To jest bardzo mocno rozdmuchany deficyt i jest kontrproduktywny, czyli próbuje napędzić inflację. Rząd raczej przeszkadza NBP w schodzeniu do celu inflacyjnego – akcentował ekonomista.
Trudno dziś mówić o odpowiedzialnej polityce fiskalnej, patrząc na to, co dzieje się w Ministerstwie Finansów. Skala bałaganu zaczyna przypominać nie tyle zarządzanie państwem, co improwizację bez planu i nadzoru. Przelewy do samorządów wykonywane w błędnych kwotach pokazują, że nawet podstawowe mechanizmy kontroli finansów publicznych zawodzą. Na domiar złego mamy jeszcze niepokojąco szybko rosnący dług publiczny, który bije rekordy i nie wiadomo, na co dokładnie wydawane są nasze pieniądze.
– To, co dzieje się w Ministerstwie Finansów, to jest jakiś absurd. Cała polityka fiskalna jest czymś, czego w całym swoim życiu zawodowym jeszcze nie widziałem. Pojawiła się jeszcze informacja dodająca smaczku całej sytuacji. Pokazuje ona, jak minister finansów panuje, a raczej nie panuje nad sytuacją. Ministerstwo Finansów przelało do wielu samorządów zbyt małe albo zbyt duże kwoty. Szacuje się, iż miliard złotych został przelany nie tam, gdzie powinien. W firmie, gdyby dyrektor finansowy przelał jednym za dużo, a innym za mało, to taka osoba by nie pracowała następnego dnia. Tutaj naszymi pieniędzmi minister finansów przelewa złe kwoty na złe konta. To pokazuje totalny chaos. Jeśli chodzi jednak o zadłużenie, to jest ono bardzo niepokojące, ponieważ w trzy lata rząd zadłużył nas na 1.1 biliona złotych. W tym roku dane pokazują, że od 1 stycznia do końca czerwca osiągnęło 174 miliardy złotych. Mamy praktycznie miliard złotych dziennie nowego długu. To jest bardzo niepokojące, ponieważ nie do końca wiadomo, co dzieje się z tymi pieniędzmi – wskazał Piotr Nowak.
radiomaryja.pl



